Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kultura pod lupą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kultura pod lupą. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lipca 2018

“Freja” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Freja”
Autor: Matthew Laurence
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Jaguar

„Jest legendą. I szykuje się do wielkiego powrotu z wielkim hukiem.
Sara Vanadi jest kimś więcej niż mogłoby się wydawać. W swych najlepszych czasach była Freją, starożytną boginią Normanów – boginią miłości, wojny i śmierci. Teraz ma dyspozycji już wyłącznie życie. Jej moc bierze się z wiary, a w XXI wieku trudno starożytnym bogom zdobyć prawdziwych wyznawców.
Przez dekady żyła w spokoju, starając się nie rzucać w oczy. Nagle otrzymała ofertę od tajemniczej korporacji: albo dołączy do nich i zyska nieograniczoną moc (wraz z wiernymi), albo zostanie zniszczona. Sara nie ma najmniejszego zamiaru dokonywać wyboru spośród takich możliwości i wraz ze swym przyjacielem Nathanem decyduje się na ucieczkę.
Nowa potęga rośnie w siłę i jej celem jest podporządkowanie sobie wszystkich boskich istot. Sara postanawia walczyć o swą wolność, najpierw jednak potrzebuje nowych ciuchów…”

Fabuła 10/10

Sara Vanadi jest boginią, która od lat ukrywa się w szpitalu psychiatrycznym. Ma bardzo niewielkie grono wiernych, które jeszcze utrzymuje ją przy życiu, ale straciła niemal całą boską moc. Nie utrzymuje kontaktu z żadnym z bogów, więc jest niezwykle zdumiona, kiedy pewnego dnia ma odwiedziny. Mężczyzna ma na imię Garen i jest członkiem korporacji Finemdi, która składa bogom propozycje nie odrzucenia: moc, wierni lub śmierć. Wybór jest dość zawężony, ale Freja jest nie w ciemię bita i powala przeciwnika. Ucieka z zakładu „pożyczając” po drodze nowego pracownika szpitala – Nathana. Kiedy młodzieniec odzyskuje przytomność Freja wyznaje prawdę i Nathan postanawia porzucić swoje dotychczasowe życie i pomóc ponętnej bogini. Niestety nie jest im dane szczęśliwe życie, bo nie da się uciec krwiożerczej korporacji. Jednak Freja ma prosty plan: zniszczyć Finemdi od środka! Błahostka. Czy uda im się osiągnąć cel i przy okazji nie stracić życia? Jesteście ciekawi? I słusznie: historia wciąga od pierwszych stron ;)

Bohaterowie 10/10

Freja jako bogini miłości i wojny stanowi niezwykłe połączenie uczuciowej istoty i morderczej Walkirii. Jako jedyna ze swojego rodzaju była zdolna porzucić życie bogini i ciągłej walki o wiernych, co czyni z niej zagadkę dla członków korporacji. Jej przyjacielem i kapłanem został Nathan. Chłopak, który nie miał wiele szczęścia w życiu zaufał i uwierzył Frei, co było niezwykle szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Jest pomysłowy, kreatywny i doskonale potrafi dostosować się do sytuacji. Rola wielkiego, złego niewątpliwie należy do Garena – Specjalisty Finemdi. On jako jeden z nielicznych nie daje się zwieść Frei i ciągle ją obserwuje, czekając na jej potknięcie. Jest brutalny, agresywny i nienawidzi wszystkich bogów, co jest wyjątkowo dziwne zważywszy na jego pochodzenie… Pikanterii całej historii dodaje Dionizos, któremu męskie płyny ustrojowe uderzyły w mózg. Ten grecki bóg ma słabość do zabaw, wina i kobiet, a co z tego wyjdzie to już inna historia…

Styl 10/10

Autor wykorzystał narrację pierwszoosobową i czytelnik postrzega wszystko oczami głównej bohaterki. Jego styl jest lekki i przyjemny, a cała opowieść ma charakter mocno humorystyczny, co jest ogromnym atutem książki.

Ocena końcowa 10/10

Autor w znakomity i przemyślany sposób połączył większość znanych czytelnikom panteonów i przeniósł bogów prosto w XXI wiek, co okazało się niezwykle ciekawe. Dodatkowo wprowadził korposzczury, których celem jest podporządkowanie sobie ich mocy. Jednakże prawda jest znacznie bardziej bolesna. Jedynym plusem całego przedsięwzięcia jest menu stołówki – na same nazwy potraw czytelnikowi cieknie ślinka.
Zdecydowanie polecam „Freję” każdemu, kto jest pasjonatem mitologii i lubi ciekawe i nietuzinkowe historie podszyte dużą dawką dobrego humoru. Zapewniam, że nie zawiedzie się, a zakończenie książki prosi się o ciąg dalszy, na który będę czekać z niecierpliwością.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

sobota, 7 lipca 2018

“Kiedy Bóg zasypia” - recenzja

1 komentarz:
Tytuł: „Kiedy Bóg zasypia”
Autor: Rafał Dębski
Ilość stron: 389
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Król Mieszko II został zamordowany. Kraj pozbawiony władcy popada w ruinę.
Możni walczą między sobą o wpływy, u granic stoi armia wroga.
Kapłani starej wiary robią wszystko, by wyplenić z ludzkich serc niemieckiego Boga jedynego. Nastały mroczne, złe czasy. Człowiek staje przeciwko człowiekowi, ramię w ramię ze strzygą i upiorem.
Nie ma już dobra i zła – są tylko różne drogi do zaspokojenia ambicji, żądzy władzy i namiętności. Nadchodzi czas krwi , przerażenia i dzikiego okrucieństwa.
Kiedy Bóg zasypia, budzą się demony.”

Fabuła 8/10

Akcja rozpoczyna się obrzędem ku czci Swarożyca. Żerca Wszebór składa krwawą ofiarę z Przemka Łabędzia, a starzy bogowie się budzą. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, że ofiara została jednak powołana do życia z misją zabicia króla Mieszka II. Tak też się stało. Bolesław, syn zamordowanego króla przysiągł zemstę i jej dokonał. Niestety została na niego rzucona klątwa i teraz jest on Pasterzem Upiorów. W międzyczasie czeski książę Brzetysław wraz z praskim biskupem Sewerusem decyduje się najechać państwo Polan. Jednocześnie pojawia się wątek boginki Wiłły, która przywraca do życia ukochanego – śmiertelnika imieniem Sewa, jednakże i tu nie wszystko poszło po jej myśli. Jest krwawo, mrocznie, a trup ścieli się gęsto. Jeśli ktoś liczy na szczęśliwe zakończenie to może się srodze rozczarować.

Bohaterowie 7/10

Autor w swojej książce wprowadził całą masę bohaterów, z których ciężko jest wyłonić tych, którzy grają pierwsze skrzypce. W moim odczuciu na uwagę zasługuje kilkoro z nich. Zacznę od księcia Bolesława, który jest tragiczną postacią. Dokonał zemsty, ale los, który mu przypadł jest gorszy od śmierci, bowiem przewodzi hordzie słowiańskich demonów (upiory, strzygi, strzygonie, wąpierze, wilkołaki, południce, dziwożony, leszy). Po zabiciu żercy Wszebora, jego miejsce zajął Wielba. Z racji swojego stanowiska powinien być skory do pomocy zwykłym ludziom, ale zaślepiła go chciwość i żądza władzy. Nie tacy byli żercy. Kolejną postacią godną uwagi jest książę Brzetysław. Ten z kolei jest rozpustny, chciwy i zrobi wszystko, aby osiągnąć swój cel. Jest dobrym strategiem. Dopiero na samym końcu książki zyskał sobie okruch mojej sympatii. Jego towarzyszem jest biskup Sewerus – kolejny zdeprawowany człowiek. Nie waha się skalać Biblię, a jego czary mrożą krew w żyłach żyjących. Postacią, która pojawia się w całej serii, ale nie jest związana z głównym wątkiem jest boginka Wiłła, która zakochując się w śmiertelniku doprowadziła do zguby swojej i ukochanego. Niby mądra, ale nie potrafi dostrzec tego, co ma pod nosem.

Styl 7/10

Jeśli liczycie na lekki styl pisania to srodze się rozczarujecie. Zakładam, że autor chciał oddać klimat i sposób wypowiedzi dawnych czasów, jednak moim zdaniem ten zabieg nie do końca się powiódł. Całość w moim odczuciu stanowi raczej zbiór opowiadań, które utworzyły książkę. W całej historii wątek Wiłły i Sewy nie bardzo pasuje do fabuły. Dotkliwym minusem jest brak słowniczka na końcu książki. Nie każdy jest specjalistą w dziedzinie mitologii słowiańskiej, a „szary Kowalski” może mieć problem z rozróżnieniem południcy od dziwożony, czy pozycji Swarożyca w panteonie słowiańskim itd.

Ocena końcowa 7/10

Rafał Dębski w swojej książce „Kiedy Bóg zasypia” chciał połączyć historię z fantastyką. Pomysł niewątpliwie ciekawy i interesujący, ale jestem nieco zawiedziona poprowadzeniem całej historii. Już sam fakt, że pogańscy bogowie żądali krwawych ofiar z ludzi razi mnie w oczy. Wprowadzenie całej plejady słowiańskich demonów również nie powaliło na kolana. Brakowało mi opisów związanych z upiorami, a niestety autor skupił się na krwawych ucztach tychże istot i odgłosach, jakie wydają w trakcie konsumpcji. Nie polecam historii dla osób o wrażliwych żołądkach i miłośników kultury słowiańskiej. Jeśli jednak potraficie odsunąć na bok własne przekonania i lubicie rzeź to śmiało możecie po nią sięgnąć.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.

czwartek, 5 lipca 2018

“Zamęt nocy” - recenzja

1 komentarz:
Tytuł: „Zamęt nocy”
Autor: Patricia Briggs
Seria z Mercedes Thompson
Ilość stron: 418
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Tym razem Mercy ma do czynienia z nieproszonym gościem, który wnosi ze sobą do domu zagrożenie, z jakim zmiennokształtna do tej pory nigdy się nie spotkała.
Niespodziewany telefon oznacza nowe wyzwanie.
Była żona Adama jest w tarapatach i musi uciekać przed prześladowcą. Partner Mercy nie jest kimś, kto odwróciłby się plecami do kogoś w potrzebie. Jednakże kiedy Christy wprowadza się do ich domu, Mercy nie może oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak. Jej przeczucia szybko się potwierdzają, a prawdziwe intencje rywalki wychodzą na jaw.
Dodatkowo okazuje się, że prześladowca Christy nie jest zwykłym złym człowiekiem – a właściwie w ogóle nie jest człowiekiem. Trup zaczyna ścielić się gęsto i Mercy musi odsunąć na bok osobiste urazy, żeby zmierzyć się z istotą o mocy zdolnej zniszczyć świat.”

Fabuła 10/10

Mercy nie wie co to nuda w życiu. Zdąży wyjść cało z jednych tarapatów, to wpada od razu w kolejne. Dziewczyna nie zna pojęcia „detal”, bo wszystkie problemy przyciąga w ilościach hurtowych. Tym razem biedna, zapłakana Christie dzwoni do jej męża i prosi o schronienie, bo ma problem z prześladowcą. Adam, jako troskliwy Alfa, mając w pamięci lata spędzone z żoną postanawia jej pomóc przy zgodzie aktualnej małżonki. Tym oto „szczęśliwym” zbiegiem okoliczności rezydencja Adama i Mercy Hauptmanów wzbogaca się o nowego lokatora. Christy nie tracąc czasu od razu wprowadza swoje rządy. Rolę ofiary ułatwia jej twarz, która przypomina dojrzałą śliwkę. Nic w tym dziwnego, że żeńska część stada bierze ją natychmiast pod swoje skrzydła. Jeśli doliczyć do tego poszukiwania szalonego prześladowcy, którego pochodzenie jest boskie i każdy jego dotyk może spopielić, to mamy do czynienia z prawdziwym koktajlem Mołotowa!

Bohaterowie 10/10

Mercy jako żona i partnerka Adama jest świadoma swojej pozycji w stadzie oraz jego miłości. Nie musi się obawiać, że Christy ponownie go w sobie rozkocha. Jednakże nawet jej cierpliwość jest wystawiona na ciężką próbę. Stara się nie stracić panowania nad sobą, a wierzcie mi, że to naprawdę nie jest łatwa sztuka. Adam, jak to mężczyzna, nie potrafi być stanowczy i daje się wodzić za swój wilczy nos. Taką postawą niestety nie zyskał sobie mojej przychylności. Jedyną osobą, która jest świadoma prawdziwego charakteru Christy jest Honey. Pomimo tego, że nie przepada za zmianami, a taką niewątpliwie wprowadziła Mercy, to jednak musi jej oddać poświęcenie dla stada oraz Alfy. Christie tego nie robiła. Ona potrafi jedynie wzbudzać w innych poczucie winy, a z siebie robić ofiarę numer 1, którą spotyka wszystko co najgorsze. Nic więc dziwnego, że w stadzie robi się gorąco. Wisienką na torcie jest dla mnie Stefan i jego zachowanie, ale o tym nie będę się rozpisywać ;) O tym „złym” tomu ósmego, sami sobie doczytacie ;)

Styl 10/10

Autorka w dalszym ciągu zachwyca swoim stylem pisania. Opisy są niezwykle barwne, a dialogi dowcipne. Jak zawsze narratorem jest niezrównana Mercedes Thompson. Książka jest napisana w sposób niezwykły i wierzcie mi, że naprawdę nie można się od niej oderwać.

Ocena końcowa 10/10

Patricia Briggs zdaje sobie sprawę z tego, że fabuła nie może być nudna i oklepana, dlatego każda z jej książek to niezwykła historia. Każda z nich niesie ze sobą zupełnie inny typ przeciwnika, dzięki czemu możemy zapoznać się z różnymi podaniami i legendami. Choć muszę przyznać, że wprowadzenie Christy podziałało na mnie, jak czerwona płachta na byka, ale potrafię zrozumieć intencje autorki. Niewątpliwie ma talent do tego, że czytelnik przez te kilka godzin czytając książkę obgryza ze zdenerwowania paznokcie, jednocześnie wyrzucając z siebie potok „słów mocy”. Podsumowując: zdecydowanie polecam kolejną część przygód Mercedes Thompson. Wierzcie mi, że na pewno nie pożałujecie żadnej minuty spędzonej z tą książką, a historia wciąga już od pierwszych stron.
Pssst, tylko przy tej książce zaparzcie sobie melisę ;)
Pamiętajcie! Premiera już 18 maja na Pyrkonie! Patricia Briggs również tam będzie!
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.

środa, 4 lipca 2018

“Zrodzony ze Srebra” - recenzja

1 komentarz:
Tytuł: „Zrodzony ze Srebra”
Autor: Patricia Briggs
Seria z Mercedes Thompson
Ilość stron: 388
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Los i wspomnienia nie dają Mercedes Thompson ani chwili na złapanie oddechu. Ledwie opadł pył, a znów trzeba ruszać do boju.
Mężczyźni! Nawet na chwilę nie można ich zostawić samych. Jeden wpada w depresję i chce popełnić samobójstwo, a drugi rzuca się w płomienie, żeby ratować ukochaną. Nic dziwnego, że Mercedes Thompson ma pełne ręce roboty. Do tego pewna Królowa Wróżek uparła się odzyskać księgę, która przez przypadek znalazła się w posiadaniu zmiennokształtnej.
Żeby ocalić przyjaciół, musi udać się do magicznej krainy, przeprowadzić z wróżką delikatne negocjacje i wrócić. Najlepiej w całości, i to w ciągu godziny.
Doprawdy – drobiazg.”

Fabuła 10/10

I znowu to samo… Miało być spokojnie, koniec pracy, a tu bum! Telefon od Tada, który niepokoi się o przyjaciela, który nie odbiera telefonu. Niby nic, a jednak kojoci zmysł krzyczy na alarm! Coś się stało i natychmiast trzeba to sprawdzić. Jak można się domyślić, miłego nieczłowieka nie da się zlokalizować. Kolejny punkt programu – randka z ukochanym. Oczywiście coś poszło nie tak. Do tego stopnia, że Mercy podejmuje trudną decyzję. Wraca do domu i kolejna bomba – Samuel, ten Samuel miał wypadek. Ale nie taki zwykły. Sprawa jest na tyle poważna, że decyduje się zachować ten fakt w tajemnicy. W innym wypadku na Samuela zostałby wydany wyrok. Pewnie domyślacie się o co chodzi… Jeśli doliczyć do tego napad z bronią w ręku, zawiedzenie zaufania Adama, bunt w stadzie, utratę mieszkania, porwanie przyjaciela i kolejną misję ratunkową to można by to nazwać kolejnym, zwykłym dniem w życiu Mercedes Thompson. Ale to nie jest zwykły dzień. Tutaj gra toczy się nie o jedną wysoką stawkę. Czy to, aby nie za dużo wrażeń na jednego, małego kojota?

Bohaterowie 10/10

Mercy znowu musi stawić czoła wrogom, ocalić przyjaciół i najlepiej jeszcze przeżyć. Niezwykła pani mechanik po raz kolejny pokazuje hart ducha i niezachwianą potrzebę ocalenia kilku tyłków. Jest bystra, pomysłowa i… nieprzewidywalna. Tego właśnie uporu doświadcza nie tylko Adam, ale również Samuel. O ile pierwszy z nich daje się udobruchać, jak przystało na ułożonego futrzaka, tak okiełznanie drugiego i przywrócenie mu chęci do życia stanowi nie lada wyzwanie. Mały, biały uparciuch… Wspaniałą postawę wykazuje Jesse, jedyna córka Adama. Zwykła nastolatka, ale „ma jaja”. Jeśli doliczyć do tego niezwykłą inteligencję i umiejętność dostosowywania się do wilkołaczego otoczenia to jest to sztuka – zwłaszcza będąc w tak zwariowanym wieku. Tak, czy inaczej mamy tutaj całe spektrum niezwykłości bohaterów, którzy są ludźmi – mają swoje wady i zalety, pragnienia, ambicje, które potrafią być nieco (eufemizm) wyolbrzymione poprzez gloryfikację własnej „zajefajności”. Ale o tym, kto ma przerost formy nad treścią przekonajcie się sami ;)

Styl 10/10

Po raz kolejny autorka nie zawiodła swoich fanów i znów książka „połyka” czytelnika od pierwszych stron. Znakomicie buduje napięcie, styl jest lekki i przyjemny, a narracja nadal w wydaniu niezawodnej Mercy. Odnoszę wrażenie, że z każdym kolejnym tomem przybywa dowcipnych i sarkastycznych uwag, co stanowi ogromny plus. Dialogi jak zawsze błyskotliwe, a opisy niezwykle barwne.

Ocena końcowa 10/10

Piąty już tom przygód Mercedes Thompson absolutnie mnie nie zawiódł, a wręcz przeciwnie – jestem zachwycona ilością pomysłów, które zgromadziła autorka na kartach swoich książek. I to nie jest tak, jak w większości książek, że główny bohater ma jedno zadanie do wykonania. Tutaj mamy wiele punktów, które należy „odhaczyć” z listy (najlepiej jednocześnie). A zatem drodzy czytelnicy, zapnijcie pasy, bo czeka nas ostra jazda w wykonaniu Mercedes i jej ferajny w fantastycznym klimacie!
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.
https://fabrykaslow.com.pl/autorzy/patricia-briggs/zrodzony-ze-srebra/
- Frey

poniedziałek, 2 lipca 2018

“Pocałunek żelaza” - recenzja

1 komentarz:
Tytuł: „Pocałunek żelaza”
Autor: Patricia Briggs
Seria z Mercedes Thompson
Ilość stron: 405
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Przemiana wilkołaków jest niezwykle bolesna, szczególnie jeśli zwlekają z nią podczas pełni i księżyc wyciąga z nich wilka przemocą. Moja transformacja nie przysparza cierpienia, wprost przeciwnie, jest dość przyjemna. Jakbym przeciągała się po długiej pracy.
Nos na wiatr, Mercy! Uroczysko to nie miejsce dla „grzecznych” dziewczynek.
Pradawni stronią od ludzi. Wolą swoje rezerwaty, ludzkość nie jest jeszcze gotowa na ich poznanie. Rządzą się własnymi regułami, ich prawo jest twarde i szybkie… ale nie zawsze sprawiedliwe. Mercy spłaca dług zaciągnięty u swojego mentora. Pośród istot, które od wieków żyją w cieniu tajemnicy musi wytropić bestialskiego mordercę, ale sekrety Uroczyska i Pradawnych powinna zostawić w spokoju. Dla własnego dobra.”

Fabuła 10/10

Spokojny piątkowy wieczór filmowy wspólnie z przyjaciółmi – Warrenem i Kylem. Cóż mogłoby się wydarzyć w taki dzień? Jeśli jest się Mercedes Thompson to np. może zadzwonić mentor o przezwisku Zee (podający się za gremlina) z prośbą o natychmiastową spłatę długu, który zaciągnęła u niego w celu ratowania Stefana , Bena, Adama i Samuela. Jako lojalna i słowna przyjaciółka posłusznie zebrała tyłek w troki i poszła… poniuchać. Wywęszyła więcej niż chciała, bo zupełnie niechcący odkryła sekrety Pradawnych, a ci bardzo nie lubią ich zdradzać. Tak bardzo, że Mercy stała się dla nich persona non grata, a Zee… skończył w więzieniu oskarżony o morderstwo, którego nie popełnił. Nie to, żeby nie mógł. Oczywiście, żeby mógł, ale tym razem to nie był on. W tej jakże niekomfortowej sytuacji Mercy zdecydowała się nie słuchać „dobrych” rad i postanowiła sama wyniuchać mordercę. Nie jest to łatwe, a na nią samą sprowadza nie lada kłopoty, z których wyjście może nie być takie proste. I chyba nie jest, sądząc po tym, co ją spotkało. Czy w całym tym bajzlu uda się jej dokonać wyboru miłosnego? I gdzie do diaska jest Stefan?

Bohaterowie 10/10

Mercy jak wiadomo to bardzo niepokorny kojot, który lubi wtykać nos w nie swoje sprawy. Robi to oczywiście nie tylko z czystej przekory, ale dla przyjaciół, dla których gotowa jest zaryzykować własne życie. Godne naśladowania, ale nie zawsze dobrze skalkulowane. Na szczęście ma wokół siebie przyjaciół, na których zawsze może liczyć. Adam bez mrugnięcia okiem ratuje jej tyłek, podobnie jak Samuel i reszta watahy. Oczywiście każdy z nich ma również swoje ukryte (nie zawsze głęboko) zamiary. W tej części dowiadujemy więcej o Zee (ale nie tyle, ile bym chciała) oraz o Benie, który wcale nie jest takim dupkiem, za jakiego go miałam na samym początku. Honey, która stwarza pozory laleczki Barbie, ale to nie do końca prawda. A zatem, nie należy oceniać książki po okładce. Zwłaszcza jak się p
ozna tożsamość mordercy…

Styl 10/10

Autorka pisze w sposób niezwykle ciekawy i obrazowy. Pomimo dużej ilości opisów nie są one męczące – wręcz przeciwnie. Rozbudzają wyobraźnię czytelnika, do tego stopnia, że odłożenie książki jest niemożliwe (sama się o tym przekonałam, kiedy spaliłam obiad). 

Ocena końcowa 10/10

Autorka powoli, krok po kroku, z wdziękiem wprowadza czytelnika w tajemnice, które wypełniają magiczny świat przez nią stworzony. Jest to niezwykła przygoda i myślę, że spodoba się każdemu miłośnikowi fantastyki, mitologii oraz powieści detektywistycznych. Osobiście jestem zachwycona przygodami kojociej pani mechanik, jej perypetii uczuciowych i nie mogę się doczekać kolejnej przygody z jej udziałem. Aczkolwiek powinnam powiedzieć, że jestem ciekawa, jakie tym razem kłopoty ściągnie na siebie i pozostałych uroczych futrzaków. A zatem zabieram się za czytanie, a Wy? ;)
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.
https://fabrykaslow.com.pl/autorzy/patricia-briggs/pocalunek-zelaza-seria-o-mercedes-thompson-3-patricia-briggs/
- Frey

niedziela, 1 lipca 2018

“Znak kości” - recenzja

1 komentarz:
Tytuł: „Znak kości”
Autor: Patricia Briggs
Seria z Mercedes Thompson
Ilość stron: 383
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Zmiennokształtna Mercedes Thompson ma za sobą ciężkie chwile. Najchętniej zamknęłaby się w swoim warsztacie i zajęła tym, co lubi – naprawą samochodów. Niestety, rzeczywistość nie chce o niej zapomnieć!
Znacie to powiedzenie: jeśli gdzieś są jakieś kłopoty, to Mercy wpadnie w nie na pewno.
Wampiry wydają na nią wyrok śmierci, despotyczny samiec Alfa wilkołaczej sfory chce z niej zrobić swoją partnerkę, u przyjaciółki z dzieciństwa zalągł się duch… Na dodatek domu Mercy nie chce opuścić wyjątkowo samodzielna i magiczna laska.
To chyba za dużo dla jednego, małego kojota! No mercy, Mercy!”

Fabuła 10/10

Wieczór zapowiadał się na ciężki. Rozmowa z Adamem. W końcu nie można jej było odciągać dłużej. Na szczęście (lub też nie) sam początek rozmowy przerywa wkurzona matka Mercy, która dowiedziała się o krzywdzie córki… z gazet. Nic więc dziwnego, że była nieziemsko wściekła. Sytuację (już i tak skomplikowaną) dodatkowo zawikłał Adam, który znajdował się w domu Mercedes o nieprzyzwoitej godzinie. Słabo to wygląda. Ale nic straconego, przecież zawsze może być gorzej. I tak się stało… Nagle zdematerializował się Stefan w bardzo złym stanie (wygłodzony, po wybitnych torturach). Znacie matkę, która by to przyjęła ze stoickim spokojem? Właśnie w takich okolicznościach rozpoczyna się kolejna z przygód Mercedes Thompson. Jak na złość nagle w jej drzwiach, pojawia się dawna koleżanka z prośbą o pomoc w kwestii niesfornego ducha, który nawiedza jej dom. Zapowiada się ciekawie? To zacznijcie szybciutko czytać, bo jest naprawdę gorrrąco…

Bohaterowie 10/10

Z każdym kolejnym tomem coraz bardziej się zastanawiam nad nieokiełznaną troską Mercy nad jej przyjaciółmi. Myślicie, że to już pora, aby jednak udała się do terapeuty? No cóż, pewnie część z Was przyzna rację Adamowi, który twierdzi, że namawianie Mercedes w najlepszym wypadku przypomina rwanie zęba. Przyganiał kocioł garnkowi… Ten też ma niebywały talent do wpadania w tarapaty i wyciągania wszystkich bliskich za uszy, tudzież ogony. Także, jak widzicie mamy tutaj od choinki bohaterów, gotowych poświęcić się dla innych. Co ciekawe do tego grona zaliczam również Stefana. To bardzo wyjątkowy zimny drań. Nie waha się zabić ludzi, żeby ocalić Mercy. Jest wierny do granic możliwości. Godna pozazdroszczenia cecha zwłaszcza w obecnych czasach. Zagadkę jednak stanowi dla mnie Marsilia – Pani chmary,. Żeby nie było zbyt przyjemnie to znowu nam się pojawia „wielki zły” (nie, nie wilk) ktoś. Sami się przekonacie do czego zdolny jest ten Potwór…

Styl 10/10

Autorka niezmiennie zachwyca swoim stylem pisania, do tego stopnia, że pierwsza strona już wciąga. Jest to nie lada wyczyn. Opisy i przemyślenia nie są w żadnym wypadku męczące, a wciągają jak ruchome piaski. Pisze lekko i przyjemnie, stosuje znakomite i zabawne porównania, które pomimo parszywej sytuacji potrafią wywołać uśmiech na twarzy czytelnika.

Ocena końcowa 10/10

Patricia Briggs to autorka z głową na karku. Po przeczytaniu 4 tomu, czytelnik nadal nie wie, kim tak do końca jest główna bohaterka. A, że jest kimś niezwykłym (przecież to nie pierwszy lepszy kojot) potwierdzają wszyscy, których spotyka na swojej drodze. I nie mam tu na myśli jej talentu do pakowania kojociego zadka w kłopoty. Jeśli podobnie jak ja, jesteście ciekawi, jakie tajemnice w sobie kryje i co jeszcze czeka na naszych ulubionych bohaterów to z pewnością sięgnięcie po kolejne tomy. Zwłaszcza, że w stadzie Marroka jest zdrajca…
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.
https://fabrykaslow.com.pl/autorzy/patricia-briggs/znak-kosci/
- Frey

sobota, 30 czerwca 2018

“Wikingowie. Kraina Proroka” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Wikingowie. Kraina Proroka”
Autor: Radosław Lewandowski
Seria: Wikingowie
Ilość stron: 510
Wydawnictwo: Akurat

„Czwarta, finałowa część cyklu, spinająca klamrą wątki i losy postaci poznanych w tomach poprzednich. Znajdziemy tu dalsze dzieje Erika Erykssona – młodego wikinga, który wraz z oddziałem najemników trafił do kraju Maurów, oraz Oddiego – syna renegata Asgota Czerwonej Tarczy. Ten ostatni, jak wiedzą wierni czytelnicy tej sagi, płonąc żądzą zemsty, spędził rok w Winlandii, przebył Ruś i trafił do Bizancjum.
Akcja czwartego tomu rozgrywa się na terenie kalifatu Kordoby i na muzułmańskiej Sycylii. Pchani żądzą złota i sławy wikingowie przemierzają krainy Saracenów, niosąc tubylcom krew, cierpienie i beztroski śmiech, bo przecież umrzeć można tylko raz. Na lądzie i na wodzie toczą wielkie bitwy i drobne potyczki, odkrywają tajemnice i mroczne intrygi wielkich władców, knują spiski zastawiają zasadzki, łupią , palą i mordują. Jedynie łaskawości bogów zawdzięczają całą skórę, choć nie wszyscy wrócą do domów. Ale przecież śmierć jest początkiem, a nie końcem drogi…”

Fabuła 10/10

Akcja ostatniego tomu osadzona jest w otoczeniu muzułmanów, a głównym bohaterem jest syn Eryka Zwycięskiego. Młody Erik przebywa długą drogę i trafia w wir walk i intryg, aby zgładzić obecnego kalifa Al-Andalus Abd ar-Rahmana III. Szczęśliwym (lub nie) zbiegiem okoliczności władca ma ogromną słabość do naszego głównego bohatera i proponuje im niezwykłą wyprawę, dzięki której będą mogli się w końcu ustatkować. Jednakże, zanim to nastąpi to młody Erik po raz kolejny się zakocha, podpadnie obecnemu jarlowi (znowu!), stoczy epickie walki, z których nie każdy wyjdzie zwycięsko, a także dokona innych, ciekawych odkryć. I jak to jest wspomniane w opisie – autor połączy losy Erika i Oddiego. Jaki będzie finał? Jakie przygody i pułapki czekają na bohaterów? Przekonajcie się sami i wspólnie z bohaterami udajcie się na ostatnią wyprawę tych niezwykłych wikingów ;)

Bohaterowie 10/10

Młody Erik Eryksson ma wielokrotnie więcej szczęścia niż rozumu. Jest porywczy, częściej myśli tym innym organem, przez co wpada w tarapaty, ale ma dobre i waleczne serce, przez co trudno go nie polubić. Nie ma łatwego życia, pomimo tego, że jest synem władcy Szwedów. Zdecydowanie nie lubi go obecny saekonung, czyli Kolbjørn Krzywe Zęby. Ten oto jarl ma głowę na karku, zmysł wojenny, rozsądek, słowem wszystko co niezbędne, aby być dobrym wodzem. Jednakże jest tak skupiony na zemście na Eriku, że czasami nie dostrzega zalet młodego drenga. Bardzo ciekawą parę tworzą Borga i Aslof. Ona – zwinna i szybka jak żmija, zyskała sobie nie tylko szacunek towarzyszy wyprawy, ale również ludzi kalifa. On, jak to prosty chłop – przez swój głupi wyskok doprowadził do tragedii. Ale to już inna historia… Wisienką na torcie jest Samboja, ale tutaj nie zdradzę żadnych szczegółów. Tak, czy inaczej każdy z bohaterów jest niezwykle żywy, barwny i niejednoznaczny. Każdy jest wyjątkowy, ma zalety, ale również wady, tak jak każdy człowiek…

Styl 10/10

Autor znakomicie oddaje klimat tamtych czasów. Jego styl jest prosty i przyjemny w odbiorze dla czytelnika. Oczywiście nie mogło zabraknąć obelg i wulgaryzmów, które są obecne nie tylko w naszym języku od wieków. Widać, że autor spędził dużo czasu w towarzystwie rekonstruktorów historycznych ;)

Ocena końcowa 10/10

„Wikngowie. Kraina Proroka” to długo wyczekiwany tom, a jednocześnie jak zapewnia autor, również finałowy tom całej sagi. Niewątpliwie zostały splecione losy głównych bohaterów, wyjaśnił wiele wątków, ale nie na wszystkie pytania znalazłam odpowiedzi. Jeśli mi nie wierzycie to odpowiedzcie na kilka z poniższych: czy Erik „wyjaśnił” sobie konflikt z Olofem? Czy Zeno spotkał się z matką? Czy Shaa-naan-dithit powiła córkę, czy syna i czy ten dziedzic powziął zemstę? Oczywiście należy docenić kunszt autora, że kilka z tych wątków pozostało otwartych, gdyż może kiedyś powstać inna, ciekawa saga osadzona w tych realiach. Jednakże każdemu zdarzają się błędy i muszę wspomnieć, że na stronie 391 zakradł się błąd w imieniu jednego z bohaterów. Jak mniemam chodziło o Aslofa, a znalazł się tam… ktoś inny. Też to znaleźliście? ;)
Tak, czy inaczej niewątpliwie polecam „Wikingów” każdemu fanowi twórczości Radosława Lewandowskiego. Znajdziecie tu wszystko czego dusza zapragnie: krwawe walki, intrygi, miłostki, zdrady, ale również teologiczne dysputy, a także solidną dawkę dobrej historii, przez którą autor musiał się przekopać. Warto również zapoznać się z posłowiem, które moim zdaniem jest niezmiernie ciekawe. Jeśli nadal nie jesteście przekonani i boicie się, że nie zrozumiecie treści to na końcu książki jak zawsze znajdziecie przydatny słowniczek. A zatem: zabierajcie się do czytania! J
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Akurat oraz Business & Culture.

piątek, 29 czerwca 2018

“Więzy krwi” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Więzy krwi”
Autor: Patricia Briggs
Seria z Mercedes Thompson
Ilość stron: 454
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Po rozwiązaniu problemów stada wilkołaków Mercedes Thompson ma nadzieję na chwilę spokoju. Chciałaby tylko skończyć renowację samochodu, który stoi w jej warsztacie, zarobić na tym trochę gotówki i chociaż przez chwilę pożyć jak człowiek.
Na swoje nieszczęście Mercedes po pierwsze nie jest człowiekiem.
Po drugie nie lubi mieć niespłaconych długów, a po trzecie bardzo dba o swoich przyjaciół. Zatem, gdy towarzysz, któremu jest winna przysługę, prosi w środku nocy o pomoc, dziewczyna bez wahania staje przy jego boku. Być może przemyślałaby to dwa razy, gdyby miała pojęcie, z czym przyjdzie jej się zmierzyć. Ale ostatecznie jej przeciwnik też jeszcze nie wie, jak zawziętej, twardej i zdeterminowanej zmiennokształtnej nadepnął na kojocią łapę.”

Fabuła 10/10

Akcja drugiego tomu rozpoczyna się w środku nocy. Konkretnie o 3 w nocy. Już sam ten fakt świadczy o tym, że nic dobrego nie może się wydarzyć. Tak, czy inaczej Mercedes wciąga portki na tyłek i gderając oraz używając przy tym brzydkich słów decyduje się stanąć u boku przyjaciela. Przynajmniej ona tak go nazywa. Mowa oczywiście o Stefanie. Pamiętacie gościa? Taki fajny wampir, który ma samochód przerobiony na Wehikuł Tajemnic Scooby’ego Doo ;) Mercedes ma robić jedynie za świadka spotkania, do którego Stefan został oddelegowany przez Panią chmary. Miało być spokojne spotkanie, a wyszedł… bałagan. Nie dość, że ich przeciwnik, nie jest spolegliwym, spokojnym, młodym wampirzątkiem to jeszcze doprowadza do nagłych zwrotów akcji. Mercedes przyjdzie się zmierzyć nie tylko z nim, chmarą, stadem oraz policją, ale również… samą sobą. Jakich wyborów dokona w trakcie tej sprawy? Czy uda jej się wyjść obronną ręką z tego galimatiasu? Nie, nie powiem Wam, sami się przekonajcie ;)

Bohaterowie 10/10

Mercedes to niezwykle sympatyczna zmiennokształtna z głową na karku. Oczywiście jej kojoci nos pakuje ją z jednych kłopotów w drugie i stawia przed trudnymi wyborami, ale to dodaje jej tylko uroku. Jest uparta i zdeterminowana, aby dojść do prawdy. Samuel, tylko na trochę miał się u niej zalokować, a został na „trochę” dłużej. Sytuacja jak można się domyślić jest nie tylko nieco kłopotliwa, ale również komiczna. Zwłaszcza jego walki o teren (zwany potocznie Mercedes Thomspon) z Alfą stada wilkołaków, czyli Adamem. Każdy z nich jest uparty i zdeterminowany i każdy z nich ma serce na właściwym miejscu. Wisienką na torcie jest tajemniczy Stefan, którego niektóre sekrety zostają obnażone w tej części. Główna bohaterka patrząc i rozmawiając ze Stefanem musi sobie przypominać, że „wampiry są złe” więc i Stefan taki musi być. Jego zachowanie świadczy jednak o czymś innym. Czarnym charakterem jest bez wątpienia Cory Littleton i… jeszcze ktoś, kogo tożsamość była wielkim znakiem zapytania…

Styl 10/10

Autorka pisze w sposób przyjemny, spokojny i budujący napięcie. Zrozumienie treści pomimo bogatych opisów i przemyśleń narratorki, którą jest Mercedes, również nie stanowi żadnego problemu. Dzięki temu oderwanie się od książki na takie błahostki jak sen, jest wprost niemożliwe.

Ocena końcowa 10/10

Autorka stworzyła wspaniały i rozbudowany świat pełen nadprzyrodzonych istot i rządzących nimi praw. Ich kodeks etyczny, moralny i zasady nimi kierujące są niezwykle fascynujące i wciągają niczym ruchome piaski swoją ofiarę. Może to właśnie to wszystko razem z wścibską główną bohaterką, wybuchowymi towarzyszami i wyjątkowymi przygodami tworzy znakomicie doprawioną całość. Jeśli szukacie niebanalnej fabuły, która wciąga od pierwszych stron i pobudza bardziej niż potrójne espresso to znakomicie trafiliście. Zdecydowanie polecam!
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.

czwartek, 28 czerwca 2018

“Wampir z KC” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Wampir z KC”
Autor: Andrzej Pilipiuk
Seria: Wampir z…
Ilość stron: 394
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Komuna ustępuje miejsca krwiożerczemu kapitalizmowi, co jednak wcale nie oznacza, że wszystko nagle układa się świetnie.
To był taki dobry plan, co mogło się nie udać?! Miały być zyski z wyśrubowanych norm i wakacje w Bułgarii. Miał być wyzysk i poganianie klasy robotniczej batogiem przez spasionego burżuja z cygarem w zębach. Miało być tak pięknie. Miało, ale się…
Wampiry przeżywają szereg traum: najpierw zakład pracy wysyła je na urlop. Wiadomo, że najgorsze we wczasach jest to, że nie ma nic do roboty. A bez roboty człowiek głupieje. Wampir również, bo wampir wszak też człowiek, tylko nieco bardziej martwy.
Następnie Drucianka upada, mimo śmiałego planu naprawczego, który miał dziarskim i zwycięskim krokiem wprowadzić kulejący zakład w krwiożerczy kapitalizm. I znowu – najgorsze w bezrobociu jest to, że nie ma nic do roboty.
Może z powodu tych trudnych przeżyć oba wampiry nie mają tyle co niegdyś cierpliwości do kamieniczników czy byłych ubeków i ich pomysłów na nową rzeczywistość. W ogóle ta nowa rzeczywistość jakaś taka… podobna łudząco do starej.”

Fabuła 10/10

Historia opowiada o czasach PRLu i zmianach, które następują. Najpierw wampiry zostają wysłane na przymusowy urlop. Wpadli jednak na, z pozoru znakomity pomysł – skoro są tak blisko, to zrobią sobie wycieczkę do Szwecji! Problemy zaczęły się już na samym początku. Jak tu buchnąć kajak? W końcu znaleźli i chwycili za wiosła. Wpadli oczywiście na samotny statek, na którym natknęli się na… Jakuba Wędrowycza! Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało im się wyjść cało z opresji, ale była przy tym kupa śmiechu. Przynajmniej dla czytelnika ;) Tak, czy inaczej autor zabrał nas w krótką podróż po historii i pokazał zmiany, jakie się działy na przestrzeni czasu. Marek, Igor i Gosia musieli zmierzyć się nie tylko z problemami natury dokumentacyjnej (no przecież nie mają dowodów, a akty zgonu nie liczą się jako dokument tożsamości), ale również egzystencjonalnej. Wszakże prawdą jest, że wampir też człowiek i z czegoś żyć musi. Tak, czy inaczej wampiry przeżyły sporo zabawnych i pouczających przygód, z których można wyciągnąć kilka lekcji na przyszłość ;)

Bohaterowie 10/10

Marek i Igor to pracowite chłopaki, które mają głowy na karku. Mają swój kodeks moralny i etyczny, nie lubią kapusiów i chcą jedynie żyć w spokoju. Zdrowy rozsądek i spryt pozwalają im wychodzić po mistrzowsku z kolejnych problemów. Ich wychowanka, Gosia ma u nich jak pączek w maśle. Sama nie robi praktycznie nic poza szydełkowaniem i dzierganiem na drutach, ale zdecydowanie dodaje całej historii odpowiedniej pikanterii. Nawet te „czarne charaktery”, z pozoru parszywe kanalie mają wpływ na życie warszawskich wampirów i potrafią się o nich troszczyć! Całość tworzy znakomicie dobraną kompozycję przypraw, która pobudza i nie pozwala zasnąć!

Styl 10/10

Autor stosuje narrację wieloosobową, która pozwala się wczuć nie tylko w sytuację związane z ulubionymi wampirami, ale również ich rzekomymi oprawcami. Całość jest napisana w formie kilku opowiadań, które są w idealnym porządku chronologicznym, ale każde z nich jest poprzedzone odpowiednim wstępem, przez co czytelnik nie czuje się zagubiony. Styl jest starannie wypracowany i szalenie zabawny przez wszystkie porównania, które autor stosuje. Książkę czyta się z zapartym tchem i nie sposób się od niej oderwać.

Ocena końcowa 10/10

Ze wstydem muszę przyznać, że jest to pierwsza książka Andrzeja Pilipiuka, którą przeczytałam i powiem szczerze, że tak bardzo mi się spodobała, że czuję potrzebę sięgnięcia po pozostałe książki tegoż autora. Historia wciągnęła mnie od samego początku i czytałam ją z zapartym tchem. Autor przemycił wiele wspomnień z dawnych czasów, przez co młodsze pokolenie może mieć niewielki problem ze zrozumieniem treści, ale nie powinno to nikogo zniechęcić. Szczerze polecam „Wampir z KC” wszystkim fanom twórczości Andrzeja Pilipiuka i tym, którzy kochają fantastykę doprawioną porządną dawką poczucia humoru oraz historii.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.

środa, 27 czerwca 2018

“Aru Shah i koniec czasu” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Aru Shah i koniec czasu”
Autor: Roshani Chokshi
Rick Riordan przedstawia: Tom 1 serii Kroniki Pandawów
Ilość stron: 430
Wydawnictwo: Galeria Książki

„Aru Shah ma tendencję do naciągania prawdy – robi to, by zyskać sympatię w prywatnej szkole, do której uczęszcza. Kiedy jej koledzy z klasy latają prywatnymi odrzutowcami na egzotyczne wakacje, ona spędza czas wolny w Muzeum Starożytnej Sztuki i Kultury Indyjskiej, którego kustoszem jest jej mama. Czy to zatem dziwne, że Aru zmyśla opowieści o tym, że pochodzi z rodziny królewskiej, podróżuje do Paryża i ma własnego szofera?
Pewnego dnia trójka jej kolegów zjawia się w domu Aru, żeby przyłapać ją na kłamstwie. Nie wierzą w jej opowieść o tym, że znajdująca się w muzeum lampa Bharaty jest przeklęta, wyzywają więc Aru, by to udowodniła. „Zapalę ją tylko na moment” – myśli Aru. A potem, już nigdy, przenigdy nie będzie łgać.”
Ale zapalenie lampy rodzi poważne konsekwencje. Aru niechcący uwalnia Śpiącego, starożytnego demona, który planuje obudzić Pana Zniszczenia. Jej koledzy i mama są w niebezpieczeństwie, a Aru musi ich uratować.
Jedynym sposobem, by powstrzymać demona, jest odnaleźć legendarnych braci Pandawów i złożyć wizytę w Królestwie Śmierci. Ale jak dziewczynka w piżamie ze Spider-Manem ma tego wszystkiego dokonać?”

Fabuła 10/10

Aru Shah wydaje się być zwykłą dziewczynką w wieku 12 lat. Ale nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. Wychowywana jest przez matkę, która pracuje jako kustosz. Nader często wyjeżdża jednak w podróże służbowe i córka czuje się przez to zaniedbywana i niepotrzebna. Prawdopodobnie jest to główny powód, dla którego jej umysł tworzy wyjątkowe historie, w których mała Aru jest główną i wyjątkową bohaterką. Niestety jej kłamstwa wychodzą na jaw i postawiona pod murem, chcąc zaimponować znajomym ze szkoły zapala przeklętą lampę i uwalnia uwięzioną w niej grozę, czyli demona o imieniu Śpiący. Od tej chwili Aru ma 9 dni, aby:
odnaleźć jednego z legendarnych braci (czy na pewno brata?) Pandawów
stanąć przed Radą Strażników
zostać Uznaną przez jednego z bogów
zdobyć 3 klucze do Królestwa Śmierci
dostać się do Królestwa Śmierci i ujść z tego z życiem
zdobyć niebiańską broń
pokonać Śpiącego
i najważniejsze: nie zginąć przy tym
Plan jest prosty. Cóż może się nie udać? Przekonajcie się sami ;)

Bohaterowie 9/10

Aru Shah jak to młode stworzenie: chce być w centrum uwagi, lubiana, kochana i szanowana. Nie ma tego o czym marzy, więc tworzy sobie inne, lepsze historie. Doprowadza tym samym do katastrofy – koledzy i koleżanki z klasy zatruwają jej życie. Od dawna wiadomo, że najgorszymi potworami są szkolne dzieciaki ;) Jednakże Aru nie poddała się. Wykazała się dużą odwagą i pokonała długą drogę, aby stać się kimś wartościowym. Zdobyła również rodzinę – odnalazła na nowo mamę, poznała swego ojca i dorobiła się półboskiej siostry Mini. Z tej to dopiero jest ziółko! Alergik z tendencją do doszukiwania się śmierci w zarazkach przenoszonych na rękach! Macie coś przeciwko przybijaniu „piątki”? Mini da taki wykład, że odechce się Wam cielesnych kontaktów z innymi ludźmi ;) Wisienką na torcie jest… gołąb o pseudonimie Bu. To nie byle jaki gołąb. Kiedyś był kimś wielkim, ale wskutek, ekhm, pewnych wydarzeń odrodził się jako ptak, który ma doprowadzić do pokonania Śpiącego. Czyż taka niecodzienna trójka nie stanowi początku zaiste ciekawej historii? Moim zdaniem, jak najbardziej stanowi J

Styl 10/10

Autorka pisze w sposób prosty i niezwykle humorystyczny, przez co nawet najmłodsi czytelnicy nie będą mieli problemu ze zrozumieniem treści. W całość tej historii wplotła wiele hinduskich mitów, które są niezwykłe. Autorka znakomicie zbalansowała opisy z dialogami bohaterów. Ponadto na końcu książki znajduje się króciutki słowniczek, który wyjaśnia trudniejsze frazy i nazwy z folkloru. Napisany jest po prostu po mistrzowsku, w związku z czym zachęcam do zapoznania się z nim J

Ocena końcowa 10/10

„Aru Shah i koniec czasu” to fantastyczna historia stworzona z myślą nie tylko o młodszych czytelnikach. To opowieść również dla tych dojrzalszych, którzy chcą np. zapoznać się z innymi mitologiami (poza grecką, rzymską, czy słowiańską), odprężyć się po ciężkim dniu, a także przypomnieć sobie o tym, jak się było dzieckiem – o swoich marzeniach i opowieściach, które snuliśmy w tamtych czasach. Jeśli to co napisałam wyżej jeszcze Was nie przekonało do lektury „Aru Shah” i koniec czasu to zdecydowanie polecam nieziemską rekomendację napisaną przez samego Ricka Riordana (tego pana na pewno kojarzycie). A zatem drodzy czytelnicy zdecydowanie polecam historię Aru Shah, bo to dopiero pierwsza część Kronik Pandawów, a także z niecierpliwością czekam na kolejną książkę z serii: „Rick Riordan przedstawia”. Miłej zabawy!
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki.

- Frey

wtorek, 26 czerwca 2018

“Zew księżyca” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Zew księżyca”
Autor: Patricia Briggs
Seria z Mercedes Thompson
Ilość stron: 420
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Wilkołaki mogą być niebezpieczne, gdy wejdziesz im w drogę. Wystarczy jednak zachować ostrożność, a – raczej – nie zrobią ci krzywdy. Bez trudu ukrywają swoją naturę przed ludźmi. Tylko że ja nie jestem człowiekiem. Potrafię je rozpoznać, a one rozpoznają mnie.
Ta opowieść pracuje jak dobrze wyregulowany silnik.
Seksowny sąsiad Mercedes Thompson jest… wilkołakiem. Mercedes w swoim warsztacie próbuje naprawić furgonetkę, która przypadkiem należy do… wampira. Z drugiej strony, sama Mercy też nie jest całkiem zwyczajna, a jej związek ze światem istot ożywających nocą nieuchronnie pakuje ją w kłopoty.”

Fabuła 10/10

Mercedes Thompson wydaje się być zwykłym człowiekiem. Jednakże jest bardzo niezwykłą zmiennokształtną. Zmienia się w kojota. Sama o sobie mówi, że nie ma żadnych niezwykłych mocy z tym związanych. Prawda jednak wydaje się wyglądać nieco inaczej, ale autorka jest nieśmiała i jeszcze nie wyjawiła całej prawdy ;) Tak, czy inaczej życie Mercedes zmienia się w chwili, w której małoletni chłopak przychodzi do jej warsztatu z pytaniem o pracę. To młody wilkołak, który wpadł w niezłe bagno. Tym samym wpakował w nie również samą Mercy. Dziewczyna chcąc pomóc Macowi namawia go, aby odwiedził jej sąsiada Adama, który jednocześnie jest Alfą lokalnego stada wilkołaków. Miało być pięknie, a koncertowo się popaprało. W wyniku pewnej intrygi Adam zostaje ciężko ranny, jego córka porwana, a Mercedes pod wpływem silnego instynktu wywozi go do głównego Alfy, aby uratować jego życie i rozwikłać zagadkę. Brzmi ciekawie? No pewnie! A zatem do dzieła ;)

Bohaterowie 10/10

Mercedes to młoda, spostrzegawcza i bystra dziewczyna. Zdaje sobie sprawę ze swoich zalet i wad. Nie stanie do bezpośredniej konfrontacji, jeśli wie, że przegra. Ma analityczny umysł i jak to kojot – potrafi się dostosować. Jednakże nie przepada za autorytetami i nie kryje się z tym. Znakomicie zdaje sobie sprawę z tego Adam, który wydaje się, że chciałby, aby dołączyła do jego stada. Tak, czy inaczej ich relacje należą do gatunku intrygujących. Jako wsparcie od Marroka, czyli Brana, głównego Alfy dostają jego syna Samuela, który jest lekarzem. Byłoby wspaniale, gdyby nie fakt, że Sam i Mercy kiedyś byli razem, ale ten szczęśliwy związek zakończył Bran. Samuel nadal rości sobie pewne prawa do Mercedes, podobnie jak Adam. Zdecydowanie nie można się przy nich nudzić. Kolejną ciekawą postacią jest wampir Stefan, który od początku jest postrzegany, jako inny niż pozostali przedstawiciele jego gatunku. Cała ta zgraja tworzy mieszankę wybuchową!

Styl 10/10

Autorka stosuje narrację pierwszoosobową. Wszystko widzimy oczami Mercedes, której obserwacje są bardzo wnikliwe, opisy rozbudowane, a dialogi bardzo ciekawe. Nic w tej książce nie jest nudne i banalne, przez co nie mogłam się od niej oderwać.

Ocena końcowa 10/10

Autorka stworzyła rozbudowany i magiczny świat pełen istot z legend świata. Są wilkołaki, wampiry, zmiennokształtni, gremliny i czarownicy. Dla każdego coś dobrego. Jest to książka, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Ideał dla fanów fantastyki i wszelakich mitologii, a także dla tych, którzy chcą po prostu znaleźć relaks i odprężenie od całego upierdliwego świata. Z niecierpliwością oczekuję chwili, w której zatopię się w kolejne części przygód niezwykłej mechanik, bo coś mi się widzi, że autorka mocno zaskoczy swoich fanów, do których już się zaliczam J
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.

poniedziałek, 25 czerwca 2018

“Prowokacja” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Prowokacja”
Autor: Amy A. Bartol
Seria: Przeczucia
Ilość stron: 542
Wydawnictwo: Akurat

„Czwarty tom „anielskiej” serii rozpoczyna się na rajskiej wyspie Zefira, gdzie bohaterowie ukryli się po odbiciu Evie z rąk Brennusa. Niestety drużyna Evie nie ma zbyt wiele czasu na odpoczynek. Brennus, używając magii ożywieńców, wysyła swój obraz do ukochanej i wkrótce na wyspie pojawiają się jego wojska. Rajski zakątek zamienia się w pole bitwy. Evie używa medalionu z portalem, który przenosi ją do Torunia, gdzie Reed urządził dla niej bezpieczną kryjówkę. Pojawia się tam także Anya, anielica w randze Trona. Anya przybyła z Raju w poszukiwaniu ukochanego anioła, jej aspire. Do uciekinierów docierają niepokojące wieści: Upadli stworzyli demona z duszą, który ma ich wyzwolić z Szeolu. Zbliża się wojna, w której każda ze stron chce pojmać Evie.”

Fabuła 10/10

Brennus nie odpuścił Evie. Jest to niemalże obsesja. W związku z czym, życie głównej bohaterki nie należy do najłatwiejszych. Ten uroczy ożywieniec zmienił jednak sposób, w który chce zdobyć Evie. Skończyły się czułe słówka, miłe gesty. Jego plan wygląda teraz zupełnie inaczej. I nie ma nic wspólnego z kolacją przy świecach. No chyba, że to Evie znajdzie się na talerzu. Jak sami widzicie to uczucie jest nieco skomplikowane. Koniec końców napada na rajski zakątek Zefira, sieje spustoszenie, ale jak nietrudno się domyślić jego wspaniały plan wziął w łeb. Evie i spółka uciekają, ale nawet ta ucieczka nie przebiega zgodnie z planem – jakby cokolwiek w jej życiu było poukładane… W Toruniu poznaje niezwykłą anielicę o imieniu Anya, która jak się okazuje, szuka swojego aspire. Nawet nie próbujcie zgadywać kto nim jest ;) Rozmowa z nią sprawa niewielkie problemy, gdyż mówi ona jedynie po anielsku. Tak, czy inaczej okazuje się ona niezwykłym sprzymierzeńcem, podobnie jak mityczny Tau, ojciec Evie. Mityczny Boski Serafin w końcu objawił nam się w pełnej krasie wraz ze swoimi zaufanymi pomocnikami. Zamiast jednak pomóc (w końcu rodzice nie zawsze mają rację, nie?) rozrabia jak pijany zając, a bajzel po nim musi posprzątać nasza radosna gromadka. Ciekawi jesteście, co tam się dzieje? I słusznie! Przeczytajcie sami ;)

Bohaterowie 10/10

Evie w końcu budzi się z transu i kończy z byciem kozłem ofiarnym. Do pewnego stopnia oczywiście. Nadal troszczy się o najbliższych, ale nieco zmieniła zdanie na temat Gankanagów. Reed w dalszym ciągu jest bardzo tajemniczy. Swoje sekrety trzyma głęboko schowane i tylko nieliczni są wtajemniczeni w jego obawy, troski i plany wojenne. Evie, jak to bywa zazwyczaj dowiaduje się o tym na samym końcu. Russell znowu dojrzał i nieco zmienił swoje poglądy względem Evie, co jest miłym i ciekawym zwrotem akcji. Zefir to nadal mistrz rozwałki, który traktuje atak Gankanagów, jako „prezent urodzinowy”. To o czymś świadczy ;) Niespodzianką jest Anya, Tau i Xavier, którzy są jak poranna rosa – zdecydowanie ubarwiają akcję i dodają pikanterii.

Styl 10/10

Autorka stosuje narrację wieloosobową. Narratorami są Evie i Russell, a na końcu również Reed. Daje to wgląd w myśli i odczucia tych bohaterów w trakcie wydarzeń, które dzieją się równolegle. Opisy są rozbudowane, jednakże nie nudzą, a rozbudzają ciekawość. Dialogi są ciekawe, intrygujące, wzruszające, a często również zabawne, dzięki czemu ciężko się oderwać od książki.

Ocena końcowa 10/10

Zdecydowanie polecam „Prowokację” wszystkim tym, którzy podobnie jak ja utonęli w anielskim świecie stworzonym przez autorkę. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Jedni znajdą miłość, inni chwile wytchnienia, a pozostali znakomitą rozrywkę, która rozbudza wyobraźnię. Przecież tak naprawdę nie wiemy, czy w naszym rzeczywistym świecie nie toczy się ciągła walka dobra ze złem ;) Któż to wie, czy kiedyś sami nie będziemy musieli się opowiedzieć po jednej ze stron…
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Akurat oraz Business & Culture.

niedziela, 24 czerwca 2018

“Magia krwawi” - recenzja

1 komentarz:
Tytuł: „Magia krwawi”
Autor: Ilona Andrews
Seria z Kate Daniels
Ilość stron: 436
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Atlantę nawiedza śmiertelnie groźna zaraza. To demonstracja siły i władzy urządzana przez starożytną boginię chorób.
Siedem plag spada i gromi miasto.
Jad, Potop, Huragan, Wstrząs, Bestia, Pożoga i najgroźniejszy z nich, Mrok. Bogini ulegają kolejno rządzące Atlantą: Gildia Najemników, Świątynia, Zakon i Gromada. Najwyższy czas, by ktoś wziął sprawy w swoje ręce. Kate, Curran i pies z piekła rodem rzucają się w wir wydarzeń. Będzie naprawdę ostro!”

Fabuła 10/10

Kate nie wie co to nuda. Miała być kolacja z Władcą Bestii, a wyszedł klops. Święcie przekonana, że arogancki dupek wystawił ją do wiatru nie ugnie przecież karku. W końcu jest Kate Daniels, a nie jakąś podrzędną lalunią. Także z ziejącą dziurą w sercu wraca do swoich obowiązków w Zakonie. Za dwa ciasteczka godzi się na paskudne nadgodziny, bo robota sama się przecież nie zrobi. I znowu trafia na zagadkę. Zdemolowany bar, trup (gorszy niż zazwyczaj), zaraza i podejrzany, którego można od razu przyskrzynić! Przecież nietrudno znaleźć blisko dwumetrowe coś, bez twarzy, za to w płaszczu! Jednakże ta misja jest bardzo wyjątkowa, gdyż Kate przygarnia wspaniałego świadka. Pieszczotliwie mówi o nim: „szatański pomiot”, „pies z piekła rodem” i wiele innych ciepłych słów. Wspaniały następca Dereka ;) Rozwiązanie tej zagadki przysporzy nie lada problemów: starcie z Tedem Moynohamem (to ten dupek z Zakonu), randka z Saimanem (no przecież nie z własnej woli!) i miła herbatka z rodziną (przecież czekała na to od lat!). Wisienką na torcie jest oczywiście Curran, ale to już inna historia, której zakończenie może nie jest zaskakujące, ale za to wystrzałowe. Przekonajcie się sami ;)

Bohaterowie 10/10

Kate jak zawsze pokazuje jaja. Wojowniczka z krwi i kości o gołębim sercu, ale złam je to dostaniesz kopa. Bolesnego. Przekonuje się o tym Curran. Słusznie swoją drogą dostał po paszczy i nie tylko tam. Jego Puszystość to wariat i paranoik, który ma swoje niecne plany wobec Kate. Kłopoty (nie no poważnie? To jakaś nowość przecież) pojawiły się przy Andrei. W jej miłosne gniazdko coś wrednego się zakradło. To spowodowało pewną zmianę. Ciekawe co dalej z tego wyjdzie… Ciocia B to nadal słodziutkie, milutkie stworzonko, które jest w stanie odgryźć komuś łeb dla dobra klanu. Derek to nadal wierny i złoty chłopiec. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ciekawostkę stanowi Erra. Sama przyznaje, że opis „psychopatka” pasuje do niej jak ulał. Pomimo jej parszywych zainteresowań, podłych czynów i wielu innych potworności stanowi niezwykle barwną i sympatyczną postać. Nie, nie, to nie żart. Jednakże złote trofeum wędruje do Grendela, który to jeszcze mocniej ubarwia akcję i dialogi (o ile to możliwe w przypadku życia Kate Daniels).

Styl 10/10

Autorzy z każdym kolejnym tomem piszą cudownie i w żadnym wypadku nie nudzą. Bogate opisy, wspaniałe i dowcipne dialogi, które nieustannie rozśmieszają czytelnika i wyciskają z oczu łzy. Z każdym kolejnym zdaniem umysł krzyczy: „ja chcę więcej!”.

Ocena końcowa 10/10

Przygody Kate Daniels to wspaniała historia dla młodych i dużych, kobiet i mężczyzn, którzy kochają fantastykę i mitologie świata. Autorzy w każdej książce odkrywają sekrety różnych mitologii, co jest nie lada wyzwaniem. Każdy tom to masa akcji, bohaterowie z krwi i kości, epickie walki i sarkastyczne dialogi. Całość tworzy mieszankę wybuchową, od której nie sposób się oderwać. Zdecydowanie polecam i z niecierpliwością czekam na kolejny tom przygód Kate Daniels i spółki.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.

sobota, 23 czerwca 2018

“Rozrywacz” - recenzja

Brak komentarzy:

Tytuł: „Rozrywacz”
Autor: Arwen Elys Dayton
Seria: Poszukiwaczka
Ilość stron: 396
Wydawnictwo: Uroboros

„Quin niemal od urodzenia była pionkiem w rękach ojca. Została wyszkolona, aby zabijać ludzi i manipulować nimi i w ten sposób zapewnić władzę swojej rodzinie. A teraz, kiedy już uwolniła się od tamtego życia, odkryła, że znów znalazła się w pułapce i jest ofiarą intrygi knutej przez stulecia.
Elementy tej intrygi układano od wielu pokoleń i teraz w końcu znalazły się na swoich miejscach. Umysł Shinobu zdeformowano, Młoda Sędzia sprzymierzyła się z Johnem, a Obserwatorzy zostali obudzeni i zgromadzeni razem. Nic nie może powstrzymać mocy czasu.
Quin nie będzie jednak bierną uczestniczką wydarzeń. Jest Poszukiwaczką. W tym mrocznym świecie staje po stronie światła. Stawi czoło żądnym zemsty wrogom z przeszłości i albo ocali siebie i tych, których kocha, albo zginie, walcząc.”

Fabuła 9/10

Po tym, jak Shinobu pozostawił Quin Tam, młoda dama została uratowana przez tajemniczego Dexa. Przez czas spędzony razem opowiada jej ciekawą i intrygującą historię, która okazuje się być początkiem istnienia zarówno Sędziów, jak i Poszukiwaczy. Ale do tego długa droga. Shinobu za podszeptami fokala budzi Obserwatorów sądząc, że będzie ich nowym mistrzem. Ale wiadomo – nie wszystko idzie zgodnie z planem, gdyż w całe to bagno wpada nie kto inny jak… Maggie. Pamiętacie jeszcze dawną opiekunkę Johna, która wspólnie z Catherine zaszczepiła mu myśl o zemście na rodach Poszukiwaczy, którzy od wieków krzywdzili jego rodzinę? Jeśli nie to sobie przypomnicie. W „Rozrywaczu” poznajemy w końcu szczegóły planu, którego Poszukiwacze są częścią. Poznajemy historię Sędziów – skąd się wzięli, kim są i jak się zmieniali z upływem czasu. Na nudę nie było czasu w trakcie czytania tej książki!

Bohaterowie 8/10

Quin jak zawsze stara się zbawić świat i uratować ukochanego z kolejnego kompotu, do którego wpadł. Shinobu ma niezwykły talent do znajdowania kłopotów. Cierpi przez to niemiłosiernie. Ale cóż, każdy musi płacić za swoje czyny. Miłym zaskoczeniem okazał się John, co do którego miałam mieszane uczucia. Zmienił się on jednak znacząco pod wpływem Maud, czyli Młodej Sędzi. Ich wzajemne relacje ulegają przemianom. To nie do końca tak, że drużyna Maud – John, grają przeciwko Quin – Shinobu. Ich cele są podobne. Niespodzianką jest Dex. Wydaje się lekko szurnięty, ale to efekt działania pewnego urządzenia i dawnych przeżyć. Jego historia jest naprawdę smutna. Dowiadujemy się również więcej o Maggie. To dopiero niespodzianka! Przekonajcie się sami ;)

Styl 8/10

Autorka nadal stosuje narrację wieloosobową. W tym gronie nie znalazła się Catherine, ku mojemu zaskoczeniu. Podobnie jak Maggie, a to mogłoby być naprawdę ciekawe. Tak, czy inaczej autorka nadal powoli rozwija fabułę, stosuje dużo przerywników, retrospekcji i bogate opisy, które są naprawdę ciekawe i wzbogacają książkę.

Ocena końcowa 8/10

„Rozrywacz” to naprawdę dobre zakończenie dla całej serii. Czytelnik poznaje m.in. genezę powstania broni, którymi posługują się Poszukiwacze. Autorka wyjaśnia kwestie, które poruszyła w trakcie wszystkich trzech tomów. Świat, który stworzyła jest rozbudowany, magiczny, piękny i zarazem okrutny. Przygoda z tą serią była naprawdę ciekawa i inspirująca. Myślę, że spodoba się nie tylko czytelnikom płci żeńskiej, ale również męskiej. Polecam całą serię, bo historia jest naprawdę niesamowita.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Uroboros i Grupie Wydawniczej Foksal.

- Frey

piątek, 22 czerwca 2018

“Podróżniczka” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Podróżniczka”
Autor: Arwen Elys Dayton
Seria: Poszukiwaczka
Ilość stron: 427
Wydawnictwo: Uroboros

„Quin Kincaid jest Poszukiwaczką. To wielki honor i tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ale to, czego się dowiedziała w noc swojej Przysięgi, zmieniło jej świat na zawsze. Życie Quin zostało bowiem zbudowane na oszustwie. Tradycja Poszukiwaczy okazała się nie tyle szlachetna, ile brutalna i bezwzględna. Ojciec dziewczyny jest mordercą. Jej wuj – kłamcą. Jej matka-ofiarą. A chłopak, którego kiedyś kochała, pogrążył się w zemście.

Jednak Quin nie jest sama. Shinobu, jej najlepszy przyjaciel i ukochany, to teraz jedyna osoba, której może zaufać. Jedyna osoba, która chce poznać prawdę o Poszukiwaczach równie rozpaczliwie jak Quin.
Im głębiej będą grzebać w przeszłości, tym mroczniejsza będzie ich teraźniejszość. Wśród zaginionych dawno temu rodzin Poszukiwaczy i niebezpiecznych sojuszów czai się bowiem coś o wiele groźniejszego: złowrogi plan rozpoczęty wiele pokoleń temu, zdolny unicestwić tradycje Poszukiwaczy na zawsze.”

Fabuła 9/10

Quin wspólnie z Shinobu starają się rozwikłać tajemnice dziennika Catherine – matki Johna. Próbują znaleźć odpowiedzi na kilka pytań: jak to się stało, że Poszukiwacze zboczyli z dobrej drogi i co ma z tym wspólnego Średni Sędzia? Odpowiedzi na nie niestety nie są oczywiste, a poznanie prawdy okazuje się niebezpieczne, bowiem swojego martwego już mistrza strzegą Obserwatorzy, których stworzył. Kluczem do rozwiązania tej zagadki jest również liczba 200 w różnych sekwencjach. Tylko do czego to prowadzi? Pytania mnożą się jak króliki. Quin i Shinobu jednak nie ustają w wysiłkach, aby poznać odpowiedzi. John z kolei pilnie się uczy pod kierunkiem Maud, która aktualnie jest jedynym Sędzią. Ona również skrywa wiele tajemnic i zaczyna coraz bardziej przypominać człowieka. W tej części poznajemy również przeszłość Catherine, która miała szlachetne i dobre serce i wielkie marzenia. Jednakże stało się coś, co ją nieodwracalnie zmieniło… Jeśli chcecie wiedzieć co, to sięgnijcie po książkę ;)

Bohaterowie 9/10

Quin pokazuje swój upór w osiągnięciu swojego celu. Troszczy się o swojego nowego ukochanego, pomimo jego lekkomyślności i łamanych obietnic. Jak można się domyślić prowadzi to do szeregu kłopotów. Oczywiście jak przystało na głównych bohaterów wychodzą z tego prawie bez szwanku. Jednakże Shinobu nie należy do mojego grona ulubionych bohaterów. Nieco zmieniłam zdanie jeśli chodzi o Johna – Maud ma na niego dobry wpływ i stara się go ukształtować nie tylko na dobrego i prawego człowieka, ale również Poszukiwacza. Największą niespodzianką jest dla mnie Catherine, którą niezmiernie polubiłam – jej dociekliwość, stanowczość i dokładność w badaniu przeszłości. To wyjątkowa postać, którą spotkało… sami się przekonajcie co to było. Do grona czarnych charakterów zaliczamy oczywiście Średniego Sędziego, który nawet będąc już wspomnieniem, jest draniem, bo na swoje podobieństwo ukształtował Obserwatorów. Zwłaszcza jeden z jego podopiecznych stanowi zagadkę, której jeszcze nie udało mi się rozgryźć.

Styl 9/10

Autorka nadal stosuje narrację wieloosobową, do której można się przyzwyczaić. Wprowadziła kolejnego narratora, którym jest Nott – jeden z Obserwatorów. Aktualne wydarzenia z kilku punktów widzenia przeplatane są z tymi, które miały miejsce 18-21 lat wcześniej z punktu widzenia Catherine. Zwłaszcza te przypadły mi do gustu. Styl nie jest męczący, opisy są rozbudowane, ale nie usypiają czytelnika. 

Ocena końcowa 9/10

Zdecydowanie polecam „Podróżniczkę” wszystkim tym, którym spodobała się „Poszukiwaczka”. W tym tomie autorka zaczęła w końcu dostarczać odpowiedzi na tak wiele pytań, które pojawiły się w pierwszym tomie i z każdym kolejnym zdaniem czytelnik pragnie wiedzieć jeszcze więcej. Bardzo dobrze stopniuje napięcie i powoli pozwala poznawać odpowiedzi na pytania, które spędzały sen z powiek. Autorka stworzyła niezwykły i rozbudowany świat, którego zbadanie jest nie lada wyzwaniem nie tylko dla jego bohatera, ale również czytelnika.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Uroboros oraz Grupie Wydawniczej Foksal.
https://www.gwfoksal.pl/podrozniczka.html

- Frey

czwartek, 21 czerwca 2018

“Poszukiwaczka” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Poszukiwaczka”
Autor: Arwen Elys Dayton
Ilość stron: 476
Wydawnictwo: Uroboros

„Od wieków Poszukiwacze wykorzystywali swoje niezwykłe umiejętności, żeby czynić świat lepszym. Quin Kincaid i jej przyjaciele Shinobu i John przez lata byli szkoleni, by dołączyć do tego zaszczytnego grona. W chwili gdy mają złożyć przysięgę, wszystko się zmienia. John, którego kocha Quin, nie zostaje dopuszczony do ceremonii, a ostateczna próba przed przystąpieniem do grona Poszukiwaczy nie okazuje się tym, czego się spodziewali.

Od tej pory Poszukiwaczka wraz z Shinobu będzie musiała stawić czoła zaborczemu ojcu, który wytrenował ją na zabójczynię. A także ukochanemu, który dopuszczając się zdrady, próbuje odebrać od nich starożytny artefakt będący dziedzictwem jego rodziny.
Jednak wszystko może się odmienić, gdy na drodze Poszukiwaczy staną tajemniczy Sędziowie, którzy oddzielą to, co sprawiedliwe, od tego, co nikczemne i zdradzieckie.”

Fabuła 8/10

Quin wspólnie z przyjaciółmi szkoli się na Poszukiwaczkę. To elitarna grupa ludzi, którzy z pomocą athamenu mogą się przenosić w każde miejsce na świecie oczyszczając świat z łotrów, zaprowadzając sprawiedliwość i porządek. Opowieści o takich Poszukiwaczach słuchała Quin i chciała znaleźć się w ich gronie. Prawda wygląda jednak zupełnie inaczej. O czym młodzi ludzie dowiadują się w ostatniej chwili od swoich trenerów – Briaca, czyli ojca Quin i Alistaira – ojca Shinobu. John już do tej próby nie dołączył, jako że Briac zakończył jego szkolenie i odesłał do dziadka. Quin i Shinobu przechodzą ciężkie chwile. Nie o takim życiu przecież marzyli. Jednakże potulnie wykonują rozkazy ojca Quin zatracając przy tym cząstki swojego człowieczeństwa. Wtedy wydarza się coś nieoczekiwanego – John wspólnie ze swoimi zbirami napada ich miasteczko próbując odzyskać to, co prawnie należy do jego rodu. Ale nic nie idzie zgodnie z planem… Co się stało z prawymi Poszukiwaczami, że zeszli na złą drogę? Kim są Sędziowie i jakie skrywają tajemnice? 

Bohaterowie 8/10

Quin Kincaid to młoda dziewczyna, która od dziecka marzyła o złożeniu przysięgi i staniu się Poszukiwaczką. Jest wytrwała i dzielna, ale również naiwna. Ma dobre serce, która bardzo łatwo zranić. I to właśnie John je złamie. Będąc dzieckiem złożył obietnicę, której musi dotrzymać. Niby nie chce nikogo skrzywdzić, ale wypadki przecież chodzą po ludziach… Jest to bohater bardzo ciężki w ocenie i nadal nie umiem go odpowiednio ocenić. Czy należy do „drużyny dobrych”, czy raczej złych? Mam mieszane uczucia. W tym całym galimatiasie tkwi Shinobu, który od dziecka kocha się w Quin, co nie przeszkadza mu zażywać uciech z innymi niewiastami. To dobry, ale lekkomyślny chłopak, który ma słabą wolę i przyciąga kłopoty jak magnes. Niewątpliwie „wielkim, złym wilkiem” jest Briac Kincaid, który nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć własne korzyści. Trafnym jest określenie, że idzie po trupach do celu. Wydaje się, że ma poparcie Średniego Sędziego, który powinien być obiektywny i nie mieszać się w sprawy Poszukiwaczy…

Styl 8/10

Autorka zastosowała narrację wieloosobową. Dzięki temu możemy dokładnie poznać myśli i odczucia wielu bohaterów, jak Quin, Shinobu, John, a nawet Maud – Młoda Sędzia. Wydarzenia teraźniejsze przeplata również z tymi, które miały miejsce wieki temu. To właśnie tamte wydarzenia rzucają więcej światła na przeżycia bohaterów. Styl jest ciekawy, ale moim zdaniem początkowo akcja bardzo wolno się rozwijała. W dalszej części książki zmieniłam jednak zdanie.

Ocena końcowa 8/10

„Poszukiwaczka” była dla mnie jedną z trudniejszych recenzji. Autorka z aptekarską starannością opisywała początkowe przygody bohaterów nie wyjaśniając jednak nic z tego, kim są Poszukiwacze, co trochę mnie irytowało. Później, w najciekawszym momencie urwała wątek i wróciła do starych wspomnień Młodej Sędzi, co mocno mnie zaskoczyło. Jednakże zakończenie tomu pierwszego spowodowało, że z chęcią sięgnę po kolejną część serii.
Polecam „Poszukiwaczkę” wszystkim fanom książek fantastycznym, bo jest to naprawdę ciekawa i intrygująca pozycja na rynku czytelniczym.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal oraz Wydawnictwu Uroboros.

- Frey

wtorek, 19 czerwca 2018

“Milion światów z tobą” - recenzja

1 komentarz:
Tytuł: „Milion światów z tobą”
Autor: Claudia Gray
Seria: Trylogia Firebird
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Jaguar

„Milion światów. Milion niebezpieczeństw. Jedno przeznaczenie.
Losy całego multiwszechświata spoczywają w rękach Marguerite. Dziewczyna przenosząc się do świata równoległego, trafia w samo centrum przerażającego spisku. Z każdą kolejną podróżą coraz lepiej poznaje cel i metody działania Triadu i dochodzi do wniosku, że tylko ona jest w stanie uratować życie milionów ludzi.
Paul Markov, bez względu na okoliczności, zawsze starał się chronić i wspierać Marguerite. Triad doprowadził jednak do rozszczepienia duszy Paula na cztery części, które zostały rozsypane w różnych wymiarach. Marguerite udało się je znaleźć i połączyć, lecz w duszy chłopaka pozostała niezatarta blizna.
Teraz Marguerite sama musi pokonać Triad, uratować równoległe wszechświaty i przywrócić Paulowi wiarę w siebie. Aby tego dokonać podejmuje niewyobrażalne ryzyko…”

Fabuła 10/10

Akcja rozpoczyna się w chwili, w której Marguerite z uniwersum Triadu przejęła ciało głównej bohaterki. Myśli, czuje, analizuje, ale nie jest w stanie nic zrobić. Ta inna Marguerite zyskała sobie przydomek „Zła”. Nic dziwnego skoro jej celem jest… zniszczenie wielu wszechświatów, w których znalazły się odłamki duszy Josie z jej uniwersum. Zabicie ludzi w tych światach jest ceną, którą są w stanie zapłacić założyciele Triadu. Marguerite nie chce do tego dopuścić i pragnie uratować ludzi i równoległe światy - w związku z tym sama znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Dodatkowym celem, który sobie wyznaczyła jest przywrócenie wiary w siebie swojemu ukochanemu. Paul bardzo źle zniósł rozszczepienie duszy – boi się zrobić krzywdę tym, których kocha. Czy Marguerite uda się uratować świat, w którym żyje? Czy uratuje Paula? Czy pokona Triad? Jaką cenę przyjdzie jej zapłacić za wybory, których dokonała we wszystkich światach, które odwiedziła? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w ostatniej części trylogii Firebird.

Bohaterowie 10/10

Marguerite dojrzała. Każdą decyzję, którą podjęła dogłębnie analizuje. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest jedyną osobą, która może ocalić światy i w końcu dochodzi do wniosku, że najlepszą obroną jest atak. Dojrzała do tego stopnia, że jest gotowa poświęcić własne życie, żeby ocalić jak najwięcej istnień. Jej ukochany Paul nadal nie doszedł do siebie i nie wiadomo, czy kiedykolwiek mu się to uda. Pragnie uchronić Marguerite przed każdym , a przede wszystkim przed samym sobą. Nie wierzy w to, że może być szczęśliwy i kochany i podważa fundamenty własnej pracy doktorskiej – że przeznaczenie jednak nie istnieje. To czyni z niego niemal tragicznego bohatera. Podobnie jak Theo, który walczy z samym sobą i miłością, którą czuje w sercu. W dalszym ciągu boryka się z tym, co uczyniła jego inna wersja. A ten jeszcze namiesza. Dopuści się niebywałej zbrodni za sprawą największego z drani – Wyatta Conleya. Trudno o większego bydlaka w całym uniwersum. 

Styl 10/10

Autorka każdą część zaczyna od przypomnień, które miały miejsce w poprzedniej części, dzięki czemu czytelnik nie czuje się zagubiony. Każdy naukowy aspekt stara się dogłębnie wytłumaczyć. Narratorem jest Marguerite, która dokonuje bardzo wnikliwych analiz nie tylko własnych zachowań. Nie zmienia to faktu, że książkę czyta się lekko i przyjemnie.

Ocena końcowa 10/10

„Milion światów z tobą” to wspaniałe zakończenie trylogii Firebird. Autorka dołożyła wszelkich starań, aby cała historia znalazła mimo wszystko szczęśliwe zakończenie. Jednakże epilog pozostawił otwarte okno na nową serię. Zdecydowanie polecam całą serię fanom fantastyki i nauki, gdyż czas spędzony z nią był dla mnie bardzo przyjemnym i pouczający. Jestem przekonana, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie i doceni przyjaciół i rodzinę, którzy nas otaczają.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Jaguar

- Frey

poniedziałek, 18 czerwca 2018

“Złotowidząca. Schronienie” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Złotowidząca. Schronienie”
Autor: Rae Carson
Seria: Złotowidząca
Ilość stron: 341
Wydawnictwo: Jaguar

„Po ciężkiej podróży na zachód, do Kalifornii, Lee Westfall w końcu znajduje dom. Wznosi się na złotodajnym terenie, który sama wynalazła, kierując się swoją mocą. Nie tylko złota jest tu pod dostatkiem - nie brak też dobrych ludzi, którzy tak jak Lee szukają własnego miejsca na ziemi. Jefferson, przyjaciel z lat z dziecięcych, nadal uparcie walczy o jej serce. A opór dziewczyny coraz bardziej słabnie…

Wuj Hiram wciąż nie daje za wygraną. Nadal chce dopaść Lee i korzystać z jej daru złotowidzenia. Porwana, uwięziona na własnej skórze doświadcza jego okrucieństwa. Tymczasem jej dar rośnie w siłę. Lee potrafi nie tylko znaleźć miejsca bogate w złoto; teraz zyskuje także władzę nad cennym kruszcem. Czy ta umiejętność wystarczy, by zniszczyć Hirama raz na zawsze?”

Fabuła 10/10

Podróż do Kalifornii obfitowała w mnóstwo atrakcji – zarówno tych dobrych, jak i złych, ale w końcu się udało. Dotarli na miejsce. Leah dowiedziała się, że otaczają ją prawdziwi przyjaciele. W końcu znalazła dom. Ale nie mogła się poczuć bezpiecznie. Wuj Hiram, morderca jej rodziców, człowiek, przez którego straciła wszystko, nie zapomniał o niej i po raz kolejny odebrał jej dom i nową rodzinę. Lee, aby ratować to, co jej pozostało decyduje mu się oddać swoją wolność, godność i szacunek do samej siebie. Nie chce, żeby ktokolwiek jeszcze stracił życie przez jej dar. Aby nie pozostała sama, Jefferson i Tom decydują się jej towarzyszyć w tej niebezpiecznej misji. To, co zastają na miejscu przechodzi jednak ich najśmielsze pojęcie. Indianie i Chińczycy traktowani są gorzej niż zwierzęta. Wszystko po to, aby Hiram Westfall mógł się wzbogacić. Ich zdrowie i życie nie jest nic warte. Czy Lee uda się pokonać wuja? Czy ocali tych, których on zniewolił? Czy Jeffersonowi w końcu uda się zdobyć serce Leah? 

Bohaterowie 10/10

Lee jako młoda osoba została wystawiona na wiele ciężkich prób. Przez to nie czuje się tak dobra, jak dawniej. Musi podjąć wiele trudnych decyzji, za które znienawidziła siebie. Nie wie, jak daleko może się jeszcze posunąć, aby nie zatracić siebie. Jej przyjaciel z dzieciństwa wspiera ją na każdym kroku, pragnie ją chronić za wszelką cenę. Jest prawdziwym oparciem w każdej sytuacji. Pozostali towarzysze podróży również. Z jednym małym wyjątkiem - jedna z rodzin, decyduje się jednak ich opuścić, po tym jak dowiadują się o darze Lee. Nie dlatego, że są nielojalni – po prostu chcą chronić swoją rodzinę. Do mało szacownego grona czarnych bohaterów bezpretensjonalnie należy wuj Hiram wraz ze swoją świtą – Abel Topper, Frank Dilley, Jonas Waters i inni. Z jednym małym wyjątkiem – wielkim niemową o imieniu Wilhelm, którego zachowanie i przeszłość jest wielką tajemnicą. 

Styl 10/10

Autorka pisze w sposób niezwykle obrazowy i bardzo uczuciowy. Narratorem jest w dalszym ciągu Leah i to jej oczami obserwujemy wszystkie wydarzenia. Styl jest lekki i przyjemny, chociaż wydarzenia, które się rozgrywają do lekkich nie należą. 

Ocena końcowa 10/10

„Złotowidząca. Schronienie” to przepiękna historia o przyjaźni, miłości i oddaniu osadzona w XIX-wiecznej Kalifornii. To znakomita opowieść dla wszystkich fanów historii i fantastyki. Autorka położyła duży nacisk na pokazanie czytelnikom sytuacji ówczesnych Indian – jak bardzo byli wykorzystywani i ciemiężeni przez najeźdźców. Zdecydowanie polecam „Złotowidzącą” każdemu, kto pragnie poznać życie w XIX wieku – jak się wtedy ubierano, co jedzono i jak należało się zachowywać. Jest to książka, od której nie można się oderwać. Z czystym sumieniem mogę napisać, że nie byłabym zaskoczona, gdyby ukazał się trzeci tom przygód Leah Westfall i z przyjemnością, bym go przeczytała, gdyż wydaje mi się, że to jeszcze nie koniec…

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Jaguar.
wydawnictwo-jaguar.pl/books/zlotowidzaca-tom-ii/

- Frey

niedziela, 17 czerwca 2018

“Bramy Światłości tom 2” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Bramy Światłości tom 2”
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Seria: Bramy Światłości
Ilość stron: 537
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Nikt z naszych nie zostaje sam w potrzebie. Nigdy. Naprawdę nigdy.

Strefy Poza Czasem nie są przyjemnym miejscem. Są przerażające i śmiertelnie groźnie, nawet dla odwiecznych Świetlistych. Boleśnie przekonuje się o tym Daimon, którego istnienie zawisło na włosku. Cena za ratunek będzie wyjątkowo bolesna i wysoka.
Wielka ekspedycja badawcza Królestwa, pod przewodnictwem Seredy, przemierza dzikie pustkowia Stref w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów Światłości. Jednak wszystkie tropy zdają się prowadzić donikąd.
Na Razjela, pozostawionego na tronie Głębi, także czyha coraz więcej niebezpieczeństw. Sprzymierzenie sił wydaje się jedyną szansą na zapanowanie nad wszechogarniającym chaosem.
Asmodeusz wyrusza z misją ratunkową. Bo nasi w potrzebie, a naszych nie zostawiamy nigdy. Naprawdę nigdy.”

Fabuła 10/10

Strefy Poza Czasem to wymarzone miejsce na odpoczynek, w którym można zginąć i nie do końca wie się nawet kiedy. Boleśnie się o tym przekonali uczestnicy ekspedycji już w pierwszej części. Druga przynosi coraz to lepsze rodzaje demonów, bogów, pomniejszych bóstw, które ubóstwiają kąpać się w cudzej krwi. Poza mitologią hinduską autorka wprowadziła swoich bohaterów w czeluście piekieł – do świata Azteków. Krwiożerczych, żądnych życia, które może im zapewnić jedynie świeża krew i serce bijące w piersi… Daimona Freya! Ten to wie, jak urozmaicić sobie podróż. Ledwo uszedł z życiem z Wodospadu Dusz wyciągnięty przez swojego nieustraszonego rumaka parasim, a znowu wpadł w bagno, z którego próbuje go wyciągnąć nikt inny jak Lucyfer, który decyduje się porzucić swoje przebranie. A Sereda uprzedzała, że krainy, które przemierzają są delikatnie mówiąc mało gościnne. Okazuje się, że zupełnie niechcący skłamała (ciuś ciuś, niegrzeczna Świetlista), bo w tym krwiożerczym przybytku Frey trafia jednak na sługę Jasności w osobie jaguarołaka – Sinaa. Tak, czy inaczej to właśnie ten pomniejszy bóg wspólnie z Lampką wyrusza ratować zadek Freya. Czy i tym razem uda im się ujść z życiem? Jakie jeszcze pułapki na nich czekają? 

Bohaterowie 10/10

Daimon Frey pozostaje sobą w całej krasie. Waleczny gnojek o niewyparzonej gębie, gotowy na wszelkie poświęcenia, aby ratować przyjaciół. Jego specjalność: wpadanie w tarapaty. Tym razem jednak buntowniczy Lampka na wniosek własnego sumienia rusza na ratunek starego kumpla, bo inaczej nie darowałby sobie. Nie taki Imperator Głębi straszny, jak go malują. Okazuje nad wyraz dużo człowieczeństwa okraszonego tupetem. To mu akurat zacnie wychodzi. Tak, czy inaczej towarzyszem Abbadona i Lampy został Sinaa, dla którego zaszczytem jest spotkanie Tańczącego na Zgliszczach i Imperatora Głębi. Dla nich jest gotów poświęcić własne życie. Jego pomocnikiem jest Uaica – uzdrowiciel, który już raz dał ciała i za sprawą, którego Frey wpadł w aztecki kanał. Do „wielkich złych” należy praktycznie każdy zamieszkujący Strefy Poza Czasem. Są oczywiście pojedyncze wyjątki, ale to zaledwie pojedyncze przypadki. Jednakże tytuł wrednego gnojka bezsprzecznie wędruje do syna Rudry – Matariśwana, który okazuje się nie tylko podłym zazdrośnikiem, wielkim łgarzem, ale również cholernym sabotażystą. Innymi słowy – takich jak on należy omijać szerokim łukiem.

Styl 10/10

Autorka pisze w sposób niezwykle obrazowy i mistrzowsko łączy ze sobą kilka rodzajów mitologii, co jest nie lada sztuką. Książka obfituje w opisy bogów, bóstw i demonów, jednakże nie układają one czytelnika do snu. Gdyby ktoś miał jednak z problem z przyswojeniem ogromnej liczby nowych postaci autorka na końcu książki dodała słowniczek tych trudnych nazw (czyli wszystkich wprowadzonych w tomie drugim).

Ocena końcowa 10/10

Zdecydowanie polecam „Bramy Światłości tom 2” każdemu fanowi cyklu anielskiego Mai Lidii Kossakowskiej. Nie sposób nie polubić Świetlistych i Mrocznych. Każdy z nich ma swój niepowtarzalny charakter, cięty język, poczucie humoru, sarkazm, tupet i zdolność do wpadania w tarapaty. Autorka w niezwykły sposób opisała stare, zapomniane i pogięte mitologie jakimi byli Aztekowie i Toltekowie. Odwaliła kawał dobrej roboty przekopując się przez wszystkie mity, podania i legendy, dodając do tego własną wyobraźnię, aby na koniec stworzyć kolejną wyjątkową serię w swoim dorobku, która porwie miliony czytelników. Mnie porwała i z niecierpliwością czekam na kolejny tom przygód tych wyjątkowych Aniołów i Mrocznych.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.

- Frey

sobota, 16 czerwca 2018

przesądy cz. I

Brak komentarzy:
Sporo minęło od mojego ostatniego blogu tematycznego, główną tego przyczyną jest brak czasu, którego i teraz mi brakuje, ale ten pomysł spędza mi sen z powiek, więc postanowiłam, mimo wszystko wyżyć się na klawiaturze i móc spokojnie spać.
Każdy z nas zna jakieś przesądy i zapewne je stosuje, mniej lub bardziej świadomie. Nawet się nad tym nie zastanawiamy, czasami naprawdę w nie wierząc. Zacznijmy od domu z którym wiążę się prawdopodobnie najwięcej przesądów. Jasnym jest fakt, że domu nie powinniśmy budować w miejscu kaźni, śmierci, cmentarza. Domu nie powinniśmy również stawiać w miejscu, gdzie spał kot, natomiast bez przeszkód dom można wznieść tam, gdzie wypasały się owce. Oczywiście wiążę się to z usposobieniem tychże zwierząt, a także stosunkiem ludzi do nich. Koty, szczególnie te czarne były kojarzone z złem, a spokojny temperament owcy dobrze się kojarzył. Dom nie należało stawiać na drodze, a jeszcze jedynym dobrym zwierzęciem były mrówki. Oczywiście przez wzgląd na ich pracowitość. 

Dawniej głównym budulcem było drewno, a więc drzewo powinno być dorodne, bez dziur, szkodników. Drzwi powinny wychodzić na południe, co gwarantowało dobre samopoczucie domowników, związane z słońcem. W fundamenty wrzucano najróżniejsze przedmioty i nie tylko, przede wszystkim pieniądze, złoto, inne świecidełka, by przyniosły pomyślność domownikom. Jeszcze w dwudziestym wieku składano ofiary z zwierząt, które zakopywano pod progiem, ale nawet murowano w ścianach, szczególnie te małe. Pod próg wkładano również podkowy, które przynosiły szczęście. W średniowieczu natomiast tradycja poszła o krok dalej, bo w ofierze zakopywano żywych ludzi. Czymś normalnym było chowanie zmarłych pod progiem. Mniej drastyczne środki polegały na zakopywaniu chleba, żywności, by jej w przyszłości nie zabrakło. Przed złymi duchami w czasach chrześcijańskich chroniły krzyże położone na węgłach domu. Skorupki jajek zakopane w fundamentach zapewniały dużo zdrowych dzieci i chroniły przed wilgocią. 

Dawniej na wsiach zazwyczaj nowa rodzina sama budowała swój dom, czasami pomagali w tym sąsiedzi i dalsza rodzinna. Nikogo nie było stać na robotników, ale bogaci mogli sobie pozwolić na pomocników, lecz i wówczas należało się trzymać pewnych zwyczajów. Po ukończeniu kluczowych etapów budowy robotnicy wywieszali wiechę, czyli bukiet lub gałązkę, która oznaczała, że oczekują oni specjalnego poczęstunku. Gdyby ktoś chytry odmówił robotnicy mieli prawo odmówić dalszych prac, a na sam dom miało spaść nieszczęście. 

Zakończenie budowy domu nie zakończyło trudów w oszukiwaniu fatum czy złych duchów. Pierwsze przekroczenie nowowzniesionego domostwa wiązało się również z przesądami, których bezwzględnie należało przestrzegać. Koniec budowy powinien nastąpić przed żniwami. Najlepiej było się wprowadzać w sobotę, ale najpierw trzeba było pomieszczenia umeblować. Podstawowym meblem w bogatych i biednych domostwach był stół wokół, którego zbierała się rodzinna. Dlatego to właśnie stół wnoszono jako pierwszy. Na Filipinach należało przynieść chleb i koniecznie nową miotłę, stara przynosiła pecha. Miotła powinna stać przed domem, aby odstraszać złe moce. Czasami do domu wpuszczano przed ludźmi czarnego kota, który ściągał na siebie wszystkie domniemane złe moce.

statystyka