Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyczna fauna i flora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyczna fauna i flora. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 marca 2017

Yokai 18

Brak komentarzy:

Tsurube otoshi

Wygląda jak wielka ludzka głowa bez ciała. Czasami jest przedstawiany jako kula ognia z ludzkimi rysami. Tsurube otoshi osiąga średnicę do dwóch metrów. Żyje w lasach (preferują wysokie drzewa), niedaleko ścieżek lub na obrzeżach miast, tam gdzie jest szansa, że będzie przechodził jakiś przechodzień lub zwierze. Czai się w koronach drzew i czeka na jakieś żywe stworzenie. Gdy coś lub ktoś przechodzi pod nim, a on jest akurat głodny wtedy spada na swoją ofiarę zgniata ją i zjada. Odpowiednio duże yokai tego rodzaju potrafią zaatakować człowieka. Tsurube otoshi lubi to co robi, bo podczas konsumpcji wydaje szaleńczy śmiech. Nawet gdy nie jest głodny lubi dla przyjemności spaść na swoją ofiarę i ją zabić bez konsumpcji. Więc podczas przechodzenia pod jakimś wysokim drzewem wypadałoby trzymać głowę wysoko aby zdążyć odskoczyć jakby co.



Gyokuto

Według Japończyków plamy na księżycu wyglądają jak królik. Królik ten trzyma młotek używany przy robieniu mocci lub w budowlance. Legenda mówiąca o tym, że na księżycu żyją króliki jest bardzo stara. W Chinach pierwsze wzmianki pojawiły się w IV wieku, a w Japonii w VII wieku. Japońska wersja mitu pochodzi z Konjaku monogatari (Opowieści o rzeczach dawnych, zbiór opowiadań realistycznych 
i fantastycznych).

A oto treść tej legendy. Lis, małpa i królik podróżowali wspólnie. Pewnego razu zobaczyli żebraka, który leżał przy drodze wycieńczony przeprawą przez góry. Zwierzęta ulitowały się nad nim i chciały mu pomóc. Małpa i lis zebrali coś do jedzenia, jednak królik nie mógł nic znaleźć i zaczął lamentować, że jest bezużyteczny. Poprosił lisa 
i małpę o pomoc przy rozpalaniu ogniska. Gdy ogień był już rozpalony, królik wskoczył do ognia aby starzec mógł zjeść jego mięso. W tym momencie starzec objawił swoją prawdziwą naturę. Okazało się, że jest to Taishakuten, jeden z władców nieba. Wziął on królika i umieścił go na księżycu, aby inni brali przykład z jego ofiarności.



Nurikabe

Nikt nie wie jak ten yokai wygląda naprawdę, bo przeważnie jest niewidzialny. W epoce Edo na ilustracjach przedstawiano go jako groteskową bestię wyglądającą jak ściana. Można na niego się natknąć w ciasnych uliczkach i ciemnych alejkach. Nurikabe pojawia się późno w nocy. Materializuje się jako ściana tuż przed oczami przechodnia 
i blokuje mu drogę. Nie ma szans aby taka przeszkodę obejść z żadnej strony i trzeba zmienić trasę. Choć może pomóc postukanie kijem 
w podstawę takiej ściany, wtedy ona znika i droga jest wolna.



Teke teke

Występuje w licznych legendach miejskich. Jest to kobieta która zginęła potrącona przez metro. Nie ma dolnej części ciała, porusza się za pomocą swoich rąk, wydając przy tym odgłos od którego wzięła się jej nazwa. Ten dźwięk wydaje jej kręgosłup, który szoruje o nawierz-
chnię. Teke teke poluje na swoje ofiary niedaleko stacji metra. Choć nie ma nóg potrafi poruszać się z zawrotną prędkością i z łatwością może dogonić ofiarę. Gdy złapie ofiarę to przecina ją za pomocą sierpa lub wielkiego noża w pół i zabiera nogi. Inna wersja mówi, że może pojawić się w łazienkach i wtedy się pyta o to gdzie są jej nogi. Odpowiedź na to pytanie to stacja Meishin. Wtedy zadaje drugie pytanie, od kogo wiemy? Właściwą odpowiedzią jest to, że słyszało się to od Reiko Kashima, bo podobno tak się nazywała za życia. Gdy nie odpowie się na któreś z pytań wtedy kończy się w ten sam sposób jak poprzednio czyli zostaje się przepołowionym.



Osakabe hime

Jest związana ze zamkiem Himeji. Jest to kobieta ubrana w dwunasto-warstwowe kimono. Osakabe hime jest potężnym yokai, które potrafi manipulować ludźmi jak jej się podoba, ma wielką wiedzę oraz posiada na swoich usługach mnóstwo kenzokushin. Kenzokushin są to duch podobne do zwierząt, które robią za posłańców. Potrafi odgadnąć prawdziwe pragnienia ludzi. Chodzą pogłoski, że kto zobaczy jej twarz z miejsca umiera. Nie lubi spotkań z ludźmi i unika ich jak może, przebywając w tajnych komnatach na zamku. Jednak raz w roku spotyka się z właścicielem zamku aby przepowiedzieć jego los na następny rok. Dlaczego jednak Oskakabe hime pojawia się na zamku Himeji? Nikt tego nie wie. Jest kilka teorii. Jedna mówi, że to potężne dziewięcioogoniaste kitsune, albo jedna z Famoryt cesarza Fushimi.



Tamamo no Mae
Jest jedną z najpopularniejszych kistsune. Jej postać występuje często w literaturze oraz dziełach teatru japońskiego. Wzmianki o tej lisicy pojawiają się również przy wielu wydarzeniach z historii Japonii. Swoją wielką moc wykorzystywała głównie w celu zdobycia władzy. Na przykład w epoce Heian (794-1185) próbowała zabić cesarza. Co prawda nie udało się jej to. Jednak i tak doprowadziła do jednej 
z największych wojen w historii Japonii czyli wojny domowej w latach 1180-1185. Z tego powodu jest uznawana za jednego z Nihon San Dai Aku Yokai (Trójca przerażających yokai). Dwa pozostałe to Sutoku Tenno czyli cesarz Sutoku i Shuten dōji jeden z Oni. Według jednej 
z wersji legendy, Tamamo no Mae urodziła się 3500 lat temu na terenie Chin. O jej ludzkim życiu wiemy niewiele, jedynie to, że była potężnym czarodziejem. Z tego powodu po upływie ponad 100 lat przemieniła się w dziewięcioogoniastego lisa (były to yokai 
o największej mocy magicznej). Dodatkowym jej atutem było to, że potrafiła manipulować ludźmi. Używała do tego swojego powabu 
i poczucia humoru. W ten sposób zdobywała wpływy i władzę.



Gaki 
Są to dusze osób udręczonych, którzy przeżywają wieczne katusze. Wyglądają jak ludzie, ale mają pękate brzuchy i mało wydajne usta 
i gardło. Zamieszkują równoległy wymiar zwany Gakidō. Jest to nieprzyjemny pustynny teren. Źródłem ich cierpienia jest jedzenie 
i picie. Istnieje kilka rodzajów Gaki. Jedne gaki w ogóle nie mogą nic jeść, inne mogą pożywiać się tylko takimi rzeczy jak kał lub mocz, istnieją też takie, które i jedzą i piją co chcą, ale nie mogą zaspokoić ani głodu ani pragnienia.



Hitobashira
Hitobashira (dosłownie „ludzki filar”) nie jest to co prawda żaden yokai, ale jest to makabryczny proceder polegający na grzebaniu żywych ludzi pod fundamentami czy w murach ważnych budowli tj. mosty czy zamki. Ta praktyka była stosowana od starożytności do XVI wieku. Wierzono, że duch takiego człowieka przebłaga duchy przyrody. Wierzyli również, że taka ofiara ochroni budowlę przed różnego rodzaju klęskami takimi jak pożar, powódź.

~Dominik

Źródła obrazków:
yokai,com
pinterest.com

wikiwand.com
 

piątek, 17 lutego 2017

Krampus i spółka

Brak komentarzy:
Niedługo przyjdzie do was Pan w czerwonym kubraku, zwany Mikołajem aby przynieść wam prezent, Jeśli byliście grzeczni to możecie spać spokojni, ale jeśli coś przeskrobaliście to możecie liczyć tylko na rózgę. Myślicie, że macie przerąbane? Nic bardziej mylnego inni mają gorzej. Przedstawiam wam Krampusa i Pachołka Ruprechta.
.
Co prawda kiedyś św. Mikołaj roznosił prezenty 6 grudnia ( w Niemczech, Austrii i kilku innych krajach 6 XII prezenty dostawali chłopcy, a 13 XII św. Łucja przynosiła prezenty dziewczęta). Mikołaj zajmował się grzecznymi dziećmi, a niegrzecznymi albo Krampus lub Knecht Ruprecht.
 
Postać Krampusa występuje w przekazach takich krajów jak Niemcy, Austria, północne Włochy, Słowenii i Chorwacji. Ten pan posiadał rogi i był odziany w owcze lub kozie skóry. Podobno jedną nogę miał normalną, a natomiast zamiast drugiej ma kopyto. Porywał niegrzeczne dzieci i wynosił je we wielkim koszu. Podobno czasami nawet je zjadał, ale najczęściej kończy się chłostą.
Tradycja przebierania się za Krampusa nadal jest żywa w Niemczech. Młodzi chłopcy przebierają się za niego 5 grudnia. Latają po mieście i za pomocą brzęczeniem łańcuchów i dzwonkami straszą dzieci i młode kobiety. Na terenach wiejskich chłopcy nie omieszkają wychłostać za pomocą rózg dziewczyn.
Pachołek Ruprecht (po niemiecku Knecht Rupert) nie towarzyszy Mikołajowi tylko jest towarzyszem Dzieciątka Jezus. 6 grudnia w protestantyzmie to właśnie Dzieciątko roznosi prezenty. A karę wymierza właśnie Ruprecht. Tą karą jest dostanie rózgą po rzyci. Nawet jest taki utwór Theodora Stormsa
 
„-Czy masz przy sobie także rózgę?- pyta dzieciątko
-Tak, rózga tu jest, ale tylko dla niegrzecznych dzieci, które dostaną nią we właściwe miejsce-odpowiada pachołek”. Knecht Ruprecht ma odpowiedniki w różnych krajach. W Niemczech to oczywiście Knecht Ruprecht, w Holandii Zwarte Piet (Czarny Piotruś), a we Francji to Père Fouettard (Chłoszczący Ojciec).
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia redakcja życzy żeby ani Kampus ani Knecht Ruprecht was nie odwiedził. Wesołych Świąt
 
 
~Dominik

środa, 10 sierpnia 2016

Egipscy bogowie w mitologii i grach #2

Brak komentarzy:
Bastet – bogini miłości, radości, muzyki, tańca, domowego ogniska i płodności. Starożytni Egipcjanie wierzyli, że bogini ta chroni mężczyzn przed chorobami i demonami. Przedstawiana jest jako kobieta z głową kota lub kot. Córka Ra – boga słońca i Izydy – bogini płodności i opiekunki rodzin. Po 1100 p.n.e. wielu bogów miało swoich antagonistów. Złymodpowiednikiem Bastet była Sechmet (Sachmet). Po śmierci kota mumifikowano go, a opiekunowie golili sobie brwi. Z racji tego, że koty były czczone i uważane za święte, nie można ich było zabijać, a jeśli ktokolwiek dopuścił się tak karygodnego czynu, mógł zostać zlinczowany przez tłum. Przejdźmy do gry. Nasuwa się jedna, czyli SMITE, gdzie wizerunek Bastet jest nieco inny. Jej postać ma kocie łapy, pazury u rąk, oczy i uszy, posiada także ogon, ale twarz ma ludzką. Można by się spodziewać, że będzie postacią wspomagającą, biorąc pod uwagę jej mitologiczną historię. Nic bardziej mylnego. Bastet jest zabójcą. Jej pasywna umiejętność Open Wound (Otwarta Rana) pozwala na zadanie dodatkowych obrażeń po użyciu umiejętności Pounce (Pazur), Razor Whip (Smagnięcie Brzytwą), Declaw. Utrzymuje się ona na przeciwniku przez kilka sekund zadając dodatkowe obrażeń. 
 
Pazur pozwala Bastet na doskoczenie do przeciwnika i zadaje obrażenia w obszarze skoku. Użycie ponownie umiejętności w ciągu kilku sekund, spowoduje powrót na poprzednią pozycję i otrzymanie bonusu do poruszania się. 
 
Smagnięcie Brzytwą to umiejętność, która sprawia, że przeciwnicy krwawią przez określony czas, a gracz z każdym uderzeniem zwiększa zadawane obrażenia. 
 
Declaw to wyrzucenie sztyletu przez Bastet w kierunku wroga, który detonuje się, zadaje obrażenia i spowalnia przeciwników. Ostatnia umiejętność czyli Cat Call (Przyzwanie Kotów) przywołuje trzy koty, które po przyzwaniu atakują najbliższych wrogów, spowalniając i zadając im obrażenia. Jeśli jakiś wróg w pobliżu krwawi, koty zaatakują go jako pierwszego. Są one przyzwane na określony czas.

wtorek, 26 lipca 2016

Poltergeist

Brak komentarzy:
Poltergeist z języka niemieckiego znaczy dosłownie „hałasujący duch”. Jest to ponoć najbardziej nieznośna zjawa na całym świecie. Odpowiedzialne są one za wszelakiego rodzaju nocne hałasy, ale w przeciwieństwie do innych mar, istot czy widziadeł nie nawiedzają one konkretnych budynków czy miejsc, ale przywiązują się do osób. Nie pomoże nawet przeprowadzka. Poltergeist „polezie” za swoją ofiarą. Ciekawym jest fakt, że poltergeista się dziedziczy. Ofiarami tych „zjaw” są najczęściej osoby młode, które posiadają bardzo silną psychiczną zdolność do przyciągania nadprzyrodzonych mocy. 
 
Podobnie jak duchy nie przybierają cielesnej formy – są niewidzialne. Jednakże ich obecności nie da się z niczym pomylić – demonstrują ją waleniem w ściany, łomotem, a co bardziej złośliwe zdolne są do przewracania mebli, „rzucania” ludźmi czy też wzniecania pożarów. Tak czy inaczej nie da się ich tak łatwo zlekceważyć czy też nie zauważyć. 
 
Pierwsze wzmianki o poltergeistach pojawiły się już 2400 lat temu. Grecki polityk żyjący około V wieku p.n.e. o imieniu Andokides opisał swojego znajomego, który „trzyma w domu złego ducha, co wywraca mu stoły”. Brzmi znajomo? Prawie 500 lat później Swetoniusz (rzymski historyk) doniósł o dobrze urodzonym człowieku, którego „nieznana jakaś siła wyrzuciła z łoża”. Dopiero następnego dnia znaleziono go „w jego nocnym odzieniu na wpół przytomnego pod drzwiami”. No cóż, jak dla mnie mało przyjemna pobudka. Tak czy inaczej, sam termin „poltergeist” pojawił się dopiero w XIX wieku. 
 
Opinie na temat istnienia poltergeistów są podzielone. Niektórzy twierdzą, że to nic innego jak zaburzenia psychiczne wywołane przez młodych ludzi, którzy posiadają zdolności telekinetyczne. Sceptycy z kolei mówią, że to oszustwa zręcznie spreparowane przez młodych ludzi posiadających wyobraźnię, łaknących sławy łowców duchów itp. Jednakże są i tacy, którzy upierają się, że to wyjątkowo krnąbrna rasa duchów. O ich wyjątkowo dziecinnym i parszywym charakterze można poczytać w XIX-wiecznej książce „Przypadki ducha Stockwella”. Do ulubionych zabaw tytułowego bohaterami zaliczało się rzucanie zgniłymi jajkami w koty i przewracanie beczek z piwem. Tak czy inaczej lepiej nie lekceważyć poltergeistów, bo sprowokowane zdolne były do palenia domostw razem z ludźmi w środku. 
 
Tak czy inaczej poltergeisty stały się dość popularnym tematem w mediach. Artykuły czy filmy o tych zjawach cieszą się dużym zainteresowaniem nie tylko w Europie, ale również Ameryce Północnej. Jeśli rzeczywiście spotkania z nimi są prawdą, a nie zręczną manipulacją to bohaterowie tych materiałów mieli sporo szczęścia, że ich wzajemne kontakty z poltergeistami trwały tylko kilka dni, a nie całe życie. Wyobraźcie sobie takie towarzystwo dożywotnio…
 
 
- Frey

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Duchy

Brak komentarzy:
Chyba ciężko o tradycję, w której nie pojawia się temat duchów. Są one obecne w każdym folklorze, religii, baśniach, podaniach i jak mniemam ciężko znaleźć osobę, która nigdy nie zadała sobie pytania jak to się dzieje, że niektóre szlajają się po świecie, a inne o prostu „przeszły na drugą stronę”, czy też spokojnie śpią w swoich grobach. Na te i inne pytania postaram się dzisiaj odpowiedzieć.
Duchy potrafią się objawić na kilka sposobów. Najbardziej pospolitym rodzajem ducha jest zwykła „zjawa”, czyli innymi słowy widziadło, które nie posiada materialnego ciała. Niektóre ze zjaw mogą jak najbardziej przybrać postać człowieka z krwi i kości, a inne z kolei będą przypominać budową mglistą parę. 
 
W europejskich podaniach jest mnóstwo opowieści o duchach, które są w stanie „żyć” jak śmiertelnicy (jeść, pić i utrzymywać podobne cielesne funkcje życiowe), a jedyne co ich odróżnia od ludzi to, jak mawiają niektórzy – zapaszek zgnilizny ciągnący się za nimi jak smuga za odrzutowcem, czy też możliwość nagłego rozpłynięcia się w powietrzu. 
 
W starożytnym Egipcie wierzono, że zmarli powrócą w swoich własnych, ożywionych ciałach. Z kolei w Grecji i Rzymie duchy mogły wyglądać jak ponure plamy, czarne cienie czy też widma. W innym kulturach duchy mogły pojawiać się pod postacią roślin, zwierząt, a nawet demonów. 
 
W większości znanych nam starożytnych kultur istniało przekonanie, że duchy to naturalne i jak najbardziej realne zjawisko. Wiele z nich, aby zapewnić sobie dobre układy ze zmarłymi organizowało specjalnie dla nich święta w ciągu roku. Osobiście wydaje mi się, że najdziwniejszym z nich były rzymskie Lemuria. W trakcie tego święta właściciele domów musieli w nocy wstawać i przemierzając wszystkie pomieszczenia, rzucali za siebie ziarna bobu i dziewięciokrotnie wypowiadali słowa: „tymi ziarnami bobu wykupuję siebie i swoją rodzinę”. Tyle razy powtarzano to zdanie, aby mieć pewność, że zmarli mieli dość czasu, aby zebrać dary (pytanie po co zmarłym bób?). Następnie osoba, która odprawiała ten dziwny rytuał musiała uderzyć w ciężki, brązowy cymbał i krzyknąć: „odejdźcie, duchy mych przodków!” Miało to ponoć zapewnić ochronę na następny rok. 
 
Ciekawym na pewno jest fakt, że w trakcie Lemurii duchy były traktowane „przyjacielskim rytuałem” i budziły one raczej szacunek aniżeli lęk. Obecnie, nieważne czy to fakty czy fikcja, duchy postrzega się raczej jako posępne byty, które nie mogąc zaznać ukojenia i spokoju włóczą się po świecie i straszą śmiertelników. Jednym z bardziej popularnych duchów jest Jakub Marley z powieści Karola Dickensa („Opowieść wigilijna”), który to został skazany na tułaczkę po świecie za grzechy popełnione za życia. Inne duchy z kolei włóczą się po świecie wtedy, kiedy spotkała je nagła i niespodziewana śmierć. Ponoć w angielskim hrabstwie Durham Beamish Hall nawiedza duch młodej i nader nieszczęśliwej kobiety, która zmarła zamknięta w skrzyni. Legenda głosi, że w ten sposób chciała uniknąć niechcianego małżeństwa. 
 
Jedna z ciekawszych legend według mnie opowiada o hrabim Lancaster (XIV wiek), który to straszy w Dunstanburgh Hall. Jego śmierć zdecydowanie nie należała do bezbolesnych, gdyż mało doświadczony kat uderzał toporem 11 razy, aż w końcu głowa oddzieliła się od reszty ciała. Ponoć nawet najbardziej mężni wojowie tracili przytomność widząc tą partaninę. Tak czy inaczej duch hrabiego ponoć straszy właśnie z powodu tak prymitywnie wykonanej egzekucji. Motyw? Zemsta. 
 
Na koniec warto wspomnieć, że kiedy duch zostaje wygnany w świat to dopóty dopóki nie pomści swojej krzywdy lub kiedy się nie wyzwoli to będzie nawiedzał cmentarze, grobowce lub domy. Najpopularniejszym sposobem na pozbycie się niechcianego towarzysza jest wynajęcie zawodowego egzorcysty. Niektóre z duchów ponoć znikały, jeśli ich szczątki pochowało się na rozstaju dróg – po śmierci miały zerową orientację w terenie. Oczywiście, jeśli żadna z powyższych metod nie przyniosła pożądanego rezultatu należało po prostu przyzwyczaić się do ich towarzystwa no bo przecież istnieje wiele gorszych rzeczy niż słuchanie potępieńczych jęków, czy też dźwięku ciągnięcia kajdan, prawda? ;) 
 
 
- Frey

niedziela, 19 czerwca 2016

Kotołaki

Brak komentarzy:
Tysiące lat temu ludzkość zyskała nowego przyjaciela – kota. Towarzysz człowieka stał się obiektem kultu w licznych wierzeniach. W starożytnym Egipcie koty utożsamiano z boginią Bastet, a w nordyckich mitach często towarzyszyły Frei. W późniejszych latach zmienił się ich wizerunek: zaczęto często traktować je jako symbol magii i zła. Nic więc dziwnego, że te zwierzęta, podobnie jak inne stworzenia, na stałe zakorzeniły się w kulturze. Na przestrzeni lat powstało wyobrażenie hybrydy człowieka i kota. 
 
Podobnie jak wilkołaki, kotołaki w różnych utworach przybierają inną formę. Znany jest m.in. człekokształtny kot o niesamowitej sile, szybkości i inteligencji oraz człowiek mogący zmienić się w olbrzymiego, niebezpiecznego kota. 
 
Kotołaki, chociaż nie są popularnym elementem literatury fantasy, nieraz odgrywają znaczącą rolę. W Polsce najsłynniejszym kotołakiem jest Ksin z „Sagi o kotołaku”. Postać powstała już w 1991 roku. Debiutujący wówczas autor, Konrad T. Lewandowski, został za opowiadanie o niej nominowany do nagrody im. Janusza Zajdla. Do najnowszego wydania powieści („Ksin. Początek”) pisarz dołączył Bestariusz, w którym opisuje kotołaki: 
 
„Zwierz zmiennokształtny, rzadki i wielce dziki, trudny do magicznego poskromienia. [***] Nie wiadomo, jak i z czego kotołak się zradza, ani kędy chadza. [***] Nieprzejednany wróg wilkołaków, których w swoim rewirze nie ścierpi, zaraz z nimi do walki staje i zabija. [***] Na ludzkie sadyby nie nastaje, ale zbłąkanych wędrowców żywych nie puszcza, ze szczególnym upodobaniem czaszki im rozłupując i wychłeptując mózg”.
~ Fragment powieści „Ksin. Początek” Konrada T. Lewandowskiego 
 
Tytułowy bohater powieści został zrodzony z kobiety i kota, dlatego różni się od prawdziwych kotołaków. Zachowuje się i żyje jak człowiek, rzadko kiedy korzystając ze swoich mocy – najczęściej używa ich podczas walki. Mimo to, mężczyzna jest utalentowanym wojownikiem. Łączy w sobie najlepsze cechy człowieka i kota. Wykorzystuje magiczne zdolności kotołaków, w prywatnym życiu nie różniąc się od zwykłych ludzi. 
 
Wiele lat później, w 2003 roku, pisarz Christopher Paolini wydał powieść „Eragon”. Książka jest pierwszym tomem cyklu „Dziedzictwo”. W swojej serii autor wykreował trójkę kocich bohaterów: Solembuma, Maud oraz Grimrra Półłapego. Kotołaki w cyklu „Dziedzictwo” mają odmienne charaktery, jednak łączy je wysoka inteligencja i umiejętności walki. Sam Solembum opisuje swoją rasę jako przyjaciół Smoczych Jeźdźców i smoków, ale też obserwatorów, słuchaczy i wędrowców. 
 
„Kotołaki zawsze pojawiały się w bajecznych historiach. Zwykle trzymały się z boku, od czasu do czasu udzielając rad. Jeśli legendy mówiły prawdę, miały magiczne moce, żyły dłużej niż ludzie i zwykle wiedziały więcej, niż mówiły”.
 
~ Fragment powieści „Eragon” Christophera Paoliniego
Fizycznie są zbudowane podobnie. Posiadają dwa kształty: kota oraz człowieka. Solembum początkowo wygląda jak zwykłe zwierzę, jednak potrafi zmienić się w małego chłopca.
„[***] rozbłysły czerwone oczy i na ladę wskoczył wielki, groźnie wyglądający kot. Miał smukłe ciało o silnych, grubych łapach. Kanciasty pysk otaczała kędzierzawa grzywa, uszy były zakończone czarnymi pędzelkami. Z pyska wystawały zakrzywione kły”.
 
~ Fragment powieści „Eragon” Christophera Paoliniego
Kwestia dwóch form jest poruszana, gdy cała armia kotołaków żąda dwóch rodzajów zbroi dla każdego walczącego – jedną do walki jako kot, a drugą do walki jako człowiek.
Chociaż kotołaki w różnych utworach różnią się od siebie wyglądem, pochodzeniem i zdolnościami, to jedno pozostaje niezmienione: są to istoty potężne, wyjątkowo mądre i silne. Żaden ostrożny, rozważny człowiek nie pragnie narazić się na ich gniew. Podobnie jak nasi udomowieni przyjaciele, wymagają szacunku i potrafią być niebezpieczne, gdy zostaną znieważone. 
 
~ Azrael

piątek, 17 czerwca 2016

Olbrzymy

Brak komentarzy:
Olbrzymy obecne są w większości znanych kultur i wierzeń, kiedy to żyły jeszcze przed bogami. W mitologii greckiej znani są jako potomkowie Uranosa i Gai, którzy - mówiąc dyplomatycznie - pięknościami nie byli. Ci mniej delikatni mówią, że tytani byli wręcz szkaradni – oprócz pokrytych łuskami stóp mieli również włochate twarze, a niektórzy nawet po kilka głów. Wszyscy charakteryzowali się nieprzeciętną siłą i byli więksi od gór. Tak czy inaczej każdy pamięta jak toczyli wojnę z bogami Olimpu i jak to się skończyło. 
 
W mitologii skandynawskiej Olbrzymi Lodu pod panowaniem paskudnego Thryma wypowiadają wojnę bogom Asgardu. Swoją drogą „thrym” oznacza wrzawę, zgiełk, czyli całkiem adekwatne do sytuacji jaką zgotował. Legendy celtyckie z kolei podają, że pierwsi mieszkańcy Irlandii to olbrzymy zwane Fomorianami. Kojarzone one były z nieurodzajem, pomorem, burzą i zimą, a znane były ze swojego pełnego nienawiści podejścia do wszystkiego i wszystkich. Nawet w Starym Testamencie są wzmianki o olbrzymach, które były potomstwem ludzi i upadłych aniołów. Nie były one jednak tak postawne jak te z mitów, choćby jak Goliat, który stoczył walkę z Dawidem. I przegrał. Ale ten olbrzym miał zaledwie ok. 3 metrów wzrostu. 
 
Jednakże w folklorze brytyjskim olbrzymy zajmują specjalne miejsce. Geoffrey z Monmouth w swojej „Historii Regum Britanniae” opisał istoty wysokie na 3,5 metra o tak porywczym charakterze, że wyrywały drzewa z korzeniami niczym kwiatki z łąki. Panowały one do chwili, w której nie pokonał ich prawnuk Eneasza – Brutus uważany za mitycznego przodka Brytyjczyków.
W legendach o królu Arturze olbrzymy razem ze smokami były utożsamiane jako całe zło tego świata i każdy rycerz szukający chwały toczył z nimi śmiertelne pojedynki. To właśnie olbrzymy były odpowiedzialne z kradzieże, porywanie kobiet, kanibalizm i mordowanie dzieci. To właśnie w „Śmierci króla Artura” młody Lancelot zyskuję chwałę, kiedy zabija te dwie istoty, które niegodziwie przez 7 lat trzymały w niewoli 3 damy. Podobnie rycerz Marhaus zdobył wdzięczność, uznanie i majątek kiedy to zgładził olbrzyma Taularda i „odbił” 24 niewiasty i 12 rycerzy. Jednakże najdzielniejszym rycerzem tamtych czasów był sam król Artur, który to pokonał olbrzyma z Mont – Saint – Michel. Był on kanibalem, który zabił 15 królów, a jego płaszcz haftowany był z włosów z bród tychże poległych władców. 
 
Do XVIII i XIX wieku przetrwała wiara w te istoty, które to zajęły doczesne miejsce w baśniach i legendach. Olbrzymy oprócz gigantycznego wzrostu miały również wielki apetyt i co ciekawe – marzyły o żonach normalnych rozmiarów. W baśni „O Jacku pogromcy olbrzymów” syn wieśniaka wyprowadza w pole olbrzymy, czym zyskuje sobie sławę. Pierwszy z olbrzymów – Cormoran (wysoki na 4 m) wpada w pułapkę zastawioną przez Jacka (głęboko wykopany dół przykryty liśćmmi) i kiedy nie może się z niego wydostać sprytny Jack zatłukł go kamieniami. Oczywiście pierwszy sukces pociągnął za sobą następne i w konsekwencji młodzieniec zyskał majątek i rękę pięknej księżniczki. Kolejna bajka „O Jasiu i łodydze fasoli” tytułowy Jaś po długiej wspinaczce trafia do zamku znajdującego się w chmurach i stawia czoło olbrzymowi nucącego ciekawą pieśń: „Ha ha, hi hi, hejże hola, czuję zapach krwi Angola”. 
 
Oczywiście można się spotkać z podaniami o dobrotliwych olbrzymach, które nawiązują przyjaźnie ze śmiertelnikami i opiekują się dziećmi. Cierpią one jednak z powodu zażenowania i samotności, co zapewne można przypisać wzrostowi i tym paskudnym legendom. Tak czy inaczej, historie o olbrzymach charakteryzujących się dobrym charakterem należą do rzadkości. 
 
 
- Frey

środa, 15 czerwca 2016

Jednorożce

Brak komentarzy:
Jednorożce to chyba jedne z najbardziej znanych istot fantastycznych lub jak twierdzą niektórzy- prawdziwych. Po raz pierwszy zostały one opisane przez Ktezjasza – greckiego lekarza już 2000 lat temu. Żeby było jeszcze ciekawiej to stały się one inspiracją dla wszelakiej maści artystów (rzeźbiarzy, malarzy), a nawet dla „myśliwych”, którzy cały czas się zastanawiali nad ich realnym bytem. 
 
Ktezjasz twierdził, że rodzimym krajem jednorożców są Indie. Wzrostem przypominają osły, charakteryzuje je biały tułów, czerwony łeb i niebieskie oczy. Wspomniałam już o tym legendarnym rogu? Ktezjasz podaje, że miał on około 50 cm, a jego kolor zmieniał się od podstawy, u której był biały, przechodził w czerń pośrodku, a kończył się czerwienią. To oczywiście nie wszystko. Według legend każdy, kto wszedł w posiadanie takiego rogu i przerobił je na naczynie do picia to chronił każdego kto z niego pił przed padaczką, drgawkami i truciznami. Nic więc dziwnego, że był to mroczny przedmiot pożądania. Jednakże schwytanie jednorożca do łatwych nie należało, gdyż istoty te były szybkie, silne i gwałtowne. 
 
Wiara w te niezwykłe stworzenie przez następne kilka stuleci wcale się nie zmniejszyła pomimo tego, że nieco brakowało niezbitych dowodów na ich istnienie, zwłaszcza, że nie tylko Ktezjasz o nich pisał, ale również Juliusz Cezar i Arystoteles. Z kolei sam Pliniusz (rzymski przyrodnik) nieco ubarwił wygląd jednorożców, gdyż według niego miały one ogon dzika, jeleni łeb, słoniowe stopy, a róg miał już długość metra i był czarny. Co prawda pisarze późniejszych czasów w trakcie swoich wielogodzinnych dyskusji sugerowali, że te najwcześniejsza doniesienia o jednorożcach są błędne, gdyż pomylono je z indyjskimi nosorożcami tudzież kozłami/koziorożcami, które stały z boku lub miały tylko jeden róg – drugi czasami zdarzało im się gubić… Pliniusz oczywiście potwierdzał gwałtowny charakter tych istot i dodał również, że ich głos jest rykliwy i głęboki. 
 
W czasach średniowiecznych wygląd jednorożca zmienił się z takiego hmmm kolażu innych zwierząt i stał się bardziej majestatyczny, czyli taki, do którego przywykliśmy w obecnych czasach. Arrasy i obrazy średniowieczne przedstawiają przepiękne, białe koniopodobne stworzenia z jelenimi kopytami i skręconym śnieżnobiałym rogiem. W literaturze zaś stały się one symbolem czystości, siły i władzy. Stały się one również częścią symboliki chrześcijańskiej i trafiły do królewskiego herbu Szkocji i Anglii. Jednorożce pojawiły się również w opowieściach o wyprawach Aleksandra Wielkiego, Czyngis – chana, a także w baśniach i legendach arturiańskich. 
 
Jedna z ciekawszych opowieści średniowiecznych mówi o tym, jak te czyste i niewinne stworzenia uratowały leśne zwierzęta przed wypiciem zatrutej wody. Aby ugasić pragnienie i oczyścić wodę jeden z jednorożców ponoć zanurzył w niej swój róg oczyszczając wodopój z wszelakich trucizn. Z kolei inna z nich opowiada o uwielbieniu tych istot do wszystkiego co dobre i niewinne. Nic więc dziwnego, że jednorożce upodobały sobie niewinne białogłowy. Jeśli takowa usiądzie pod drzewem to jednorożec przyjdzie do niej, ułoży łeb na jej łonie i zapadnie w spokojny sen. Zapewne właśnie ta legenda przypadła do gustu śmiałkom chcącym wejść w posiadanie legendarnego rogu. Taki sposób schwytania jednorożca był zdecydowanie bardziej bezpieczny od walki, gdyż istoty te walczyły rogami jak mieczami, a jeśli ktoś śmiał je ścigać to… rzucały się z urwisk i lądowały bez szwanku na rogu. Innymi słowy spadały na jak kot na cztery łapy, tyle, że na rogu – jednym rogu. Tak czy inaczej jeśli udało się znaleźć cnotliwą pannę to ujęcie jednorożca nie stanowiło żadnego problemu. Pytanie czy znaleziono takową? ;) 
 
Prawdziwa wiara w te magiczne istoty przetrwała do XVIII wieku, kiedy to ostatecznie stwierdzono, że jednorożce nie istnieją, skoro nikt ich de facto na oczy nie widział. Niemniej jednak nadal można je spotkać w literaturze, sztuce i w krainie marzeń, jeśli komuś się one przyśnią ;)
„Prawdziwe” jednorożce 
 
Ustaliliśmy już, że nie sposób było znaleźć świadka spotkania z jednorożcem, ale znalezienie rogu nie stanowiło już problemu. Dlaczego? Dlatego, że rogi jednorożca stanowiły remedium na większość znanych chorób i dolegliwości i sprzedawane były w niemalże każdej ówczesnej aptece. O zabezpieczeniu przed truciznami chyba nie muszę przypominać? Nietrudno się domyślić, że był na to popyt, a co za tym idzie – ceny za ten towar były niewyobrażalne. Alikorn, czyli sproszkowany róg jednorożca mógł być podawany zarówno w czystej postaci jak i z innymi specyfikami. Stać na to było jedynie najbogatszych, ale nie zapomniano o biedniejszej części społeczeństwa. Dla tych przeznaczono fiolkę z wodą, w której rzekomo zanurzony był ów róg. 
 
Jak zapewne większość się domyśla sprzedawany specyfik nie miał nic wspólnego z rogiem jednorożca, ale był to faktycznie róg – róg narwala, czyli ssaka z rodziny waleni. Mógł się on poszczycić 3-metrowym, skręconym „narzędziem”. Jednakże w XVI i XVII wieku wzrosło zainteresowanie ekspedycjami morskimi i dzięki temu zwiększyła się ilość dostarczanego remedium. Oczywiście starano się rozróżniać dobry „towar” od tego podrobionego przynajmniej na kilka sposób, z których na szczególną uwagę zasługuje umieszczenie rogu w pobliżu pająków i bacznym obserwowaniu ich reakcji. Oczywiście nie było żadnych wiarygodnych testów i dlatego ciosy narwali trafiały do aptek całej Europy udając tak niezastąpiony lek.
Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy, a mianowicie, że alikorn był towarem pożądanym nie tylko w aptekach, ale przede wszystkim w królewskich dworach. Nie ze względu na to, że był lekiem, ale dlatego, że chronił przed działaniem trucizn. A jak powszechnie wiadomo lęk przed otruciem był codziennością dla władców. Król Danii – Fryderyk II w 1565 roku zastawił swoją cenną filiżankę (sztuk 1) z alikornu i dzięki takiej pożyczce sfinansował wojnę ze Szwecją. Więcej chyba nie potrzeba, aby poznać wartość takiego towaru...
 
 
- Frey

czwartek, 26 maja 2016

Hipogryfy

Brak komentarzy:
Hipogryfy to stworzenia zrodzone ze związku klaczy i gryfa, który jest już „hybrydą” lwa i orła. Ponoć sam Karol Wielki traktował hipogryfy jako swoje rumaki, a miało to miejsce na przełomie VIII i IX wieku. Jak łatwo się domyślić, późniejsi autorzy dzieł o jego przygodach dodali całkiem sporo od siebie, gdyż hipogryf „narodził się” epickim poemacie „Orland Szalony” autorstwa Ludovica Ariosta około 1516 roku. A miała być to kronika o wyprawie kilku rycerzy Karola Wielkiego…
 
Warto zaznaczyć, że hipogryfy uważane były za jak najbardziej prawdziwe, ale jednocześnie rzadkie stworzenia. Podobnie do gryfów mają one orle głowy i szpony na przednich lwich łapach, pierzaste skrzydła i koński zad. Dzięki dobrej opiece i szkoleniu dokonanym przez maga Atlanta hipogryfy potrafiły nie tylko szybko latać, ale również wznosić się wyżej od innego ptactwa, a kiedy jeździec zapragnął szybko wylądować to opadały niemalże z prędkością światła. Jednakże ta ostatnia cecha tych cudownych stworzeń budziła niepokój u walecznych rycerzy Karola Wielkiego. Ale czymże jest niewielki strach skoro można w okamgnieniu przemierzyć cały świat?
 
Najciekawszy jest jednak charakter hipogryfów, ponieważ są to stworzenia nie tylko pomysłowe, ale również skore do płatania figli. Repertuar żartów zawiera między innymi nieoczekiwanie zrywanie się do lotu kiedy nieświadomy niczego śmiertelnik stara się go dosiąść, straszenie szybkim lądowaniem i zapewne o wiele, wiele więcej. Kiedy jednak hipogryf i jego jeździec „dotrą się” stają się niemal jednością, jak to miało miejsce w przypadku rycerza Rogera i jego wierzchowca. O ich przygodach można pisać godzinami, ale ja się skupię na jednej z nich kiedy to trafiają na morskiego potwora, który uprowadził niewiastę imieniem Angelique. Na widok orlich skrzydeł bestia porzuciła bezbronną kobiecinę w nadziei, że hipogryf zaspokoi jego niemały głód. W ostatniej chwili jednak hipogryf zwinnie i sprytnie zmienił trajektorię lotu, a sam jeździec unieszkodliwił morską bestyjkę przy użyciu oślepiającego blasku swej tarczy. I tak oto Rogero i Angelique odlatują dalej w świat poszukując przygód. 
 
 
„Polowanie na zwierzęta”
 
W średniowiecznej Europie modne było nie tylko polowanie na czarownice, ale również na zwierzęta. Do głównych oskarżonych zaliczyć należy nie tylko zwierzęta domowe, ale również ślimaki, pijawki, szarańcze, gołębie, trzodę chlewną, a nawet muchy i gąsienice. Lista ta jest niemal nieskończenie długa. A za co były sądzone, torturowane, skazywane a niekiedy nawet uśmiercane? Do najpopularniejszych nadużyć czy wykroczeń zaliczyć należy zniszczenie mienia i morderstwo! Nie jest to żart, gdyż odnaleziono doskonale zachowane akta sądowe od IX stulecia wzwyż.
Jeśli sądzone były owady to głównym zarzutem było niszczenie plonów. Rozprawa przebiegała w sposób następujący: łapano jednego winnego (bo przecież nie dało się uwięzić i doprowadzić pod sąd całej chmary szarańczy), oczywiście przydzielano adwokata z urzędu i sądzono tak jak całe stado. Jeśli oskarżonemu owadowi udowodniono winę to całe stado otrzymywało nakaz opuszczenia miasta. Jak nietrudno się domyślić taki scenariusz prędzej czy później i tak by nastąpił.
 
Nieco inaczej wyglądała sprawa większych zwierząt. Te podobnie jak ludzi chwytano, zamykano w klatkach/więzieniach i torturowano, aby uzyskać wiarygodne zeznania. Wiadomym jest, że żadne zwierzę, nawet jeśli jest winne to nie przyzna się do dokonania zarzucanego czynu, ale sami sędziowie wychodzili z założenia, że w każdym procesie muszą być dopełnione wszystkie formalności. Tak po prawdzie to było lepiej nie przyznać się do winy, gdyż wtedy zapadały z reguły niższe wyroki. Jeśli adwokat nie był zadowolony z wyroku mógł oczywiście złożyć apelację do sądu wyższej instancji. Tak też miało to miejsce w przypadku pewnego osła i świni. Nowy sędzia ponownie rozpatrzył sprawę i zmienił wyrok ze stryczka na… puknięcie w łeb.
 
- Frey

środa, 2 marca 2016

Gnomy

Brak komentarzy:
W obecnych czasach nietrudno o bliskie spotkanie z gnomem – wystarczy wybrać się na przechadzkę po ogródkach a jest więcej niż pewne, że nasze oczy ujrzą „coś” co zwiemy „gnomami ogrodowymi”. Są one najbardziej rozpowszechnione Stanach Zjednoczonych i Europie, jednakże w Polsce zwiemy ich krasnalami i są oni kuzynami omawianych gnomów. W większości przypadków noszą one czerwone czapeczki i jak to figurki gipsowe – są nieruchome. Jeśli jednak okaże się, że właścicielami posesji są czarodzieje z krwi i kości to może nas spotkać nie lada niespodzianka, gdyż wtedy gnomy takowe będą grasowały niczym śmiertelnicy na wyprzedażach. Tak żywe i skłonne do figli istoty zwykło się traktować jak zarazę ogródkową i rada jest jedna – należy się ich pozbyć.
 
Do końca nie wiadomo skąd wzięło się przeświadczenie, że gnomy upodobały sobie właśnie ogrody. Według niektórych były one stawiane jako rzeźby, które miały za zadanie witać gości u wrót domostwa. W późniejszych czasach jednak przybrały one charakter bardziej osobisty. Tak czy inaczej, ja osobiście skłaniam się do folkloru, w którym to gnomy od zawsze miały powiązanie z ziemią.
 
W niemieckich legendach gnomy podobnie jak krasnale mieszkają na terenach podziemnych, szukają cennych metali i minerałów, a także pilnują skarbów. Ciekawostką jest na pewno to, że gnomy potrafią się poruszać pod ziemią bez pomocy tuneli (!) – magia czy coś w tym stylu… Istoty te cechuje dobrotliwie usposobienie i pracowitość. Z reguły przedstawiane są jako staruszkowie z garbem lub czymś innym, co na pewno nie zagwarantowałoby im „okładek” poczytniejszych czasopism. Skóra gnomów jest zwykle w odcieniu brunatnym lub ziemistym, dzięki czemu maskują się lepiej niż kameleony, gdyż w razie nieprzyjemnej sytuacji po prostu „stapiają się” z pniami drzew lub ziemią.
 
Wśród wielu podań i legend o gnomach trafia się również na takie, które twierdzą, że pomimo tego, że natura przystosowała je do terenów podziemnych to bardzo dobrze się one czują na powierzchni ziemi. Aczkolwiek „wybitni znawcy” gnomów są przekonani, że jeśli promienie słoneczne spotkają się z ich skórą to na wieki zostaną przemienieni w kamień (znajomy motyw?). Jeśli rzeczywiście jest to prawda to może się okazać, że niektóre z gnomów ogrodowych to prawdziwe gnomy, które „przesadziły” ze słońcem.
 
 
 
- Frey

niedziela, 21 lutego 2016

Salamandry w folklorze

Brak komentarzy:
Większości ludzi salamandry kojarzą się z niewielkich rozmiarów stworzeniem o pięknym ubarwieniu. Salamandry można spotkać choćby w trakcie leśnych spacerów i tak naprawdę traktowane są bardzo naturalnie. Gdybyśmy jednak żyli w minionych wiekach to w trakcie takich spotkań nie obyłoby się bez „ochów” i „achów”, gdyż tym z pozoru niepozornym stworzonkom przypisywano zdolność figli z ogniem. Oprócz tego, że były w stanie bez żadnego uszczerbku na zdrowiu wyjść z ognia to ich lodowata skóra była w stanie ugasić płomienie.
 
Już w starożytnej Grecji i Rzymie toczyły się burzliwe dyskusje o ognioodpornych właściwościach salamander. Rzymski pisarz Pliniusz w swoim dziele „Historia naturalna” dowodził tego, że salamandra była tak zachwycona widokiem płomieni, że sama niezwykle chętnie wskakiwała do nich. Niektórzy z ludzi, którzy mieli niemalże bujną wyobraźnię twierdzili, że można wzywać te niezwykłe stworzenia, aby pomogły gasić pożary. To na pewno nie wyszło na dobre nic nie podejrzewającym salamandrom, gdyż sceptycy tych teorii (w tym Galen i spółka) łapali je i wrzucali w ogień. Jak nietrudno się zorientować - salamandry źle na tym wyszły.
 
Jednakże byli i tacy, których wiara w takie właściwości salamander przetrwała do czasów renesansu i próbowali zarobić na produkcie zwanym „wełną salamander”. Wykorzystywany był do wszelkiego rodzaju czynności, które wymagały bliskich spotkań z ogniem i wysoką temperaturą (szycie ubrań, ochrona łatwopalnych przesyłek itp.). Zapewne wiele osób mających podstawową wiedzę biologiczną dziwi, że taki drogocenny produkt został nazwany „wełną” skoro salamandry nie mają ani futer ani puchu, ale ci łatwowierni „nie dali się wpuścić w kanał” bowiem sprzedający wykorzystali jedynie wiarę w magiczną moc jaszczurek i dzięki temu towar miał jeszcze większe „wzięcie”. Sam produkt zaś to nic innego jak azbest (jak się później okazało nie bez skutków ubocznych, ale przecież nie można mieć wszystkiego).
 
Żeby do końca wyjaśnić tajemnice i zwyczaje salamander należy zastanowić się nad faktem dlaczego to właśnie im przypisuje się ognioodporne właściwości. A mianowicie: salamandry można zobaczyć na kupkach popiołów, gdyż w takich miejscach znajdujących się np. w zmurszałych kłodach całkiem wygodnie zapadają w stan hibernacji. Czasami dochodzi do tego, że taki pień ląduje przy pomocy człowieka w ogniu, a wtedy tak brutalnie przebudzona salamandra (i moim zdaniem całkiem słuszne będzie stwierdzenie, że również wkurzona) chroniona przez jakieś 2 sekundy przez naturalne skórne wydzieliny ma szansę na wydostanie się z takiej pułapki. To zapewne stąd wzięły się takie a nie inne legendy a te istoty zajęły doczesne miejsce w legendach i słowniku angielskim, gdyż słowo „salamander” oznacza również rodzaj… pogrzebacza.
 
 
- Frey

piątek, 19 lutego 2016

Węże w folklorze

Brak komentarzy:
Motyw węży przewija się w wielu różnych kulturach i łączyło się je nie tylko ze wszystkim co najgorsze, ale bywało i tak, że otaczano je swego rodzaju kultem i szacunkiem. Były one bowiem uznawane za symbol zrozumienia, mądrości, a nawet uzdrawiania. Fascynacja tymi istotami sięga zamierzchłych czasów, gdyż jest starsza niż pismo. 
 
Dla mnie najciekawszym jest fakt, że to właśnie wężom poświęcono o wiele więcej uwagi niż innym zwierzętom w historii. Już Aztekowie z Ameryki Środkowej czcili je jako święte, a następni Skandynawowie z Europy Północnej, poprzez mieszkańców basenu Morza Śródziemnego (szczególnie Indie i Chiny), plemienne królestwa Afryki Zachodniej oraz ludność Bliskiego Wschodu. W Indiach istnieje grupa istot wężopodobnych zwanych jako nagowie, które przedstawiane były jako niezwykle piękne kobiety, ale o głowach węży tudzież otoczonych nimi. I tu mała uwaga, gdyby ktoś się kiedykolwiek zastanawiał skąd wzięło się imię Nagini (wąż Voldemorta z cyklu o Harrym Potterze) to radzę przeczytać poprzednie zdanie ;) Tak czy inaczej nagowie mieli ponoć przynosić pomyślność i chronić przed wszelkimi niebezpieczeństwami takimi jak np. ukąszenie węża.
 
To, że węże w wielu kulturach były uważane za święte nie oznaczało, że się ich nie obawiano. Jak przewrotne i złe mogły się okazać wystarczy sięgnąć do legend starożytnego Egiptu. W „Księdze umarłych” pojawia się gigantyczny wąż, który jest postrzegany jako narzędzie zła i zniszczenia o imieniu Apop. Znany jest jednak lepiej pod nazwą „demon ciemności” oraz śmiertelny wróg boga Ra, z którym to toczy nieustanną walkę objawiającą się codziennymi wschodami i zachodami słońca. Z kolei w mitologii skandynawskiej trafiamy na Nidhogga (węża oczywiście) pieszczotliwie zwanego Śmiertelnym Kąsaczem. Mieszka on u stóp drzewa świata Yggdrasil, a jego ulubionym zajęciem jest jego podgryzanie. W tej samej mitologii mamy jeszcze do czynienia z jednym z potomków Lokiego –Jormungandem (olbrzymi wąż plujący jadem, syn Lokiego i Angrbody), za sprawą którego podczas Ragnaroku dojdzie między nim a Thorem do ciężkiej walki.
Wydaje się jednak, że pierwsze miejsce w rankingu najbardziej podłych węży zajmuje ten, za sprawą, którego Adam i Ewa zostali wygnani z raju – jak to opisuje Księga Rodzaju. Czytając Biblię można trafić na kilka innych przykładów, które udowadniają, że węże to gadziny przerażające i niebezpieczne. Można wręcz powiedzieć, że w kulturach chrześcijańskiej i judaistycznej węże to symbole zła. W tej jednej kwestii muzułmanie się z tym zgadzają – węże są traktowane jako symbol upadku człowieka.
 
Pomimo wielu negatywnych skojarzeń to mimo wszystko tym gadzinom przypisywano szlachetne cechy. I tak np. w starożytnym Egipcie kobra była czczona jako źródło mądrości. Na kreteńskich monetach wybity był wzór jak Bogini Matka głaskała węża. Wśród rolników gadziny te uważane były za symbol płodności i swego rodzaju klucz do dobrego urodzaju nie bez powodu: przecież węże zjadają gryzonie, które niszczą plony. Rzymianie z kolei traktowali je jako domowe pupile, a ponadto niezwykłą popularnością cieszyły się amulety w kształcie węży. Jako, że węże co jakiś czas zrzucają skórę to są one łączone z odnową i odrodzeniem. Wystarczy przypomnieć sobie greckiego boga sztuki lekarskiej – Asklepiosa, którego laska była opleciona przez tego gada. O Meduzie chyba nie muszę wspominać…
 
Jako, że są to stworzenia o wątpliwej reputacji to nie ma w tym nic dziwnego, że pilnują one zarówno ważnych jak i tajemniczych miejsc, do których zalicza się życiodajne źródła, jaskinie wypełnione skarbami no i moja ulubiona Komnata Tajemnic. Co prawda nie mogę tutaj zrozumieć intencji wielu ludzi, którzy zajmują się hodowaniem węży w swoich domach, bez względu na to, czy są one jadowite czy nie. Ale może strzegą one domowego zacisza? A może ma to coś wspólnego z angielskim przesądem, w którym mowa o tym jakoby skóra węża chroniła przed wszelakimi innymi gadzinami. Tak czy inaczej, mnie osobiście widok węża na dywaniku przed kominkiem skutecznie by zniechęcił do dalszej wizyty.
 
Na koniec nie można zapomnieć o uroborosie – koło utworzone z węża, który połyka swój własny ogon. Jest on symbolem odwiecznego cyklu życia, śmierci i ponownych narodzin. W przeciwieństwie do „tradycyjnych” węży, które wywołują co najmniej mieszane uczucia to uroboros reprezentuje tylko te pozytywne cechy związane z kultem tych urodziwych gadów. Ponadto fanom cyklu Księga wszystkich dusz na pewno dobrze się kojarzy ;)
 
 
- Frey

niedziela, 7 lutego 2016

Krasnale

Brak komentarzy:
Według wielu legend krasnale to brodate istoty, które zdecydowaną większość swego czasu spędzają pod ziemią wydobywając cenne metale, minerały i rudy. Według podań skandynawskich i germańskich charakteryzują się one niewielkim wzrostem i strzegą swoich skarbów. Karły dysponują ciekawą magiczną mocą, ponieważ potrafią przybrać różną postać, a nawet stać się niewidzialne, ale najlepiej się czują jako karły z siwymi brodami, pomarszczonymi twarzami, dużymi głowami i niezbyt kształtnymi stopami i nogami.
Ciekawym jest fakt, że krasnale to całkiem towarzyskie istoty zamieszkujące we wspólnotach wnętrza grot, gór czy też podziemne pałace. Swoją drogą mówiąc pałace to ciekawa jestem jaki dekorator i architekt się tak wykazał… Ale wracając do meritum: krasnale noszą zazwyczaj ubrania w ziemistych kolorach i przez to tak łatwo stapiają się z otoczeniem takim jak zarośla i skały. Dzięki temu mogą one niezauważone przez ludzi opuszczać swoje „domostwa”. Legendy niektórych regionów podają, że kiedy promienie słońca „dotkną” ich skóry to zmienią się one w kamień, podobnie jak trolle.
 
Krasnale mają niebywały talent do tworzenia metalu, a ich magiczna moc prowadzi je w kierunku, w którym wydobywają najcenniejsze ze złóż, które są im tak potrzebne do pracy. Te najbardziej utalentowane pracują w srebrze i złocie wyrabiając najpiękniejszą biżuterię. Inne z kolei upodobały sobie pracę z żelazem tworząc broń, która charakteryzuje się magicznymi właściwościami. I tak oto z ręki karłów Sindriego i Brokka wyszedł chyba najbardziej znany z młotów – Mjöllnir, czyli atrybut Thora, skandynawskiego boga burzy i piorunów. Dla przypomnienia: rzucenie tym młotem powodowało rozdzieranie nieba przez błyskawice, a następnie powracał do swego właściciela. Wspomniane wcześniej 2 karły stworzyły również włócznię Odyna (najważniejszy ze skandynawskich bogów), która nigdy nie chybiała celu.
Podania niektórych regionów Niemiec mówią o tym, że ludziom czasami zdarzy się spotkać krasnale jeśli np. górnicy nieświadomie przebiją się do ich pałaców lub warsztatów. Takie wizyty mogą być bardzo owocne jeśli ludzie będą sympatyczni i grzeczni, gdyż wtedy krasnale mogą udzielić informacji gdzie znajdują się najlepsze ze złóż. Ponadto jeśli dojdzie do trzęsienia sufitu, nagromadzenia niebezpiecznych gazów i kopalnia i ludzie będą zagrożeni to krasnale wszczynają alarm. Zdarza się jednak, że odwiedzający ich miejsca zamieszkania/pracy nie okażą należytego im szacunku to wtedy sami potrafią wywołać taką katastrofę. Zdarzali się i tacy nierozsądni śmiertelnicy, którzy zdobyli się na odwagę okradzenia krasnali. Kończyło się to jakimś nieszczęściem i brakiem łupu, ponieważ kiedy człowiek docierał do własnego domostwa to w torbie zamiast skarbów znajdował… kupkę liści.
 
Krasnalom przypisuje się wielką mądrość, ponieważ żyją około kilkuset lat i potrafią przewidywać przyszłość. Według jednej germańskiej legendy krasnale pomagały w pewnym mieście w taki sposób, że opowiadały baśnie, udzielały ludziom rad, dzieliły się wiedzą, pomagały w domostwach, a jedyne czego oczekiwały w zamian to ciepły kąt, w którym mogłyby się kryć w długie zimowe wieczory. Niestety ludzie nie należą do gatunku najmądrzejszych i zawsze chcą więcej… Tak też miało miejsce w tym przypadku bo niestety zraziły do siebie tak pomocne istoty, gdyż zaczęli się za bardzo interesować ich stopami skrywanymi pod długimi płaszczami. Tak bardzo chcieli się dowiedzieć więcej o stopach, że rozsypali na podłodze popiół w nadziei, że jeśli po nim przejdą to rozwiążą tak ważną w ich mniemaniu tajemnicę. Z kolei krasnale tak bardzo przewrażliwione na punkcie swojego wyglądu niezwykle się wściekły i wskutek tego opuściły to nieprzyjazne miasteczko i skryły się pod ziemią. Według niektórych legend ich stopy są zwrócone palcami do tyłu, ewentualnie przypominają koźlęce, gęsie lub wronie. Brak jednak żadnych dowodów na potwierdzenie tych słów.
 
 
- Frey

środa, 13 stycznia 2016

Skrzaty

Brak komentarzy:
Skrzaty obecne są w folklorze wielu narodowości i zapewne z tego powodu istnieje wiele rozbieżności dotyczących ich wyglądu i rozmiarów. Zdecydowana większość legend podaje, że skrzaty przypominają człowieka raczej szczupłej budowy ciała. Mogą one nie tylko znikać w mgnieniu oka, ale również zmieniać swą postać tak, aby wzrostem dorównywać śmiertelnikowi lub być tak niewielki, aby wyspać się pod grzybem. Według duńskich legend skrzaty są urodziwe, natomiast te niemieckie są szkaradne. W angielskim folklorze skrzaty przypominają staruszków, ale za to skrzatki złotowłose i piękne panny.
 
Wszystkie legendy zgadzają się co do jednego: skrzaty wykorzystują swoje magiczne zdolności, aby ingerować w życie śmiertelników. Ingerencja ta to oczywiście pomoc ludziom przy zwykłych, domowych obowiązkach. Bajka „Szewc i skrzaty” opowiada o losach chorego i biednego szewca, któremu skrzaty każdej nocy wyrabiają wspaniałe skórzane buty. Skórę dostarcza człowiek każdej zanim położy się spać. W ramach zapłaty zachwyceni szewc z małżonką dają im nowe ubrania. Skutek jest zapewne znany – skrzaty odchodzą z ich domu i już nigdy nie wracają.
 
Warto pamiętać, że w żyłach każdego skrzata płynie chęć płatania wszelakiego rodzaju figli, a zatem odejście z domu z powodu ubrania wydaje się zaledwie błahostką. Niestety zdarzały się skrzaty, które były złe do szpiku kości. W folklorze niemieckim i islandzkim skrzaty były zdolne do sprowadzenia choroby na bydło i ludzi, porwania dzieci, czy też kradzieży jedzenia. Mogły one również siadać na śpiących ludziach wywołując paskudne sny („Alpdrücken” z języka niemieckiego to „koszmar”, czyli dosłownie „uścisk skrzata”). Ale to nie wszystko: rzucały również czary na młodych mężczyzn i więziły ich w tym stanie przez lata. To właśnie na tym wierzeniu powstała bardzo popularna amerykańska opowieść o Ripie van Winkle’u, który przespał 20 lat. 
 
W folklorze angielskim specjalnie z myślą o tych niecnych skrzatach powstało niezwykle specjalistyczne słownictwo. W czasach średniowiecznych przyjęło się określenie „rażenie strzałą skrzata”, dla tych ludzi i zwierząt, którzy opuścili ten ziemski padół na skutek najczęściej tajemniczej choroby. Oczywiście takie oskarżenia oparte były na twardych dowodach w postaci krzemiennych grotów strzał, które były znajdowane we wsiach i zostały nazwane „grotami skrzatów”. Jasnym jest fakt, że to żadne skrzacie wyroby, a dzieła ludzi z epoki kamiennej, ale przecież w tamtych czasach niewielu było archeologów ;) Jeszcze dziwniejszy jest fakt, że osoby, które cierpiały z powodu paraliżu nazywane były „skrzacio skrzywionymi”, a dzieci, które urodziły się z wadami nosiły „skrzacie znamię”. Nawet tak błahe sprawy jak splątane włosy miały uchodzić za skrzacie podłości i nazywały się „skrzacimi kudłami”. 
 
Skrzaty a nowe odzienie
To, że podarowanie skrzatom nowych ubrań zawsze wzbudzało duże emocje to już wiadomo z bajki o szewcu i skrzatach, czy też z Harry’ego Pottera. Te od szewca bardzo się z nich ucieszyły (podobnie jak Zgredek), ale istnieją też legendy o takich, które czuły się niezwykle urażone takim prezentem. Morał jest taki: skrzaty, podobnie jak opisywane wcześniej przeze mnie chochliki, które otrzymały buty lub inną część garderoby znikały z domostwa wraz z chwilą odkrycia tego daru.
 
Aby wyjaśnić ten fenomen należy zbadać wszystkie regiony, w którym można znaleźć wzmianki o skrzatach. Ja jednakże skupiam się na tych brytyjskich i tam skrzaty uważane są za wolne duszki, które czują się obrażone za obdarowywanie ich dobrami ziemskimi. Na terenach Berwickshire zwykło się mówić, że to Bóg nakazał skrzatom służyć ludziom nie żądając w zamian żadnej zapłaty i dlatego miały one odchodzić po otrzymaniu jakiegokolwiek podarku. Z kolei w Lincolnshire obowiązywała inna legenda a mianowicie taka, że skrzaty to niezwykle dumne istoty i opuszczą dom jeśli prezent nie spełni ich oczekiwań. Jest pewna interesująca wzmianka o skrzacie, który opuścił domostwo otrzymawszy wcześniej koszulę ze zgrzebnego płótna. Zanim ostatecznie trzasnął drzwiami na pożegnanie to wygłosił jeszcze swoją opinię o tym, że gdyby ów koszula była lniana to zostałby na swoim miejscu, ale w takich okolicznościach nie może być o tym mowy.
 
 
- Frey

sobota, 21 listopada 2015

Trytony i syreny

Brak komentarzy:
Najwyższy czas przedstawić istoty zamieszkujące podwodne krainy. Najsłynniejszą z nich jest piękna blondwłosa (zazwyczaj) syrena, mniej znane są już trytony (szara skóra i żółte oczy), a ponadto: irlandzkie merrow, kornwalijskie marrymaid, skandynawskie: havfrue, neck i havmand, niemieckie: nixe, nix, meerfrau oraz lorelei, szkocki blue man, nie zapominając oczywiście o naszych wschodniosłowiańskich rusałkach. Oczywiście tak jak to bywa w przypadku ludzi i takie stworzenia można podzielić na wiele kategorii, do których zalicza się tych złych i dobrych, ładnych inaczej (znaczy brzydkich) i pięknych, a także uprzejmych, gburowatych, złośliwych, pomocnych i wiele, wiele podobnych kategorii. Zaznaczając przy tym nie jestem „za” szufladkowaniem żadnych istot ;) Prawda jest natomiast taka, że wszystkie wodne istoty mają jedną wspólną cechę: od pasa w górę przypominają ludzi, a na dole zaobserwować można rybi ogon.

Pierwszymi mieszkańcami podwodnego świata byli bogowie i boginie starożytnych cywilizacji. Ea (z greki: Oammes) to bóstwo czczone przez Babilończyków jakieś 5000 lat p.n.e. To temu bogowi zawdzięczali oni niemal wszystko począwszy od poznania nauki, sztuki a kończąc na ucywilizowaniu ich (bo przecież w tak odległych czasach nie było znane pojęcie „prawa” a ludzie zachowywali się jak dzikie bestie). Z kolei pierwszą boginią podwodnych krain była Atargatis (czczona przez Syryjczyków) a jej odpowiednikiem była Derceto (czczona przez Filistynów). Jako, że władała ona morzami to kapłani w jej świątyni wpadli na niezwykły i zarazem lukratywny pomysł: sprzedawali uprawnienia rybackie wszystkim tym, którzy zgodzili się ją czcić.

Znane do dzisiaj wyobrażenie syreny jako przepięknej i długowłosej istoty narodziło się w średniowieczu. Wtedy to właśnie taka syrena siedziała na skale, czesała włosy i patrzyła rozmarzonym wzrokiem na lusterko. Oczywiście śpiewała również niezwykłą pieśń, której nikt nie mógł się oprzeć. Co ciekawe istnieje kilka teorii, które wyjaśniają dlaczego syreny tak obsesyjnie zajmowały się czesaniem swych włosów. Jedna z nich głosi, że bliżej nieznany artysta w trakcie kopiowania zniszczonego przez wieki wizerunku syreny popełnił kilka błędów, które później siłą rzeczy były dalej powielane. I tak oto grzebień, którym czesała swe boskie włosy miał być ponoć plektronem, który służył do szarpania strun instrumentów, a samo lusterko miało być tymże instrumentem, a konkretnie – lirą. Druga i chyba najbardziej prawdopodobna teoria mówi, że grzebień i lusterko są symbolem kobiecej urody i próżności, czyli innymi słowy było gwarantowane, że każdego mężczyznę sprowadzą na manowce.

Oczywiście przepiękny wygląd syreny to nie wszystko bo z reguły przedstawiano je jako niedobre czarodziejki, które sprowadzają śmierć na niczego nie podejrzewających żeglarzy, którzy jedyną zbrodnię jaką popełnili to zostali oczarowani ich dźwięcznym głosem i niezwykłą urodą. Oczywiście kończyło się to tak, że ów syrena więzi ich dusze pod wodą. Ale oczywiście to nie wszystko bo ponoć najbardziej wyrachowane syreny były w stanie zjadać swoje ofiary. Nie ma się co dziwić, że spotkanie syreny było uważane za paskudny omen. Sama jej obecność miała zwiastować burze i sztormy, wszelakiego rodzaju morskie katastrofy i oczywiście śmierć w topieli. Oprócz tego istota ta jeśli została zraniona, obrażona, a co gorsze odrzucona była w stanie odebrać grzesznikowi, który się tego dopuścił,  rozum, utopić go lub w ogóle zmieść z powierzchni ziemi jego dom, rodzinę, a nawet wioskę. Ogólnie rzecz biorąc nieciekawa perspektywa.

Szczęście w nieszczęściu jest takie, że nie wszystkie syreny zachowywały się w ten sposób. Niektóre z nich posiadły olbrzymią wiedzę z zakresu zielarstwa i można je było uprosić, aby z niej skorzystały i np. odegnały chorobę. Ponadto jako istoty nadprzyrodzone mogły spoglądać w przyszłość, przepowiadać liczne naturalne morskie katastrofy, podnosić zatopione skarby, a także spełniać życzenia. Oczywiście jak nietrudno się domyślić właśnie dzięki tym zdolnościom ludzie urządzali polowania na syreny, bo schwytane były zmuszane do dzielenia się wiedzą i spełniania marzeń. Wbrew pozorom jednak złapanie syreny to nie była wielka filozofia bo… wystarczyło ukraść jedną z jej rzeczy (lusterko, grzebień, nakrycie głowy czy pasek, które niekiedy nosiły). A zatem kiedy już doszło do uwięzienia syreny to nie było możliwości, aby sama się wydostała bez uprzednio skradzionej swej własności.

Nie każdy jednak porywał syreny, żeby osiągnąć sukces i posiąść ogromną wiedzę. Niektórzy śmiałkowie uprowadzali je z bardziej hmmm… naturalnych pobudek, bo pragnęli pojąć je za żony. Co ciekawe syreny bardzo często przyjmowały taki nietypowy sposób oświadczyn bo pragnęły łączyć się ludźmi nie tylko z miłości, ale także z powodu duszy, której były pozbawione wodne stworzenia. Tak czy inaczej takie nietypowe mieszane małżeństwa stały się przedmiotem wielu rozmów w Kościele średniowiecznym. Nie zmienia to faktu, że pary takie doczekiwały się własnego potomstwa, które według legend od ludzkich dzieci odróżniały jedynie błony pławne między palcami u nóg i rąk.

Nie należy również zapominać tutaj o małżeństwach zawieranych przez trytony z kobietami, ale te należały raczej do rzadkości. Dlaczego? Ano dlatego, że trytony w przeciwieństwie do syren nie słynęły z urody delikatnie mówiąc – oni byli po prostu szkaradni. Co ciekawe niektóre podania mówią, że oprócz tej oczywistej różnicy w wyglądzie syren i trytonów różniły się one między sobą w wielu innych rzeczach. I tak np. trytony nienawidziły ludzi, ale nie pożądały ludzkich dusz bo nie zależało im na zbawieniu, bywali brutalnymi mężami, a nawet byli w stanie pożreć własne potomstwo.

Wiara w te wodne istoty towarzyszy nam od wielu wieków, ale dotychczas nie mieliśmy szczęścia odnaleźć żadnego z nich. Co prawda od czasów średniowiecznych wielu zacnych gentelmanów twierdziło, że spotkało te mityczne istoty jak np. Henry Hudson czy Krzysztof Kolumb, ale niestety nie przedstawili oni żadnego namacalnego dowodu na to. Nie przeszkodziło to oczywiście popisać się „szalbierzom” i tak oto P.T. Barnum „stworzył” syrenę poprzez zeszycie górnej połowy małpiego ciała i dolnej części dużej ryby. Co się tyczy prawdziwych syren, o których wspominali tak szacowni obywatele to ich opowieści przypisuje się raczej źle rozpoznanym wodnym zwierzęciem takim jak krowa morska, foka czy mors. Dlaczego akurat im? Dlatego, że pływają one dość często w pozycji wyprostowanej i karmią swoje potomstwo piersią podobnie jak kobiety. Można by pomyśleć, że postradali oni rozumy myląc te zwierzęta z ponętnymi, melodyjnie śpiewającymi kobietami, ale pamiętajcie, że żeglarze pływali po morzach miesiącami a nawet latami w towarzystwie innych mężczyzn więc należy ich trochę wytłumaczyć wiedząc co nimi kierowało ;)

Inne wodne istoty
Wśród wielu istot rodem z folkloru i mitologii jest związanych z wodą, ale nie zalicza się ich jednakże do grupy wodnych stworzeń. . Wśród nich najbardziej znane są właśnie syreny, najady i selkie (z angielskiego „selkies”). Wszystkie mylone są z tak popularnymi syrenami, jednakże znacznie się różnią między sobą wieloma cechami.

W mitologii greckiej narodziły się najady, które zaliczane są do jednego z 3 rodzajów nimf wodnych (pozostałe to nereidy żyjące w morzach i okeanidy zamieszkujące oceany). Najady zwykły mieszkać w niewielkich, słodkich zbiornikach wodnych, do których zalicza się źródełka, fontanny, jeziora i rzeki. W czasach starożytnych istniało przekonanie, że każde niewielkie źródełko ma żyjącą w niej najadę, dzięki czemu woda z niego ma pewne określone właściwości czy to profetyczne czy lecznicze. Taką wodę oczywiście można było pić, ale była pewna z góry określona zasada: a mianowicie nie można się było w niej kąpać bo każdego kto złamał ten zakaz spotykała straszliwa kara – szaleństwo lub choroba. Ciekawym jest fakt, że najady w przeciwieństwie do syren czy trytonów przypominały swym wyglądem ludzi od stóp do głów (nie posiadały rybiego ogona ani płetw).

Podobnie do najadów i syreny mają swój początek w mitologii greckiej i początkowo zamieszkiwały rzeki. Jednakże pewnego dnia dopuściły się strasznej zbrodni - obraziły boginię Afrodytę, a ta z kolei przemieniła je w stworzenia o głowie kobiety i ciele ptaka. Następnie te „nowe” istoty zamieszkały na bezludnej wyspie znajdującej się u brzegów Italii. Pomimo oczywistych anatomicznych różnic bywały one mylone z tradycyjnymi syrenami zapewne za sprawą przepięknie wyśpiewywanych melodii. Każdy kto przepływał obok tej wyspy i usłyszał ów pieśń od razu zbaczał z obranego kursu i najpewniej rozbijał się o skały. Homer w swej „Odysei” opisał losy Odyseusza, który rozkazał swojej załodze, aby zatkali uszy woskiem, a jego przywiązali do masztu na czas przepływania w okolicach syreniej wyspy.

Ostatnim gatunkiem, który chciałam opisać to selkie, które wyglądem przypominają foki, a zamieszkują okolice Szetlandów i Orkadów. Selkie płci żeńskiej zdolne są do „zrzucenia” foczej skóry i wyjścia na ląd pod postacią nadobnej białogłowej. Jeśli mężczyzna odnajdzie tą zrzuconą foczą skórę to może ją zmusić do małżeństwa, ale tu uwaga: należy bardzo dobrze ukryć tą skórę, bo gdy tylko selkie ją odnajdzie to  wtedy niechybnie porzuci rodzinę i powróci do wody. Podobnie do swych „kuzynek” syren każdą obrazę traktują bardzo poważnie i gotowe są do wywołania straszliwych konsekwencji w postaci burz lub zatopienia okrętów, aby tylko pomścić swoje krzywdy.

- Frey

statystyka