środa, 23 sierpnia 2017

“Topory i sejmitary” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Wikingowie. Topory i sejmitary”
Autor: Radosław Lewandowski
Seria: Wikingowie
Ilość stron: 478
Wydawnictwo: Akurat
 
„Wiking, którym zawładnęła żądz zemsty, nie cofnie się przed niczym, nawet przed śmiertelnie niebezpieczną wyprawą przez niemal całą Europę Wschodnią. Oddi Asgotsson postanawia dotrzeć do Konstantynopola, by odszukać i przykładnie ukarać sprawców okrutnej śmierci jego bliskich. W trakcie długiej i ryzykownej żeglugi dzikimi rzekami musi przedostać się m.in. przez tereny rządzone przez bezwzględnego kniazia Jarosława, którego ulubioną rozrywką są krwawe polowania na ludzi.
W stolicy Bizancjum na młodego Wikinga czekają tragiczne wieści, okrutni wrogowie, a przede wszystkim mnóstwo zazwyczaj mrożących krew w żyłach, a czasem zabawnych przygód. Czy Oddiemu i jego wiernym towarzyszom uda się ujść z życiem? Czy dokona zemsty, która przygnała go nad Morze Czarne z odległej Północy?”
 
Fabuła 10/10
 
To już trzecia część cyklu Wikingowie i jak to miało miejsce w poprzednich tomach, tak i tutaj na nudę nie można narzekać. Szczęśliwe zakończenia to rzadkość u Radosława Lewandowskiego. „Topory i sejmitary” to dokładny opis wędrówki Oddiego z kraju Beothuków na ratunek swojej rodzinie. Ale czy to na pewno będzie ratunek? Z bólem serca muszę przyznać, że opis znajdujący się z tyłu książki zdradził już cel podróży młodego Wikinga, choć niemalże do samego końca książki, czytelnik nie miał 100% pewności, czy Oddi uratuje choćby jedną ze swoich kobiet. Pomimo tego faux pas muszę przyznać, że autor po raz kolejny znakomicie opisał przygody młodego Asgotssona i przeszkody, jakie młody jarl musiał pokonać. Wystarczy wymienić morskie potyczki, spotkanie z legendarnymi Jomswikingami, dla których honor to podstawa, spotkanie z Jökulą Szarym (pamiętacie go jeszcze?), poprzez kniazia Jarosława, który zyskał u mnie przydomek „krwawy drań”, a kończąc na samym Konstantynopolu, zwanym przez Askomanów Miklagardem. „Najeźdźcy z Północy” zakończyli się w chwili, w której Oddi Asgotsson przejął władzę po swoim ojcu. Od tej chwili musiał się stać jarlem, za którym ludzie pójdą w ogień, musiał zdobyć ich szacunek, a jednocześnie nie zrazić do siebie swojej młodej żony, podejmując pochopne bądź nieprzemyślane decyzje. A takich decyzji Oddi musiał podjąć bez liku… Wystarczy choćby wspomnieć krwawe polowanie u Jarosława… Lepiej doprowadzić do śmierci swoich ludzi, czy lepiej „dać się ograbić”? A przecież wiadomo, że bez złota, srebra, czy skór na wymianę, Oddi nie mógłby zakończyć swojej misji…
 
Bohaterowie 10/10
 
Im więcej złych rzeczy się dzieje, tym człowiek zdobywa większe doświadczenie i dojrzewa. Tak to właśnie jest z Oddim Asgotssonem. Musiał szybko zmężnieć, dojrzeć, bo nie dosyć, że niebawem zostanie ojcem, to jeszcze musi troszczyć się o swój hird. Na szczęście ma do pomocy wyjątkowego doradcę w osobie Hrafna Szermierza. Wiking ten przeżył już niejedną walkę, a dzięki tęgiemu umysłowi, nadal ma głowę na karku. Ale jak to u Askomanów bywa – są to porywczy ludzie i płacą za swoje błędy. Tylko, czy błędem jest chęć pomszczenia osoby, którą się kocha? Wśród wszystkich postaci, które wykreował Lewandowski to Styrbjörn „król bez królestwa „ i „Vagn z Jomsborga, o którym krążą opowieści, że jest równie odważny jak waleczny” znacząco zwrócili na siebie moją uwagę. Ci dwaj mają tendencję do mówienia tego co myślą, co oczywiście nie zawsze dobrze się kończy. Czasami po prostu słowa szybciej opuszczą usta niż bohaterowie pomyślą co czynią, ale niejednokrotnie prowadzi to do zabawnych sytuacji. Na koniec dwa słowa o wybitnych „czarnych charakterach” „Toporów i sejmitarów”: jak już wcześniej wspomniałam to ten tytuł należy do kniazia Jarosława, ale musi się nim podzielić z konsulem Valeriusem. Tak po prawdzie to zastanawiam się, który z nich jest gorszy. Jarosław przecież pragnie jedynie władzy i nie liczy się z tym, ile osób zginie po drodze. Valerius to jednak szaleniec, który zabija dla własnej przyjemności, a to co później robi z ofiarami to już inna historia, którą można poznać czytając „Topory i sejmitary”.
 
Styl 10/10
 
Jestem skłonna stwierdzić, że autor doprowadza do sytuacji, że czytelnik nie jest w stanie odłożyć książki, dopóki jej nie skończy. Opisy i dialogi są znakomicie zbalansowane i czytelnik ma pełen obraz sytuacji, która aktualnie dzieje się w książce. Sceny batalistyczne, których nie brakuje są opisane tak, że widzi się je oczyma wyobraźni, co jest nie lada sztuką. Niestety ma to swoje wady, gdyż „widzi się” również sceny mało przyjemne, mówiąc eufemistycznie.
 
Ocena końcowa 10/10
 
„Topory i sejmitary” to znakomita kontynuacja „Najeźdźców z Północy”, którą zdecydowanie polecam przeczytać nie tylko fanom przygód Wikingów, ale również tym, którzy cenią sobie dobrą historię. Jednakże porównując wszystkie trzy książki to muszę przyznać, że odczuwam niewielkie rozczarowanie faktem, że zarówno w drugiej, jak i trzeciej części nie było słowa na temat dalszych losów Erika Erikssona, o którym było głośno w „Wilczym dziedzictwie”. Pomijając ten fakt, to pomysł na skupieniu się na losach Oddiego Asgotssona i zakończenie jego podróży należy do znakomitych. Teraz jednak pytanie nasuwa się samo: „czy to, aby na pewno koniec?” 
 
Na koniec warto po raz kolejny podkreślić ogromny wkład pracy autora nad historycznym tłem wszystkich książek z serii „Wikngowie”. Każda z nich zaopatrzona jest w słowniczek terminów i posłowie, nad którym warto choć przez chwilę się zastanowić, a w „Toporach i sejmitarach” można znaleźć kilka słów o słowiańskiej Polsce i dawnych bogach, którym oddawano cześć, a o których dzisiaj niewielu ludzi wie lub pamięta. A szkoda.
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Business & Culture oraz wydawnictwu Akurat.
- Frey

“Anioł Burz” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Anioł Burz”
Autor: Trudi Canavan
Seria: Prawo Milenium
Ilość stron: 636
Wydawnictwo: Galeria Książki
 
„Tyen naucza magii mechanicznej w Liftre – powszechnie poważanej szkole. Dociera tam wieść, że Raen, najpotężniejszy mag i władca wszystkich światów, powrócił po długiej nieobecności. Nauczyciele i studenci uciekają, gdyż w Liftre uczono zakazanej przez Raena magii, w przekonaniu że ten nie żyje. W jednej chwili Tyen traci dom i cel… Pozostaje mu jedynie złożona Velli obietnica przywrócenia jej cielesnej postaci.
Raen odzyskuje władzę, a wokół wzbiera bunt, Tyen zaś musi postanowić, do czego jest w stanie się posunąć, by dotrzymać danego Velli słowa.
Po pięciu latach spędzonych wśród tkaczy gobelinów Schpecie w spokojne życie Rielle wkracza wojna. W obliczu porażki i nieuchronnej okupacji wszyscy ze zdumieniem obserwują, jak wrogie wojska wycofują się, do bram miasta zbliżają się zaś trzy postacie – w czarnych włosach jednej z nich pobłyskują niebieskie refleksy. Przeszłość dziewczyny z dalekiego kraju i jej magiczne zdolności to nie wszystkie sekrety, jakie mógłby wyjawić tajemniczy przybysz…
Anioł zamierza wrócić do swojego świata i pragnie zabrać Rielle ze sobą. Czego zażąda w zamian za niezwykłą propozycję?”
 
Fabuła 9/10
 
Trudi Canavan w Prawie Milenium nieco zmieniła zasady „działania” magów. Część pierwsza nosi tytuł „Złodziejska magia”. Jest to spowodowane tym, że mag pobiera magię z otoczenia, aby móc się nią posłużyć. W świecie Tyena czarne ślady pozostawione przez pobranie mocy nazywane są sadzą. Z kolei w świecie Rielle, jest to skaza. Siła maga zależy od obszaru, z jakiego zdolny jest pobrać daną magię. Autorka wykreowała swego rodzaju uniwersum, które zawiera wiele światów. Magowie są zdolni do przenoszenia się między światami, choć potrzebne jest do tego dużo magii, ale niestety nie wszystkie światy są w nią bogate. I nie wszystkie rodzaje magii są znane w każdym ze światów. Tyen jest studentem szkoły magów. W trakcie jednej z wypraw archeologicznych znajduje z pozoru nic nie znaczącą księgę. Okazuje się jednak, że książka ta wiele wieków temu była kobietą o imieniu Vella, którą ówczesny władca światów – Roporien zamienił w książkę, która zdolna jest do czytania w myślach trzymającego ją w rękach, a także do gromadzenia wiedzy. Niestety jeden z profesorów wrabia Tyena w kradzież Velli i młodzieniec musi uciekać. W ten oto sposób Tyen uczy się podróżowania między światami i obiecuje Velli przywrócenie jej cielesnej formy. Rielle z kolei jest córką farbiarzy, w którą wpajano, że posługiwanie się magią, to okradanie Aniołów. Niestety ona sama jest magiem, gdyż widzi skazę. Wskutek wielu nieprzewidzianych wydarzeń zostaje pojmana przez tamtejszych kapłanów i skazana za używanie magii. W świątyni poznaje Anioła Valhana, który czytając jej myśli wybacza jej winy i daje drugie życie. Jednakże po kilku latach względnie normalnego życia zarówno Tyen jak i Rielle stają przed kolejnymi przeciwnościami losu, którym muszą stawić czoła. Bo oto powrócił aktualny władca światów – Raen. Jakie ma zamiary? Czy chce zniszczyć światy, czy kryje się za tym coś więcej?
Bohaterowie 9/10
 
Tyen Ironsmelter to młody i inteligentny człowiek. Kieruje się intuicją i dzięki pomocy Velli wychodzi praktycznie bez szwanku z większości opresji. Nadal jednak nie wie, jak przywrócić jej ludzką formę. Obietnica złożona Velli powoduje jednak, że zawiera dość niebezpieczny sojusz z Raenem. Ma być jego szpiegiem wśród buntowników, którzy chcą obalić rządy obecnego władcy światów. Tyen kieruje się nie tylko sercem, ale również przeczuciami, a przede wszystkim zależy mu na ludziach, których poznał i nie chce doprowadzić do ich śmierci. Niestety na wojnie zawsze są ofiary. Rielle Lazuli to młodziutkie dziewczę, które mimo wiedzy, jaką posiadła nie potrafi wyzbyć się starych przekonań i uprzedzeń względem magii. Valhan jednak przybywa po nią i proponuje, że zabierze ją do swojego świata. Naiwna Rielle zgadza się, ale podróż nie przebiega według jej planu, gdyż jedna z sojuszniczek Valhana omal nie doprowadza jej do śmierci. Czy Valhan o tym wiedział? I dlaczego niektórzy Valhana zwą Raenem? Rielle na siłę próbuje ułożyć sobie życie i uczy się wszystkich pięciu tajemnych rodzajów magii, ale traci przez to swój cenny dar. O ile łatwo można rozszyfrować bohaterów takich jak Tyen i Rielle to jednak Raen jest chodzącą zagadką. Autorka nie zdradza szczegółów jego przeszłości, nie potwierdza, czy rzeczywiście to on zabił Roporiena i zgodnie z Prawem Milenium stał się władcą światów? Nie wiadomo, czy jest „tym dobrym”, czy „tym złym” i sama mam względem niego mieszane uczucia.
Styl 9/10
 
Autorka pisze w sposób przyjemny i przystępny dla czytelnika. Opisy są dość rozbudowane, ale nie są nużące. Ich zadaniem jest przybliżenie czytelnikowi myśli, uczuć i obrazów tego, co się dzieje z bohaterami i wokół nich. Ciekawym rozwiązaniem jest wprowadzenie dwóch bohaterów, którzy żyją w różnych światach i wydaje się, że są to dwie oddzielne i niepowiązane ze sobą historie. Jednakże pod koniec „Anioła Burz” Tyen i Rielle spotykają się w dość intrygujących okolicznościach.
Ocena końcowa 9/10
 
Zdecydowanie polecam Prawo Milenium nie tylko fanom fantastyki i twórczości Trudi Canavan, ale wszystkim tym, którzy lubią dobrą książkę, od której ciężko się oderwać. Moim zdaniem każdy znajdzie w niej coś dla siebie, jeśli potrafi czytać „między wierszami”. Osobiście czekam z niecierpliwością na część trzecią serii, która porwała mnie swoją magią.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu Galeria Książki.
- Frey

czwartek, 10 sierpnia 2017

Magia lunarna

Brak komentarzy:
Od dawien dawna wiadomo, że Księżyc ma silny wpływ na nasze życie. Ci, którzy praktykują magię wiedzą, że trzeba bacznie obserwować w jakiej jest fazie. Ale to nie wszystko. W zależności od fazy wybiera się odpowiednią praktykę magiczną. Większość osób twierdzi, że faza Księżyca ma wpływ również na nasze sny. Cały cykl aspektów między Księżycem a Słońcem liczy sobie 18 lub 19 lat. Dopiero po tak długim czasie te ciała niebieskie znajdą się na dokładnie w samych pozycjach. 
 
Aby wiedzieć jaka jest dokładnie faza Księżyca nie trzeba się, aż tak bacznie przyglądać niebu. W XXI wieku mamy do dyspozycji kalendarz księżycowy, który precyzyjnie określa nie tylko fazę, ale również astrologiczne efemerydy. Praktykujący magię wiedzą, że jesień i zima, zwłaszcza jej wczesny okres, to najlepszy czas na usunięcie różnych przeszkód z życia. Największe szanse powodzenia ma się wtedy, kiedy Księżyc znajdzie się w znaku Koziorożca i będzie go ubywać (między pełnią a nowiem). Jeśli chce się przyciągnąć miłość do swojego życia wtedy należy wybrać okres, kiedy Księżyca przybywa i znajdzie się on w znaku Wagi lub Byka.
 
Bardzo rzadka zdarza się, aby w jednym miesiącu były dwie pełnie. Taka sytuacja miała miejsce w XX wieku zaledwie 40 razy i jest nazywana Niebieskim Księżycem. Wypada średnio raz na 2-3 lata i to w miesiącu, który liczy 31 dni. Adepci magii twierdzą, że wtedy potęga energii lunarnej wzrasta dwukrotnie. Niektórzy jednak twierdzą, że wtedy ma się pecha. Niebieski Księżyc wykazuje jednak silne właściwości magiczne. Dobrze jest w tym okresie wyznaczyć sobie cele na długi okres czasu i obserwować ich rozwój do kolejnego Niebieskiego Księżyca. Należy jednak bardzo uważać w tym okresie, gdyż cel do którego się dąży musi być ściśle określony, a sam efekt rytuału magicznego nawet dwukrotnie silniejszy.
 
Wiccanie zgodnie twierdzą, że bogini Księżyca to Potrójna Bogini. Ma ona aspekt Dziewicy, Matki oraz Staruchy. Bywa nazywana Wielką Matką, a z łaciny – Magna Dei. Dziewica kojarzy się z nowiem. Uważana jest za córkę, źródło inspiracji oraz towarzyszkę. W starożytnej Grecji łączono ją z Artemidą – obrończynią dzieci i zwierząt, łowczynią i oczywiście dziewicą.
 
Pełnia Księżyca była uosabiana z Matką, która prowadzi przez życie, uzdrawia i naucza. Starożytni Grecy wierzyli, że tą rolę pełniła Afrodyta zrodzona z morskiej piany, bogini miłości i piękna. Starucha z kolei (nazywana również Martiarchinią) to czas przypisany ubywającemu Księżycowi, kiedy to można przewidzieć przyszłość, doznać Jej mądrości i magicznej wiedzy. W starożytnej Grecji ten czas należał do Hekate – nauczycielki wiedzy tajemnej, magii, bogini ciemnego nieba i Niższego Świata.
Podsumowując – 3 aspekty Potrójnej Bogini powiązane są z 3 fazami Księżyca. Nowiem włada Dziewica, pełnią – Matka, a kiedy Księżyca ubywa to rządzi Matriarchini. Warto wspomnieć, że praktykujący magię lunarną w trakcie rytuałów używają 3 świec – srebrnych lub białych. Dozwolone jest również używanie świec przypisanych różnym aspektom Bogini: czarnej symbolizującej Staruchę, białej – Dziewicę i czerwonej – Matkę.
 
Na koniec warto wspomnieć, że praktykujący magię, święta lunarne nazywają „esbatami”, które to odbywają się w pierwszą noc pełni Księżyca. To nie tylko czas przeznaczony do świętowania, ale również taki, który wypełniony jest prośbami kierowanymi do Bogini będącej w aspekcie Matki. W tym czasie odbywają się uczty dziękczynne za płodność i urodzaj, które to są darami Bogini Matki.
 
 
- Frey

“Musza Góra” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Musza Góra”
Autor: Bohdan Głębocki
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 554
 
„Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak przebiegłaby druga wojna światowa, gdyby wykorzystać w niej… magię?
Lata trzydzieste XX wieku, Poznań. W tym miejscu krzyżują się losy głównych bohaterów.
 
Inspektor policji Andrzej Szubert poszukuje grasującego w mieście seryjnego zabójcy zwanego wilkołakiem. Prywatny detektyw Antoni Kaczmarek przyjmując zlecenie odszukania zaginionego Szwajcara, narazi się niebezpiecznym ludziom. Z kolei oficer Wojska Polskiego Mieczysław Apfelbaum przyjeżdża do Poznania z zadaniem odszukania na starym żydowskim cmentarzu na Muszej Górze… tajemnic żydowskiej magii. W serię zabójstw zamieszani są też agenci obcych wywiadów, m.in. Abwehry. W tle tymczasem widać przygotowania do zbliżającej się wojny, ale wykorzystanie przez polską armię starej żydowskiej magii może odmienić bieg historii.”
 
Fabuła 9/10
 
„Musza Góra” to powieść wielowątkowa, przy której trzeba być mocno skupionym. Cała akcja trwa zaledwie 13 dni, ale dzieje się naprawdę dużo. Autor dołożył wszelkich starań, aby każdy z wątków był wyjaśniony. Historia rozpoczyna się od morderstwa stróża i jego psa. Sprawa jest o tyle nietypowa, że wydaje się, iż zbrodni dokonał ktoś niezwykle silny o zwierzęcym instynkcie. Prasa owego zabójcę nazwała wilkołakiem. W dalszej części książki, autor ujawnia, że zbrodnie dokonywane są nie przez jednego człowieka, a kilku, którzy są pod działaniem pewnego specyfiku. Na uwagę zasługuje fakt, że autor odwołał się do mitologii skandynawskiej, gdyż na kartach powieści pojawili się owładnięci szałem bitewnym berserkerowie, którzy mają swój udział w całej historii. Na tropie mordercy wilkołaka staje młody, niezwykle ambitny aspirant Andrzej Szubert, który w równolegle stara się rozwikłać rodzinne tajemnice, które doprowadzają go niemalże do obłędu. Jego losy krzyżują się z legendą policji, obecnym detektywem – Antonim Kaczmarkiem. Dostaje on wreszcie bardzo intratne dochodzenie, które narazi życie jego i jego młodej podopiecznej Barbary, która skrycie się w nim kocha. Nie można zapomnieć o głównym wątku, który związany jest z poszukiwaniami na cmentarzu na Muszej Górze. Została utworzona specjalna jednostka, w której skład wchodzą prawdziwe indywidua – począwszy od Żyda Mieczysława Apfelbauma kończąc na majorze Prażyńskim, który wykorzystuje demony uwięzione w „pudełkach”, aby osiągnąć własne cele. Autor wykorzystał różne mitologie i podania, które moim zdaniem znakomicie wpasowały się w cały klimat książki.
 
Bohaterowie 10/10
 
Bohdan Głębocki na kartach „Muszej Góry” powołał do życia nie bohaterów, a zwykłych ludzi, którzy mają swoje marzenia, ambicje, wady, zalety i pragnienia. Na początek Andrzej Szubert – młody, zakochany i ambitny aspirant skłócony z ojcem, zakochany w pannie Agatce. Niejednokrotnie łamie słowo dane Antoniemu Kaczmarkowi, bo… coś mu staje na drodze. Jako młody człowiek ma również pragnienia fizyczne, a skoro nie dostał tego co chciał od narzeczonej to skorzystał z innej możliwości. Antoni Kaczmarek to również ciekawy człowiek. Coś co wyróżnia go na tle innych to niewątpliwie fakt, że bierze na siebie odpowiedzialność za opiekę nad ludźmi, którzy stracili swoich bliskich W ten oto sposób wspomagał młodą Basię. Po wielu latach dziewczyna dorosła, poszła na studia i jednocześnie pracuje w biurze detektywistycznym swojego opiekuna. Niestety dziewczyna pomyliła troskę Antoniego z prawdziwym uczuciem, co doprowadza do kilku zabawnych sytuacji. Panna Basia ma również pewien dar, który doprowadza do znalezienia poszukiwanego „Szwajcara”, który Szwajcarem nie jest. Wisienką na torcie jest major Prażyński dowodzący poszukiwaniami na cmentarzu. Człowiek uzależniony od morfiny, ambitny, przebiegły, który uważa, że wie wszystko najlepiej, nie znosi sprzeciwu i zrobi wszystko, aby osiągnąć swój cel. Nie waha się szpiegować swoich podwładnych przy użyciu schwytanych demonów, torturować ich, a na koniec namieszać w umysłach. W tym wszystkich niestety bierze udział Apfelbaum – jako Żyd i oficer Wojska Polskiego nie ma lekko. Wszyscy go uważają za podgatunek człowieka, pomimo tego, że walczył i walczy nadal o Polskę. Na każdym kroku spotyka się z antysemickimi zachowaniami, co w konsekwencji doprowadza do jego załamania. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej, gdyż autor do swojej książki wprowadził znacznie więcej osób, których nie sposób opisać w krótkiej recenzji.
Styl 9/10
 
Książkę czyta się tak, że nie sposób się od niej oderwać. Pomimo wykorzystania gwary poznańskiej czytelnik nie ma problemu ze zrozumieniem wypowiedzi bohaterów i wcale nie czuje potrzeby skorzystania ze słowniczka, który znajduje się na końcu książki. Oprócz gwary poznańskiej autor wprowadził również słowa pochodzenia niemieckiego i żydowskiego, bo fabuła jest z tymi kulturami mocno związana – one również są wyjaśnione w słowniczku.
Ocena końcowa 9/10
 
Zdecydowanie polecam „Muszą Górę” fanom nie tylko fantastyki, ale również kryminału i sensacji. Autor wprowadził nie tylko wątki judaistyczne, skandynawskie, ale również telepatię, a nawet metamorfów, co czyni z tej książki niesamowitą mieszankę kulturową i wierzeniową. Jedyny minus jak dla mnie to zakończenie książki. Aż się prosi o ciąg dalszy, gdyż wątki nie zostały zamknięte i czytelnik nie wie co spotka bohaterów, do których się przywiązał. Główny wątek, czyli znalezisko na cmentarzu również nie został wyjaśniony. Co takiego się stało po przełamaniu pieczęci? Z wielką niecierpliwością będę oczekiwała na ciąg dalszy, gdyż mam nadzieję, że pojawi się kontynuacja.
Bardzo dziękuję wydawnictwu Media Rodzina za możliwość przeczytania książki.
- Frey

“The Lord of the Rings. Trylogia filmowa. Książka do kolorowania” -recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: The Lord of the Rings. Trylogia filmowa. Książka do kolorowania
Autor: Praca zbiorowa
Ilość stron: 96
Wydawnictwo: Akurat
 
„Stworzenia, postaci i zdumiewające krainy Śródziemia już od ponad 60 lat żądzą wyobraźnią czytelników na całym świecie.
W 2001 roku na ekrany weszła pierwsza część filmowej trylogii, oszałamiając rozmachem milion zachwyconych widzów. Na sukces filmu w równej mierze złożyły się intrygujący scenariusz, doskonałe aktorstwo, wspaniała muzyka oraz przepiękne krajobrazy Nowej Zelandii, uzupełnione zapierającymi dech w piersiach efektami specjalnymi i monumentalną scenografią. Ta książka zbierze was w ekscytującą podróż po filmowym Śródziemiu. Czeka was doskonała zabawa, niezależnie od tego, czy będziecie się starali odtworzyć barwy zapamiętane z kina, czy dacie upust nieskrępowanej fantazji.
Samodzielnie nadaj barwy kluczowym scenom z filmu, który zawładnął wyobraźnią milionów widzów. Wybierz odcień czerni skóry Orków i złocistych włosów Galadrieli. Zabaw się w artystę, który decyduje o kolorach wszystkich, nawet najdrobniejszych elementów scenografii. Doskonała rozrywka, świetna zabawa, niepowtarzalna okazja, by wrócić do magicznego świata »Władcy Pierścieni«.”
Ocena końcowa 10/10
 
„Władcy Pierścieni” chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Gdyby jednakowoż znalazła się osoba, która nie zna tejże trylogii już spieszę z wyjaśnieniami: historia opowiada m.in. o elfach, hobbitach, czarodziejach, krasnoludach, którzy wyruszają na niebezpieczną wyprawę, aby zniszczyć maleńki pierścień należący do „wielkiego złego”, o wdzięcznym imieniu Sauron. W tym czasie dojdzie oczywiście do wielu bitew, potyczek, a przyjaciele okażą się wrogami… Naprawdę nie można liczyć na nudę. W dzisiejszych czasach, kiedy brakuje chwili na odpoczynek większość dorosłych myśli tylko o tym, aby powrócić do szczęśliwego dzieciństwa. Moim skromnym zdaniem ta książka do kolorowania jest znakomitą okazją, aby wziąć do ręki kredki, farby, czy mazaki i dać się porwać dziecięcej wyobraźni. Na szczególną uwagę zasługują niezwykle realistyczne i dokładne sceny i obrazy znajdujące się na kartach książki, które aż się proszą o nadanie im barw. Dodatkowego uroku dodają wyjątkowe cytaty wybranych bohaterów oddające klimat całej historii. A zatem nie czekajcie tylko dajcie się porwać tej niezwykłej opowieści i stwórzcie swój własny świat, w którym odnajdziecie spokój i radość życia.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business and Culture.
 
 
- Frey

piątek, 28 lipca 2017

“Wielki Mistrz” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Wielki Mistrz”
Autor: Trudi Canavan
Seria: Trylogia Czarnego Maga
Wydawnictwo: Galeria Książki
 
„Sonea bardzo dużo nauczyła się w Gildii Magów i coraz lepiej się w niej odnajduje. Ostatnio nawet Regin już jej nie dokucza, a i pozostali nowicjusze zaczęli traktować ją z niechętnym szacunkiem. Dziewczyna nie może jednak zapomnieć tego, co widziała w podziemnej komnacie Wielkiego Mistrza ani tego, co usłyszała: że odwieczny wróg Kyralii czujnie obserwuje Gildię… W miarę jak Akkarin ujawnia coraz więcej swojej wiedzy, Sonea przestaje być pewna, komu ufać i czego bać się najbardziej. Czy prawda może być aż tak przerażająca, jak przedstawia ją Wielki Mistrz? A może jest to podstęp mający na celu skłonić ją do uczestnictwa w jego mrocznych praktykach?”
 
Fabuła 10/10
 
W poprzednich tomach dużo się działo, ale ostatnia część przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Oczywiście Regin przestał się znęcać nad Soneą, ale nie miał wyjścia skoro „dziewczyna ze slumsów” spuściła mu wycisk na Arenie na oczach wszystkich nowicjuszy i nauczycieli. Właśnie dlatego odszedł w cień, ale problemy Sonei się nie skończyły, gdyż Akkarin zaczął się przed nią otwierać i opowiadać o swojej przeszłości. Został oczywiście zachęcony przez swojego służącego i przyjaciela- Takana. W ten oto sposób Sonea poprosiła o nauki z czarnej magii. Decyzja ta nie została podjęta pochopnie, ale była bardzo dogłębnie przemyślana. Akkarin, jako prawdziwy Wielki Mistrz i obrońca całej Kyralii omal nie zginął w bitwie z jednym z odwiecznych wrogów - Ichanich. Musiał znaleźć następcę, który przejmie jego brzemię jeśli on polegnie. Oczywiście tego rodzaju praktyki zostały zakazane w Gildii Magów dawno temu i z tego powodu każdy kto złamał zasady, musiał ponieść konsekwencje. Sonea i Akkarin bardzo szybko „wpadli” i niestety decyzją całej Gildii oraz króla zostali dożywotnio wygnani do jedynej krainy niesprzymierzonej, czyli Sachaki – krainy rządzonej przez Ichanich.
 
Bohaterowie 10/10
 
Sonea pokazuje swoje wielkie serce, czym bardzo mnie sobie zjednała. Każda decyzja jest dogłębnie przemyślana. Pomimo młodego wieku, ciężkiej przeszłości postanawia bronić ludzi, którzy tak bardzo uprzykrzali jej życie. Akkarin jako mag, z bardzo dobrego i uznanego Domu wcale nie miał lekkiej przeszłości, zwłaszcza po ukończeniu Gildii, kiedy to dostał się w niewolę do Ichanich. Z tego właśnie powodu wie dokładnie, czego można się po nich spodziewać i czego oczekiwać. Dlatego jest takim skrytym człowiekiem i niechętnie opowiada o swojej przeszłości, jeśli nie musi. A zatem rola czarnego charakteru wędruje tym razem do przywódcy Ichanich – Kariko, wyjątkowo paskudny typ, który niszczy wszystko i wszystkich, którzy stają mu drodze do osiągnięcia celu. Ma również bardzo wysublimowane metody tortur. Przekonacie się wiedząc, co uczynił dobrotliwemu Rothenowi. W „Wielkim Mistrzu” nie można również zapomnieć o młodym Cerynim, prawdziwym przyjacielu Sonei. To m.in. dzięki niemu udało się zjednoczyć magów i złodziei, co wcale nie było łatwe.
 
Styl 10/10
 
Czyta się z zapartym tchem. Nie sposób jest odłożyć książki na bok, zwłaszcza kiedy tyle się dzieje. Autorka w znakomity sposób połączyła przeszłość z teraźniejszością. Jest znakomita równowaga między dialogami i opisami, dzięki czemu czytelnik doskonale orientuje się w sytuacji, w jakiej obecnie znajdują się bohaterowie.
 
Ocena końcowa 10/10
 
Znakomite zakończenie serii „Trylogia Czarneo Maga”. Oczywiście mnie, jako czytelnika, który tak bardzo przywiązał się do niektórych bohaterów niespecjalnie raduje fakt ich uśmiercenia, ale przecież wiadomym jest, że na wojnie zawsze giną ci dobrzy i szlachetni. Tak, czy inaczej dla mnie jest to znakomita książka, przy której i śmiałam się i płakałam, co czyni ją dla mnie niezapomnianą. Z pewnością w najbliższym czasie do niej powrócę. Mam nadzieję, że i dla Was, którzy po nią sięgnięcie stanie się tak samo ważna jak dla mnie. Wobec powyższego zdecydowanie polecam całą „Trylogię Czarnego Maga”.
- Frey

statystyka