czwartek, 8 lutego 2018

„Magia parzy”-recenzja

Brak komentarzy:


Tytuł: „Magia parzy”

Autor: Ilona Andrews

Seria z Kate Daniels

Ilość stron: 438

Wydawnictwo: Fabryka Słów


„Atlantę nadal nawiedzają paraliżujące fale magii. Po serii jeszcze silniejszych wybuchów ulice roją się od mitycznych stworzeń i krwiożerczych dziwadeł. Znaleziona w ruinach dziewczynka wymaga opieki. Antyczny heros wyposażony w kuszę i przerośnięte ego pojawia się w najmniej odpowiednich momentach i robi, co chce. Zaginął cały sabat czarownic, za to pojawiła się rozsierdzona bogini.


CAŁY TEN BAŁAGAN NIEUCHRONNIE PROWADZI KATE DO OSTATECZNEJ BITWY – Z PRADAWNĄ MAGIĄ I WŁASNYMI UCZUCIAMI.”


Fabuła 10/10


Kate Daniels zdecydowanie wie, co znaczy „wpaść jak śliwka w kompot”. W trakcie jednej z rutynowych misji, za sprawą Jima trafia na kolejne, ciekawe zadanie – zostaje „zwariowaną” ciotką Julie, małoletniej, magicznie uzdolnionej istoty, której matka wraz z całym sabatem zaginęła. Nie byłoby w tym nic dziwnego (na pewno? zaginął cały sabat!), gdyby nie fakt, że Julie ma wyjątkową moc. Ale oczywiście bycie opiekunką zwariowanej nastolatki to „orka”. Nie dość , że Julie nie do końca jej ufa, a jedynym którego darzy prawdziwym uczuciem to parszywiec „Czerwony” (pamiętacie może gościa z pierwszej części? Jeśli nie to trudno - i tak go nie polubicie). Tak, czy inaczej Kate znowu utknęła w niezłym bagnie, to na dokładkę Curran (Władca Bestii dla przypomnienia) znowu ratuje jej tyłek, dodatkowo musi stawić czoło Morrigan i Morfranowi, który zawarł pakt z morskimi demonami – Fomorianami. Już Was głowa boli? Pomyślcie sobie, jak się czuje biedna Kate…


Bohaterowie 10/10


Gdybyście nie wiedzieli to Kate ma ewidentne skłonności do pakowania się w tarapaty. Oczywiście pracuje jako pośrednik między Zakonem, a Gildią, ale nie to jest lekka praca. Jednakże co dziwne: Kate nauczyła się dyplomacji! Jej rozmowa z Ghastekiem zaowocowała umową między Rodem, a Zakonem! Nie przyjęła wynagrodzenia bezpośrednio od Rodu, ale ma ku temu poważne powody. Jej niechcianym towarzyszem niedoli został znowu Curran. Nie dość, że uratował jej skórę (znowu!), to jeszcze okazało się, że podał jej jedzenie… Wiecie co to znaczy? Jeśli nie to podam Wam przemyślenia Kate: „Curran sprawił, że sięgnęłam po kielicha. Cóż, przynajmniej nie zaczęłam myśleć o samobójstwie.” Jednym z jej opiekunów, poza Curranem, pozostał nieoceniony Derek, który… UWAGA! zaczął mówić w zmienionej postaci! To czyni z niego potencjalnego alfę wilczego stada. Bardzo pozytywna postać. Co do „wielkich złych” - Pasterz, który nasyła zabójcze trzciny, Morfran, który pragnie życia, no i oczywiście młody, buntowniczy Czerwony, który pragnie władzy… Do wyboru, do koloru. Całość tworzy mieszankę wybuchową, z którą musi się zmierzyć najemniczka Kate. Jeśli sądzicie, że to mało, to wisienką na torcie zostaje Andrea, która jest przyjaciółką głównej bohaterki, a prawda jest taka, że powinna zostać zgładzona…


Styl 10/10


Narratorem jest jak zawsze Kate Daniels. Wszystko postrzegamy i czujemy, tak jak ona. Jej instynkt samozachowawczy i długi „jęzor” wprowadzi ją w nie lada tarapaty (jakby tych dotychczasowych było mało). Jej „o cholera” w niektórych sytuacjach doprowadza czytelnika do łez. Zdecydowanie nie można się oderwać od jej przygód.


Ocena końcowa 10/10


Tak po prawdzie to przygody Kate Daniels zasługują na więcej niż 10/10… Znakomita narracja, niebanalna fabuła i prawdziwi, „ludzcy” bohaterowie to wizytówka cyklu, który stworzył duet pisarski Ilona Andrews. Kate Daniels nie szuka problemów - to one ją znajdują. Jej wrodzony „wdzięk” i „majtki z kokardką” doprowadzają czytelnika do niekontrolowanych salw śmiechu. O ile w poprzedniej części mieliśmy do czynienia z mitologią słowiańską, tak teraz mierzymy się z niedocenianą celtycką oraz… wybuchami magii.


Zdecydowanie polecam „Magia parzy” wszystkim fanom Kate Daniels, a także tym, którzy chcą rozpocząć swą niezwykłą przygodę z Iloną Andrews. Gwarantuję Wam, że się nie zawiedziecie, bo to historia, która nie daje o sobie zapomnieć. Czy Kate ulegnie Curranowi? Jakież ona kryje w sobie tajemnice? Nie wiem jak Wy, ale ja z niecierpliwością czekam na chwilę, w której zatopię się w trzecim tomie jej przygód…


Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.


https://fabrykaslow.com.pl/autorzy/ilona-andrews/magia-parzy-seria-o-kate-daniels-2-ilona-andrews/


- Frey

środa, 7 lutego 2018

„Leonidy”-recenzja

Brak komentarzy:


Tytuł: „Leonidy”

Autor: Nanna Foss

Seria: Spektrum

Ilość stron: 544

Wydawnictwo: Driada


„Kiedy to się właściwie zaczęło?


Gdy ta staruszka oskarżyła nas o spowodowanie końca świata?


Gdy miałam sen o świecących dłoniach?


Gdy kompas wypalił na naszych dłoniach rany?


Czy na długo przedtem?


Piętnastoletnia Emi rysuje chłopaka o turkusowych oczach, który nosi na szyi tajemniczy pryzmat. Nazajutrz doznaje szoku, widząc go wchodzącego do klasy. Nim się zorientuje, na dłoniach ma trójkątne rany, a jej koleżanki i koledzy potrafią robić dziwne, niewytłumaczalne rzeczy.


A może to wszystko tylko sobie wmawia? Granice między snem a rzeczywistością zacierają się, a Emi desperacko próbuje myśleć racjonalnie w tym wszystko ogarniającym chaosie.


Wkrótce jednak musi spojrzeć prawdzie w oczy. To tylko kwestia czasu…”


Fabuła 9/10


W życiu szóstki nastolatków, których nie łączy nic poza szkołą wydarza się jednak coś, co burzy ich dotychczas poukładane życie. Jadą na wykład astrofizyka, którego jednak nie ma. Tak twierdzi sam naukowiec, jednak Google pokazuje jego adres i dokładną datę wydarzenia. Tak, czy inaczej zaprasza ich jednak do swojego domu. Jednakże w tym domu Emi już była – w jednym ze swoich niedawnych koszmarów. Tak, czy inaczej dziewczyna chcąc rozwikłać tajemnicę poszła za wspomnieniami ze snu i znalazła pewne tajemnicze urządzenie, do którego idealnie pasował pryzmat, który Noa nosił na szyi, o którego istnieniu jednak nikt nie wiedział. Po ich połączeniu doszło do pewnego incydentu – szóstkę nastolatków odrzuciło do tyłu i poparzyło im ręce. Sam naukowiec jednak nie ucierpiał. Tuż po tym zajściu w życiu bohaterów zaczynają się dziać dziwne rzeczy… Czym jest to urządzenie? Czy szóstka tak różnych ludzi będzie w stanie odrzucić własne animozje i wspólnie rozwiązać zagadkę? Czy uda im się przetrwać?


Bohaterowie 8/10


Emi to skryta i nieśmiała dziewczyna, która za przyjaciół ma jedynie dwójkę braci – mega zdolnego Linusa i niewidomego Albina, któremu również nie brakuje oleju w głowie. Do tej trójki „szkolnych dziwolągów” dołącza barwne rodzeństwo – Pi i Noa. Ona kolorowa niczym barwny ptak, on stylizujący się na klasycznego „bad boy”. Jakby mało było im nieszczęść do tego zacnego zbiorowiska dołącza klasowa mądrala Adriana, która uważa się za lepszą, ładniejszą i mądrzejszą od innych. Ot, taka mieszanka wybuchowa!


Styl 8/10


Narratorem jest Emi i to jej oczami widzimy całą historię. Opisy i myśli głównej bohaterki są mocno rozbudowane, a cała akcja rozwija się bardzo powoli, co chwilami bywa trudne dla czytelnika. Autorka używa prostego, młodzieżowego języka, w którym język polski przeplata się z angielskimi słówkami, które zna prawie każdy – gdyby ktoś miał jednak problem, to na każdej stronie znajdują się przypisy z tłumaczeniami.


Ocena końcowa 8/10


„Leonidy” to pierwsza część serii Spektrum. Zakończenie tego tomu przynosi więcej pytań aniżeli odpowiedzi. Nie zmienia to jednak faktu, że sama jestem ciekawa co się dalej będzie działo z bohaterami. Kolor świecących dłoni Emi odpowiada kolorowi okładki książki, co może sugerować, że seria będzie miała 6 części, a narratorem każdej z następnych będzie inny bohater. Podejrzewam, że Spektrum znajdzie swoich miłośników wśród młodszego grona czytelników, ale myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Driada oraz Business & Culture.


https://mediarodzina.pl/prod/1546/Spektrum--Leonidy


- Frey

wtorek, 6 lutego 2018

„Niepowszedni. Obława”- recenzja

Brak komentarzy:



Tytuł: „Niepowszedni. Obława”

Autor: Justyna Drzewicka

Seria: Niepowszedni

Ilość stron: 440

Wydawnictwo: Jaguar


„Po niespodziewanych perypetiach na dworze kniazia dzielni, młodzi ludzie dochodzą do przekonania, że aby uniknąć kolejnego ataku ze strony Welesa, herszta bandy Okrutnych Złotników, muszą podjąć ryzyko i przejąć inicjatywę.


Pełni obaw i jak najgorszych wspomnień, Niepowszedni wyruszają w podróż do Łajdackiego Krańca. Rozumieją, że dla nich to jedyna możliwość, by na zawsze uwolnić się od prześladowcy.


Wokół panuje surowa zima, przyjaciele niemal zamarzają w trakcie podróży przez step. W wysokich górach narażeni są na lawiny i spotkanie ze śnieżną panterą…


Czy i tym razem Nili oraz jej towarzyszom uda się pokonać czyhające zewsząd niebezpieczeństwa, czy ich przyjaźń przetrwa kolejne próby?”


Fabuła 10/10


Nadszedł czas, aby wziąć byka za rogi zamiast kulić się ze strachu. Piątka Niepowszednich przyjmuje propozycję kniazia i wyrusza z misją schwytania Welesa, Lubgosta i Herborta. Ten jakże radosny trójkącik zbirów staje się ich celem. Jednakże mieszkańcy Kamiennych Kości przywykli już do tego, że ich plany komplikuje przewrotny los. Do pomocy dostają dwójkę ludzi – mistrza dwóch mieczy Sulmira oraz rządcę Hermana. Szkoda, że już na początku wyprawy odpada jeden z nich. Piątka przyjaciół jednak brnie dalej w misji, która jak dobrze wiedzą może zakończyć się dla nich tragicznie. Bo oprócz misji muszą się jeszcze zmierzyć z tajemnicami ich przyjaciela Dalko. Czy rodzice rzeczywiście przegrali go, jak to wmawiał mu Weles? Czy prawda wygląda zupełnie inaczej? Czy kniaź miał wobec nich szczere intencje? Przekonajcie się sami ;)


Bohaterowie 10/10


Z Nili wyszła samica alfa. Pomimo swojej prywatnej tragedii jednak wzięła się w garść, co było wyjątkowo trudne i dowiodło jej silnego charakteru. Z Alli wyszedł Bestiarz pełną gębą. Jak ta dziewczyna sobie coś postanowi to nie ma mocnych! Z kolei Sambor okazał się prawdziwym obrońcą, takim jakim powinien być dla swojej nowej rodziny. Gdzieś się ukrył porywczy Unik i pozostał odważny, młody mężczyzna, który zanim coś zrobi… zaczyna myśleć. Jedną z większych niespodzianek okazuje się Dalko, którego przeszłość poznajemy. Ten młodzieniec potrafi nieźle zaskoczyć czytelnika. Pisklak Flawia w tej części przeszła samą siebie. Umysł tak tęgi, że niejeden z profesorów może się schować! Batu Tauris i Flawia znowu okazują się miodem na serca młodych Niepowszednich i po raz kolejny służą radą i pomocą. Potrafią zrobić rzeczy, które doprowadzają czytelnika do łez wzruszenia. Jednakże istotą, która doprowadzała mnie do białej gorączki w tej części był nie kto inny, jak rządca Herman, którego nasi bohaterowie pieszczotliwie zwali „Jaśniepanem”. On jeden, jak mało kto potrafi podnieść ciśnienie, bo któż inny miałby w sobie tyle tupetu, żeby zachwycać się targiem niewolników? To oczywiście wierzchołek góry lodowej możliwości Jaśniepana…


Styl 10/10


Autorka niezmiennie pisze w sposób niezwykle wciągający i intrygujący.

poniedziałek, 5 lutego 2018

„Serce Neftydy”-recenzja

Brak komentarzy:


Tytuł: „Serce Neftydy”

Autor: Marcin Szczygielski

Ilość stron: 447

Instytut Wydawniczy Latarnik im. Zygmunta Kałużyńskiego


„Effi tego samego dnia wkracza w dorosłość i... traci wszystko – cumujący w pasie planetoid prom kosmiczny, na którym dorastał, zostaje unicestwiony przez drony Federacji, a w eksplozji ginie matka bohatera. Wśród szczątków kampera cudem udaje mu się odnaleźć fragment jej ciała, który zamyka w kriokapsule i wyrusza na Duat – wyniszczoną w wyniku kilkusetletnich wojen genetycznych Ziemię. Liczy na odnalezienie czynnego laboratorium, w którym zdoła przywrócić matkę do życia. Okazuje się, że planeta wcale nie przypomina martwego, toksycznego świata znanego dotychczas z internetowych przekazów. Czekają tam na niego wielka przygoda, wielkie niebezpieczeństwo, wielka tajemnica i skomplikowana miłość.”


Fabuła 9/10


Jak czytamy w opisie – główny bohater traci wszystko, co do tej pory znał w chwili osiągnięcia dorosłości. Zdał odpowiednie testy, dzięki pomocy niezawodnej Wtyczki – portu wszczepionego blisko pnia mózgu, który ma każdy obywatel i nieobywatel Federacji. Nieobywatele to ludzie, którzy odbiegają od idealnego genotypu. Tak właśnie wygląda świat stworzony przez autora po upadku cywilizacji na Ziemi i po kilku wojnach genetycznych. Ci, którzy ocaleli skolonizowali wszechświat. Wydawać by się mogło, że to ideał, ale niestety Federacja „czuwa” nad bezpieczeństwem każdego z ludzi. Pod pojęciem czuwa mam na myśli raczej inwigiluje każdego. Po śmierci matki wyrusza wydawać by się mogło na samobójczą misję na Duat (dawną Ziemię) w poszukiwaniu czynnego genlabu. Na tej zniszczonej planecie spotyka jednak więcej niż jedno życie. Poznaje m.in. Narmera, Miedziankę i Haro, który towarzyszą mu w jego misji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że każde z nich jest po prostu hybrydą stworzoną przez ludzi. Tak, czy inaczej pozwolę sobie na drobny spojler – Effi dociera tam, gdzie chciał, ale na miejscu czeka na niego nie lada niespodzianka…


Bohaterowie 9/10


Effi to młodziutki i jeszcze niedojrzały bohater. Jest bojaźliwy, nie potrafi dobrze ocenić sytuacji i niestety jest porywczy. Zapewne źle by się dla niego skończyło życie, gdyby nie niezawodna Wtyczka. Po wylądowaniu na Duat Wtyczka musiała się dostosować do sytuacji i wyewoluowała do bardzo ciekawej „postaci”. Jej reakcje są wręcz ludzkie. O ile Effi potrafił mi działać na nerwy to Wtyczka wyjątkowo je koiła. Jej dowcipne i złośliwe komentarze dodają całej historii niezwykłej pikanterii. Co do Narmera – to zaiste ciekawa postać. Początkowo gbur, który troszczy się o bezpieczeństwo swojego jeńca, na końcu – ktoś zupełnie inny, ale nie zdradzę Wam tego. Kolejnym towarzyszem podróży Effiego jest Miedzianka – istota stworzona do zabaw erotycznych, praktycznie bez zdolności mowy. Jednakże najcieplejsze uczucia żywię wobec Haro – hybrydy, która wyglądem swym przypomina fauna. Jest opiekuńcza i przewidująca. Kilkukrotnie wybawiła bohaterów z nie lada opresji. O czarnym charakterze nie będę się wypowiadać, aby nie zepsuć czytelnikom frajdy z czytania „Serca Neftydy”.


Styl 10/10


Jestem bardzo mile zaskoczona stylem pisania autora. Pokusił się o połączenie starej mitologii egipskiej z językiem technologicznym. Wyszło bardzo ciekawie. Pomimo długich opisów nie są one nudne, ani męczące. Myśli głównego bohatera przełamane są dialogami z Wtyczką, a efekt jest zaskakujący.


Ocena końcowa 9/10


Sama jestem zaskoczona swoją oceną, ale polecam „Serce Neftydy”. Ta książka była moim osobistym doświadczeniem , czy taki typ literatury przypadnie mi do gustu. Książka zaliczana jest do gatunku space opera, ale jest tutaj sporo elementów, które spodobają się czytelnikom – dla miłośników fantastyki i opowieści postapokaliptycznych, dla entuzjastów mitologii egipskiej, a także dla tych co kochają się w zaawansowanych technologiach informatycznych oraz genetycznych. Autor włożył sporo wysiłku w przygotowanie tej książki oraz stworzył niezwykłe ilustracje, które znakomicie wkomponowały się w całą historię. Czytelników, którzy obawiają się, czy dostatecznie zrozumieją fabułę czeka miłe zaskoczenie – autor na końcu książki przygotował również słowniczek z mitologii starożytnego Egiptu. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić do przeczytania tej ciekawej historii, w której przeszłość splata się z naszą możliwą przyszłością.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Forever Young Books.


http://latarnik.com.pl/pl/p/Serce-Neftydy/387


- Frey

niedziela, 4 lutego 2018

„Niepowszedni. W potrzasku”- recenzja

Brak komentarzy:


Tytuł: „Niepowszedni. W potrzasku”

Autor: Justyna Drzewicka

Seria: Niepowszedni

Ilość stron: 384

Wydawnictwo: Jaguar


„Okrutni Złotnicy nie dają za wygraną i za wszelką cenę próbują dopaść Niepowszednich. Weles w przebraniu posła Cesarstwa Gospar, przybywa wraz ze swoimi zausznikami do Ferretum. Przedstawiając sędziemu Angusowi fałszywe oskarżenia, stara się doprowadzić do wydania Niepowszednich i przekazania ich pod osąd władzy w Łajdackim Krańcu. Młodzi przyjaciele po raz kolejny muszą zjednoczyć siły, by stawić czoło bezwzględnym łowcom. W najbliższym otoczeniu mają zdrajcę, który informuje Welesa o ich planach, ale na szczęście natrafiają też na nieoczekiwanych sprzymierzeńców i zawierają nowe przyjaźnie.”


Fabuła 10/10


Młodzi Niepowszedni przybywają do Ferretum na zaproszenie kniazia Baldwina II, który teoretycznie pragnie im zrekompensować krzywdy, których doświadczyli w trakcie porwania. Mają się zastanowić, czy chcieliby służyć na dworze i dostąpić zaszczytów z tego tytułu płynących. Los bywa jednak przewrotny. Gdy w ich drzwiach pojawia się straż z nakazem ich aresztowania „za niebywałe zbrodnie, których się dopuścili” ich zaskoczenie jest niezmierne. Stają przed sądem, a ich oskarżycielem jest nie kto inny, jak Weles, który podszywa się pod posła Cesarstwa Gospar pod imieniem Walter de Gawein. I tak oto piątka Niepowszednich znowu ma nie lada orzech do zgryzienia. Kto ich znowu zdradził? Czy wyjaśnią zagadkę i dopadną łotra winnego ich kolejnej tragedii? Czy oczyszczą własne imiona? Na te pytania przynosi odpowiedź „Niepowszedni. W potrzasku”.


Bohaterowie 10/10


Nila, jak to Nila – na początku niedowierzanie bierze górę nad rozsądkiem. Jest zdruzgotana i nie wie, co ma dalej robić. Sambor, jak to Unik – najchętniej od razu ukatrupiłby łotra, który niszczy szczęście jego nowej rodziny. Porywczy Dalko, jak to ma w zwyczaju, mówi i robi to, co mu leży na sercu. Jak wiadomo, nie zawsze dobrze się to kończy – zwłaszcza na sali rozpraw. Bestiarka Alla najchętniej nasłałaby Kadoka, aby poprzegryzał gardła ich oprawcom. Całą sytuację, jak to w większości przypadków bywa ratuje Wodniczka Flawia. Jej spryt, pomysłowość i inteligencja nie mają sobie równych. W tej części poznajemy bliżej ojca Sambora – Juranda, który podobnie jak syn jest impulsywny i jak to rodzic – zrobi wszystko, aby nie dopuścić do zranienia swojego dziecka. Mamy tutaj również do czynienia z Lotarem i Berardem, którzy jako starszyzna Kamiennych Kości odprowadzali dzieci na służbę do kniazia. Mówiąc szczerze brakuje mi wystarczająco obelżywych słów, aby opisać ich zachowanie. Całą parszywą sytuację ratują Bukowy Anton i jego syn Jaksa, również Niepowszedni – Nutek. Na tą dwójkę można liczyć, jak na Zawiszę. Jak sobie przypominam ich zachowanie to od razu cieplej robi mi się na sercu. O tej łajzie Welesie nawet nie będę się wypowiadać…


Styl 10/10


Autorka we wspaniałym stylu opisuje to, co się dzieje. Używa prostego języka, dzięki czemu każdy, nawet młodziutki czytelnik nie ma problemu z odbiorem. Narratorem, jak do tej pory jest Nila, więc wszystko widzimy jej oczami i czujemy jej sercem.


Ocena końcowa 10/10


Zdecydowanie polecam „Niepowszedni. W potrzasku” każdemu, kto czekał na kontynuację pierwszej części. Autorka w dalszym ciągu potrafi zaskoczyć biegiem wydarzeń i zwrotów akcji. Książkę czyta się z zapartym tchem i niejednokrotnie ze łzami wzruszenia. Justyna Drzewicka napisała wspaniałą historię i z niecierpliwością oczekuję chwili, w której zagłębię się w trzecią i niestety ostatnią część Niepowszednich. Jest to niesamowita opowieść, która poruszy serca i małych i dużych czytelników.


Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu Jaguar.


http://wydawnictwo-jaguar.pl/books/niepowszedni-w-potrzasku/


- Frey

piątek, 2 lutego 2018

„Zakon Krańca Świata. Tom II”-recenzja

Brak komentarzy:


Tytuł: „Zakon Krańca Świata. Tom II”
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Ilość stron: 424
Wydawnictwo: Fabryka Słów


„Koniec świata to dopiero początek.


Kiedy życie Larsa Bergensona, bezwzględnego Grabieżcy, zamienia się w dymiące zgliszcza, nie pozostaje mu nic innego jak ruszyć na północ. Droga wiedzie do Wyroczni i Drzewa, które w tajemny sposób, nieustępliwie go przyzywa i nieustannie wpływa na jego życie. Za sobą Berg «Końska Czaszka» pozostawia wielu potężnych wrogów, którzy gotowi są na wiele, byle tylko mu zaszkodzić.


Wszystkie istoty, które spotka po drodze, potwory, z którymi będzie musiał się zmierzyć, wystawią na próbę jego siłę i wiarę w samego siebie.”


Fabuła 9/10


Życie Larsa Bergensona zmieniło się diametralnie. Podjął jedną z ważniejszych decyzji w swoim życiu – wyruszył na poszukiwanie legendarnego Zakonu Krańca Świata. Podróż oczywiście obfituje w wiele atrakcji – zwłaszcza tych nieprzyjemnych. Wystarczy wspomnieć, że staje się Grabieżcą – niewolnikiem pewnego typa z przerostem ego. Aby się od niego uwolnić, Lars będzie musiał podjąć bardzo ciężką decyzję, z której skutkami będzie musiał się mierzyć do końca swego życia. Tak, czy inaczej Berg wybiera się w dalszą podróż i… spotyka miłość swego życia. Gdy już myślał, że po zaginięciu swej pierwszej i ukochanej żony Avy, nie może liczyć na nic więcej, poza przelotnym romansem. To właśnie dzięki Amber odzyskał część siebie i uwierzył, że może dokonać niemożliwego. I to właśnie ona – wyjątkowa czarownica, która nie dość, że uratowała mu życie, bo zupełnie nie wiedzieć czemu, Lars był na celowniku mordercy nasłanego przez Mistrzów Blasku, to jeszcze skierowała go do swojego przyjaciela – szamana Aakunena, który pomoże mu przezwyciężyć swoje uzależnienia. I tak oto właśnie zdrowy Berg znajduje Zakon Krańca Świata, a to czego się tam dowiaduje zmienia jego życie nie do poznania…


Bohaterowie 10/10


Berg, jak to Berg – raptus o dobrym sercu. Człowiek, któremu zależy na bezpieczeństwu ludzi, których pokochał. Niewyparzony jęzor pakuje go w nie lada tarapaty, ale spryt i inteligencja potrafi wyciągnąć go z największego bagna, ale nawet największy twardziel potrzebuje u swego boku mądrej kobiety. I tak oto pojawia się w jego życiu cudowna Amber. Okazuje się, że łączy ich więcej, niż mogłoby się wydawać. To dzięki niej Berg poczuł się szczęśliwy. Jak to jednak bywa w jego życiu –szczęście to tylko krótkie przerwy na reklamę. Tak, czy inaczej, to dzięki Amber poznał Edwina Aakunena, można powiedzieć, że szamana nie z tej ziemi. Człowiek, który pomaga innym, skrywa mnóstwo tajemnic i jak by na to nie patrzeć – bardzo lubi korzystać z uroków życia. Innymi słowy nie można go zaliczyć do ascetów. Tych złych nie będę opisywać, bo przecież wiadomo, że w życiu Berga ich nie brakuje.


Styl 9/10


Autorka pisze w sposób niezwykle ciekawy. Nawet najbardziej parszywą sytuację potrafi rozśmieszyć sarkazm i ironia w wydaniu Berga. To nie lada sztuka. Znakomicie się czyta, nawet dłuższe opisy nie są męczące.


Ocena końcowa 9/10


Zdecydowanie polecam „Zakon Krańca Świata. Tom II” wszystkim, którzy cenią sobie dobrą fantastykę i twórczość Mai Lidii Kossakowskiej. Autorka zakończyła przygody Larsa Bergensona, w kilku ostatnich zdaniach drugiej części. Osobiście jestem nieco rozczarowana zakończeniem, bo czytelnik wie, czego dokona Berg, ale niestety nie wie, w jaki sposób mu się to uda i ile razy jeszcze wpadnie w bagno po uszy. Nie mniej jednak bardzo dobrze oceniam całość.


Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.


https://fabrykaslow.com.pl/autorzy/maja-lidia-kossakowska/zakon-kranca-swiata-t-1-maja-lidia-kossakowska-2/


- Frey

statystyka