czwartek, 18 stycznia 2018

Asasyni

Brak komentarzy:
I nadszedł ten czas czyli ostatni blog o tajnych stowarzyszeniach. Zajmiemy się organizacją, którą każdy zapewne zna z gier Ubisoftu, Asasynami. Znani są też również pod nazwą Nizaryci lub Hashishini 
od palonego przez nich haszyszu. Byli oni muzułmańską grupą skrytobójców. Powstała ona w latach 90. XI wieku.

Asasyni:Początek

Nizaryci byli spadkobiercami Przybytku Wiedzy. Przybytek powstał 
w roku 1000. Wszyscy jego członkowie w całości wywodzili się z jed- nego odłamu islamu szyickiego- ismailitów.
Islam podzielił się po śmierci Mahometa na dwa odłamy, szyitów (uważali, że następcą Mahometa powinien być ktoś z członków rodziny) i sunnici (oni uważali, że powinien go zastąpić jeden z jego najbliższych doradców). Szyici dzielili się jeszcze na dwie podgrupy, imamici (uważali, że było 12 prawdziwych imamów) i ismailici (według nich było ich tylko siedmioro). I właśnie z tej drugiej grupy wywodzili się członkowie Przybytku wiedzy.
Uczniom, którzy byli kuszeni poznaniem wiedzy tajemnej, robiono pranie mózgów, zasiewano wątpliwości w sercach. Akolita mógł zdobyć jeden z dziewięciu stopni wtajemniczenia. Każdy kolejny poziom charakteryzował się większym wypraniem mózgu i posłuszeństwem co do zwierzchników. Motto Przybytku Wiedzy brzmiało: „Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone”. Jednak po kilkudziesięciu latach Przybytek przestaje działać, a nauczyciele stamtąd nauczali dalej w ta- jemnicy.
Jednym z słuchaczy takiego nauczyciela był Hasan Sabbah, założyciel Asasynów. Przejął on od Przybytku Wiedzy dziewięciostopniowy poziom wtajemniczenia oraz motto. Udoskonalił on metody prania mózgu i podporządkowywania sobie ludzi. Za główną siedzibę Asasynów robiła twierdza Alamut (Gniazdo orła) w górach Elbrus, którą wykupił.

Mózg można prać tylko nie wolno wyżymać

Skuteczny zabójca powinien być całkowicie posłuszny swojemu panu oraz nie wykazywać żadnych wątpliwości. Hasan wiedział co trzeba zrobić aby ten cel osiągnąć. Zaraz po przejęciu Alamutu kazał wybudować tajemny ogród, o którym wiedział tylko on i jego najbliżsi współpracownicy. W tym ogrodzie umieścił hurysy. Gdy przyjmowali do stowarzyszenia jakiegoś nowicjusza (byli to przeważnie mężczyźni 
w wieku 12-20 lat) pierwsze co z nim robili to odurzali takiego delikwenta, w takim stanie był przenoszony do ukrytych ogrodów. Gdy adept się budził z narkotycznego snu był otoczony przez piękne dziewoje. Kobiety mówiły mu, że znajduje się się w raju. Podczas pobytu młodzieniec miał wszystkiego pod dostatkiem. Po dniu spędzonym 
w tych ogrodach, hurysy ponownie go otumaniały narkotykiem i ‘wracał’ do rzeczywistości. Po ponownym przebudzeniu część młodzieńców popełniało samobójstwo aby tylko wrócić do raju. Hasan musiał sprecyzować, że aby akolici mogli doświadczyć ponownie raju muszą wykonywać posłusznie jego rozkazy.
Abdel-Rahman w swojej ‘Sztuce podstępu’ opisał jeszcze jedną metodę motywacyjną. Otóż w zamku była specjalna komnata, w której był dół. Do niego wchodził ktoś dobrze wszystkim znany. Nad powierzchnie wystawała tylko głowa. Dziurę maskowano tak aby nikt jej nie zauważył. Do tego pokoju wpuszczano po kolei akolitów, a głowa mówiła im, że wróciła na chwilę do żywych aby opowiedzieć jakie to dobrodziejstwa po śmierci czekają wszystkich Asasynów za posłuszeństwo. Gdy wszyscy adepci wysłuchali co głowa miała do powiedzenia, wtedy Hasan podchodził do niej i za pomocą miecza oddzielał ją od reszty ciała. Taka głowa była później wystawiana na widok publiczny aby wszystko uwiarygodnić.
Tylko najzdolniejsi mogli liczyć na pełne wtajemniczenie. Legendy mówią, że dobrze wyszkoleni Asasyni na znak od zwierzchnika byli w stanie skoczyć z wysokiej wieży. Oczywiście kończyło się to ich śmiercią.

Każdy ma swoją cenę

Nie da się ukryć, że Asasyni byli skrytobójcami. Nie było dla nich ważne czy polują na chrześcijanina czy muzułmanina, wszystko zależało od wysokości oferty. Gdy dostali zlecenie na jakąś osobę, to mogła się ona czuć martwa.
Wykazywali się dużą cierpliwością i na wykonanie kontraktu mogli czekać kilka lat. Skutkowało to tym, że mogli spokojnie i niepostrzeżenie zbliżyć się do swojego celu. Posiadali też sporo uśpionych agentów co pozwalało im wtapiać się w różne społeczności. Przykładem wykorzystania uśpionych agentów może być zamordowanie Króla Jerozolimy Konrada z Montferratu. Został on zabity przez Asasynów przebranych za mnichów. W tym przypadku legenda mówi, że złapani zabójcy podczas tortur i śmierci nie wydali ani jednego dźwięku bólu, 
a zdzierano z nich skórę, a swój żywot skończyli na stosie.
Jednak gdy nie musieli mordować woleli wykorzystać łagodniejsze środki takie jak zastraszenie lub szantaż. Takie środki zastosowali na przykład w wypadku sułtana Nizama al-Mulka, który chciał raz na zawsze rozprawić się z Nizaretami. Jednak zmienił zdanie gdy obudziwszy się i zauważył tuż przy swojej głowę kartkę z ostrzeżeniem. Kartka ta była przybita sztyletem. Nikt z obozu, nawet strażnicy przy namiocie, nie zauważyli intruza.

Coś się kończy…

Tak jak ta seria o tajemnych stowarzyszeniach, tak i Asasynów spotkał koniec. W XIII wieku nikt nie mógł sobie poradzić z najazdami Mongolskimi, również Asasyni. Upadek rozpoczął się w 1256 roku gdy Mongołowie zdobyli Alamut czyli ich główną siedzibę. Stowarzyszenie zabójców przestało istnieć wraz z upadkiem ich ostatniej twierdzy Girdkuh. A było to w roku 1270.

~Dominik



czwartek, 21 września 2017

Obejmujemy Falkon patronatem medialnym

Brak komentarzy:


Tegoroczny Falkon odbędzie się w dniach 3-5 listopada 2017 roku. Tradycyjnie impreza będzie odbywała się w pomieszczeniach Targów Lublin S.A. A my mamy przyjemność objąć patronatem tegoroczną edycję.
Na oficjalnej stronie Falkonu można poznać więcej szczegółów tj. goście czy atrakcje przygotowane przez organizatorów. Również tam można dowiedzieć się o biletach na wydarzenie.

piątek, 15 września 2017

“Doskonała” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Doskonała”
Autor: Cecelia Ahern
Ilość stron: 479
Wydawnictwo: Akurat
„Trzymająca w napięciu, szokująca i wzruszająca kontynuacja «Skazy» - powieści, którą znana i ceniona na całym świecie autorka podbiła serca także najmłodszych czytelniczek.
Celestine żyje w społeczeństwie opanowanym obsesją doskonałości. Napiętnowana Skazą, decyduje się na bunt przeciwko nieludzkiemu systemowi. Jedyną osobą, której może zaufać, jest Carrick. Czy dwoje młodych, kochających się ludzi ma jakiekolwiek szanse w walce z bezdusznym, skostniałym porządkiem? Czy zapał i gorąca miłość wystarczą, by skierować świat na nowe tory?”
 
Fabuła 10/10
 
„Skaza” zakończyła się w chwili, kiedy Celestine uciekła z domu, od swojej demaskatorki Mary May i została oficjalnym zbiegiem i najbardziej poszukiwaną Naznaczoną w kraju. Od tej chwili ukrywała się u dziadka, który był nękany ciągłymi inspekcjami. Wskutek niefortunnego zbiegu okoliczności dziadek został zamknięty w areszcie za ukrywanie zbiega, choć samego zbiega nie odnaleziono. Carrick zgodnie z daną Celestine obietnicą odnalazł ją w odpowiedniej chwili i zawiózł do fabryki, w której sam pracował. Tam właśnie pracowała duża ilość Naznaczonych, którzy uciekli przed bezwzględnym systemem. Sielanka niestety nie trwała długo, gdyż w ich szeregach ukrył się zdrajca. Zdruzgotana kolejną ludzką porażką nie poddała się i zgodnie z oczekiwaniami stanęła na czele tych, którzy nie zgadzali się z wątpliwymi decyzjami stojącego na straży doskonałości Trybunału.
 
Bohaterowie 9/10
 
Celestine pomimo młodego wieku w końcu okazała się godną przywódczynią. Jednocześnie jest człowiekiem z krwi i kości, który boleśnie odczuwa swoje porażki i cieszy się każdym, nawet najdrobniejszym sukcesem. Dzięki empatii i logice stała się wzorem do naśladowania. Jej determinacja jest godna podziwu. W tej ciężkiej walce jej dobrowolnym towarzyszem stał się Carrick Vane, który był świadkiem wypalania jej wszystkich Skaz. Obiecał, że ją znajdzie i dotrzymał słowa. Pomimo tego, że jest to człowiek nieufny i bardzo zamknięty w sobie nie opuszcza jej. Stał się nie tylko przyjacielem i doradcą, ale również partnerem. „Wielki zły” to nieustannie sędzia Bosco Craven, który przez swoją arogancję wpadł w nie lada tarapaty, a teraz pozostało mu tylko dalej plątać się w sieci kłamstw, które sam rozsiał. Oczywiście nie widzi swoich błędów i uważa, że nie ma za co przepraszać. Sędzia Sanchez również okazała się inna niż wydawałoby się czytelnikowi. Kiedy stanęła przed wyborem: naprawić zło, które wyrządziła, a chronić własną skórę - nietrudno zgadnąć co wybrała. 
 
Styl 10/10
 
Cecelia Ahern niezmiennie pisze w sposób, które porusza czytelnika. Książkę czyta niezwykle przyjemnie, pomimo sytuacji, które są opisywane. Widzimy wszystko oczami Celestine i czujemy to, co ona czuje. Ogrom uczuć, który autorka przekazuje potrafi przytłoczyć, ale dzięki temu jej książki są po prostu niezwykłe.
 
Ocena końcowa 10/10
 
„Doskonała” to wspaniała kontynuacja i zakończenie „Skazy”. Jak każda książka Cecelii Ahern zawiera w sobie ogrom prawd życiowych, nad którymi czytelnik choćby nie chciał to i tak się zastanowi. Zapewne to jest sekret książek autorki, którymi zyskała serca wielu czytelników na całym świecie, w tym i moje. Zakończenie „Doskonałej” jest doskonałym zakończeniem tej wyjątkowej opowieści.
Zdecydowanie polecam „Doskonałą” jako książkę o życiu, trudnych wyborach i o ludziach – zarówno tych dobrych, jak i tych złych, których każdy z nas spotyka na swojej drodze.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business & Culture.
- Frey

środa, 13 września 2017

“Obrońcy Shannary. Czarne Ostrze” - recenzja Fantastyka, Mitologia, Magia·26 sierpnia 2017Odczytano 10 razy

Brak komentarzy:
Tytuł: „Obrońcy Shannary. Czarne Ostrze”
Autor: Terry Brooks
Seria: Obrońcy Shannary
Ilość stron: 335
Wydawnictwo: Replika
 
“Prowadzący dotąd spokojne życie Paxon odkrywa, że pisany jest mu całkiem inny, pełen niebezpieczeństw los…
Dawne historie opowiadają o królach i wojownikach, którzy niegdyś władali Górami Leah i wyruszali na wielkie wyprawy ze swoją legendarną bronią, którą druid Allanon przed wiekami wypełnił potężną magią. Bohaterowie ci dawno odeszli, a stary miecz wiszący nad kominkiem Paxona, ostatniego przedstawiciela niegdyś wielkiego rodu Leah, zdaje się jedynie kawałkiem żelaza. W niezwykłych okolicznościach chłopakowi udaje się jednak wyzwolić z ostrza potężną magię, przez co zwraca na siebie uwagę druidów zamieszkujących tajemniczą warownię Paranor. Z ich pomocą chłopak odkrywa swoje przeznaczenie…”
 
Fabuła 9/10
 
Cała historia rozpoczyna się w chwili, w której Paxon Leah – ostatni z męskich potomków wielkiego rodu Leah rozmyśla o dokonaniach swoich wielkich przodków. Żałuje, że nie może im niczym dorównać, że prowadzi rodzinny interes transportowy, aby zapewnić godziwe warunki życia sobie, swojej mamie i 15-letniej siostrze. Kocha swoją rodzinę, ale w głębi serca czuje, że chciałby żyć w inny sposób. I tak oto marzenia stają się rzeczywistością, w chwili, w której Jayet znajduje go i oznajmia, że jego młodsza siostra po raz kolejny wpakowała się w niezłe tarapaty. Paxon rusza na ratunek (jak nietrudno się domyślić) lekkomyślnej Chrysallin, ale to co go spotyka wydaje się go przerastać, bo w niezwykłych okolicznościach udało mu się uwolnić magię ze swojego miecza, które traktował jedynie jako pamiątkę po przodkach. Czyn ten sprowadził mu na głowę Czwarty Zakon Druidów (przed nimi przecież nic się nie ukryje, nie?) i od samej Ard Rhys Zakonu otrzymał niezwykłą propozycję. Od wielu lat nikt nie dostał takiej szansy. A zatem życzenia się spełniają, ale trzeba z nimi uważać, żeby po drodze nikogo nie spotkała krzywda…
 
Bohaterowie 9/10
 
Paxon to zaledwie 20-letni młodzieniec, na którym ciąży odpowiedzialność opieki nad całą rodziną. Wie, że nie może ich zawieść i wszelkie jego działania podyktowane są tym, że chciałby ich chronić. Nie jest on jednak superbohaterem, a jedynie człowiekiem, któremu zdarzają się potknięcia i impulsywne decyzje, ale w gruncie rzeczy to naprawdę dobry człowiek. Chrysallin jako 15-latka dostarcza mu dużo trosk i zmartwień, bo jako nastolatka podejmuje nader pochopne i lekkomyślne decyzje, ale wie, że zawsze, choćby nie wiem co uczyniła, to Paxon jej pomoże. Nader ciekawą postacią w całej historii jest Ard Rhys Czwartego Zakonu Druidów, która jest postacią niezwykle tajemniczą i przewidującą. Znakomita z niej dyplomatka, ale i jej nie udało się uniknąć poważnego błędu. Zaufała komuś bardzo niewłaściwemu. Ale komu z nas nie zdarzył się taki błąd? Tak, czy inaczej rolę „wielkiego, złego wilka” odgrywa bezwzględny czarnoksiężnik Arcannen, który nie waha się przed niczym, byle tylko osiągnąć swój cel. Ma wygórowane ambicje i jest przebiegły, co czyni go trudnym przeciwnikiem. A jest jeszcze gorzej, bo tylko on ma coś, czego Paxon potrzebuje…
 
Styl 10/10
 
Autor pisze w sposób lekki i przystępny dla czytelnika. Wyjaśnia wszystkie zawiłości świata, który stworzył. Żeby lepiej zrozumieć sytuacje poszczególnych bohaterów to wcielamy się w rolę nie tylko Paxona, ale również Chrysallin, Ard Rhys i samego Arcannena. Dzięki temu czytelnik wie, jak trudne były niektóre wybory. Zachował równowagę między dialogami, a opisami, które nie tylko nie są nużące, a wręcz zachwycające. Nieczęsto się zdarza inny zabieg – opis tortur, w których nie dominują krwawe sceny śniące się czytelnikowi po nocach. W tym przypadku bardziej działała wyobraźnia, choć niemal odczuwało się ból osoby torturowanej.
 
Ocena końcowa 9/10
 
Zdecydowanie polecam „Obrońców Shannary. Czarne Ostrze” wszystkim fanom fantastyki bez względu na wiek. Dzięki tej książce można się przenieść w świat wypełniony magią (choć nie wszędzie można jej używać) i po prostu zapomnieć o błahostkach tego świata. To nie tylko książka o fantastycznym świecie i druidach, ale także o odpowiedzialności, podejmowaniu decyzji i ich konsekwencjach. Z niecierpliwością czekam na kolejną część przygód Paxona Leah.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu Replika.
- Frey

wtorek, 12 września 2017

“Taniec w ogniu” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Taniec w ogniu”
Autor: Josephine Angelini
Seria: Worldwalker Trilogy
Ilość stron: 488
Wydawnictwo: Jaguar
 
“Podobno istnieje nieskończona liczba światów, w których każdy z nas ma swoje alter ego. Co więcej, niektórzy są w stanie pomiędzy tymi światami wędrować.
Lily Proctor przekonała się o tym, gdy została przywołana przez Lilian, najpotężniejszą czarownicę w całym alternatywnym Salem, diametralnie innym od tego, w którym wychowała się Lily. W świecie Lilian to czarownice palą na stosach naukowców, a Koczownicy mieszkający poza murami miasta walczą o życie ze Splotami, zwierzętami o niewyobrażalnej sile.
Lily musi stanąć do walki z alternatywną wersją samej siebie, znaleźć sposób na pokonanie Splotów i ocalenie Koczowników, a co najważniejsze – oddzielić dobro od zła.”
 
Fabuła 9/10
 
„Taniec w ogniu” rozpoczyna się w chwili, w której Lily wraz z Rowanem lądują w jej świecie. Lily jest bliska śmierci. Nie potrafi dostatecznie szybko przetwarzać energii pobieranej ze stosu, w związku z czym dorobiła się poparzeń III stopnia. Niezbędne jest wytworzenie nowej skóry, co jest jedną ze specjalizacji jej głównego mechanika. Juliet, jej siostra nie potrafi pojąć całej sytuacji. Gdzie i dlaczego zniknęła Lily? Z pomocą przychodzi matka, która ku zdumieniu wszystkich nie jest wariatką. Ona widzi wszystko co dzieje się w równoległych wymiarach i to doprowadziło do tego, że po prostu ma nadmiar informacji. Oliwy do ognia dolewa niezwykle dokładna agentka FBI, która MUSI się dowiedzieć , co się działo z Lily w trakcie jej 3 miesięcznej nieobecności. W tym samym czasie Lilian nie ustaje w wysiłkach i krok po kroku wyjaśnia Lily istotę całego bagna, w którym obie tkwią. Tak, czy inaczej Lily musi wrócić do szkoły i stawić czoła m.in. swojemu Tristanowi. Później sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, bo… Lilian wysyła Carricka do świata Lily. Wskutek dalszych nieprzewidzianych wydarzeń główna bohaterka wraz z całym swoim sabatem (tak, dobrze czytacie – Lily naznaczyła kilkoro znajomych w swoim świecie) wraca tam, gdzie wszystko się zaczęło, czyli do świata Lilian, w którym zostaje zdradzona przez Rowana. A dlaczego to już sami się przekonajcie.
 
Bohaterowie 9/10
 
Lily, Lilian i Rowana wydawałoby się, już dobrze poznaliśmy, a mimo to potrafią zaskoczyć. Lily nigdy nie wybacza. To jest jej cecha charakterystyczna. Każdy, kto ją zawiódł zostawał od razu „skreślony”. Lilian robi wszystko, aby Lily zrozumiała motywy jej działań. Nie wszystko jest „czarne” lub „białe”. Nie ma jednoznacznej granicy między tym co dobre, a tym co słuszne. Próbuje jej wyjaśnić całość sytuacji pokazując swoje wspomnienia i to, co ją spotkało w spopielonym świecie. Nadal ciężko mi wybrać, czy jest ona ofiarą, czy bezwzględnym oprawcą. Następnie Rowan, który już przeżył zawód nie tylko miłosny w przypadku Lilian, jest mało ufny. Boi się kolejnego zranienia przez ukochaną osobę, a jednocześnie robi wszystko, aby uchronić Lily przed całym, złym światem. A jednak robi coś, czym sam ją rani. Do grona „wielkich złych” niewątpliwie zaliczyć możemy bezwzględnego Carricka, który lubuje się w torturach, które mają trwać tak, aby ofiara żyła jak najdłużej. Kolejny upierdliwiec to agentka Simms, która tropi Lily niczym drapieżnik swoją ofiarę. 
 
Styl 10/10
 
Bez wątpienia książkę czyta się rewelacyjnie. Autorka ma dość rozbudowane opisy, które napisane są w taki sposób, że niemal czuje się zapach stosu, trawy, czy spopielonej skóry. Czytelnik czuje wszystko, co czują bohaterowie. W pewien sposób to upiorne uczucie, bo nie można odłożyć książki bez uprzedniego jej skończenia. Autorka dołożyła wszelkich starań, aby w drugiej części swojej trylogii namieszać czytelnikowi w głowie postacią Lilian.
 
Ocena końcowa 9/10
 
Worldwalker Trilogy miała być dla mnie lekką literaturą – ot tak, żeby się rozerwać i przeczytać jakiś fajny romans ze świata fantastyki. Jednakże „Taniec w ogniu” zburzył mój światopogląd i kazał spojrzeć na całą fabułę i bohaterów z nieco innej perspektywy. Autorka rozbudowała wątek Lilian i pokazała jej przeszłość. Pokazała, co ludzie jej zrobili, jak ją złamali i upokorzyli. To dało mi trochę do myślenia, że życie jest pełne odcieni szarości. Coś, co wydaje się zbrodnią i zdradą, bywa jednak pomocą i ochroną, choć trudno to na początku zrozumieć.
Zdecydowanie polecam „Taniec w ogniu” wszystkim, którzy chcą przeczytać niezwykłą książkę o niezwykłych ludziach – o tych dobrych, o tych złych, a także o tych, których nie da się jednoznacznie „zaszufladkować”.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu Jaguar.
- Frey

poniedziałek, 11 września 2017

“Ubezwłasnogłowieni” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Ubezwłasnogłowieni”
Autor: Stuart MacBride
Ilość stron: 397
Wydawnictwo: EditioBlack
„Ubezwłasnogłowieni. Przestępcy skazani na chirurgiczne okaleczenie, poddani lobotomii i oddelegowani do wykonywania prac społecznych. Odczłowieczeni nieodwołalnie, bez prawa do ułaskawienia. I bez powrotu do normalności. Tylko czy na pewno?
Jedna z najgroźniejszych seryjnych morderczyń, pałająca żądzą zemsty doktor Fiona Westfield, po sześciu latach wraca do świata zwykłych ludzi…
 
Chwila, w której Will Hunter, wysoki oficer w strukturach służb specjalnych Wielkiej Brytanii, ponownie wchodzi do Sherman House, należy do najgorszych w jego życiu. To miejsce budzi w nim demony, wyzwala wspomnienia, z którymi od lat nie może sobie poradzić. Okoliczności, w jakich trafia do dawniej ekskluzywnego, a dziś zapuszczonego budynku w niebezpiecznej, stojącej na krawędzi rewolty dzielnicy Glasgow, nie ułatwiają zadania. Will ma pomóc w ustaleniu sprawcy przerażającego morderstwa, które tu popełniono. Rozpoczyna szaleńczy pościg za zabójczynią. Już raz ją schwytał. Teraz, po latach, nadszedł czas jej zemsty. Śledztwo ujawnia coraz mroczniejsze tajemnice. Czy Will zdoła zatrzymać rozkręcającą się spiralę bestialskich zbrodni?”
 
Fabuła 9/10
 
Akcja dzieje się w Glasgow, w niedalekiej przyszłości. Świat, w którym broń palna odeszła w przeszłość, a jej miejsce zastąpiły blastery, megablastery i miotacze, które potrafią wypalić dziurę w człowieku, a jeśli ustawi się na dużą moc – to jatka murowana. Jest to również świat, w którym wyhodowanie dowolnej części ciała w laboratorium nie stanowi problemu, więc utrata ręki, czy twarzy i przeszczepienie sobie klonplantu w miejsce „utraconej” części to błahostka. W tym świecie karą za bestialstwo jest lobotomia, która wspólnie z utratą żuchwy, nadrukiem kodu kreskowego na czole odbiera człowieczeństwo. Wtedy jest się jedynie „czymś” co sprząta. Taki los spotyka zbrodniarzy, którzy w teorii nie stanowią żadnego zagrożenia dla normalnych jednostek. Jednakże Fiona Westfield odzyskuje swoje uczucia, pamięć i jedyne o czym marzy, to zemsta na tych, którzy odebrali jej tożsamość i skazali na życie, w którym nie była sobą. Jednakże do tego daleka droga. Po drodze oczywiście zgotuje piekło tym, którzy napatoczą się jej po drodze lub nieszczęśnikom, którzy mieli nieszczęście ją spotkać. Na szczęście jednak na jej tropie jest wicedyrektor Organizacji William Hunter, który nie spocznie, dopóki nie wypełni zadania. 
 
Bohaterowie 9/10
 
Główny bohater – William Hunter to klasyczny superbohater. Po dramatycznych przeżyciach w Sherman House, które miały miejsce 11 lat wcześniej pragnął, aby jego stopa już nigdy nie przestąpiła progu tego plugawego miejsca. Los przygotował jednak dla niego kilka niemiłych niespodzianek. Nie dość, że musi stawić czoła swoim lękom i koszmarom, to jeszcze okazuje się, że budynek ten stał się siedliskiem jeszcze większego zła (choć początkowo wydawało się to niemożliwe). Will jako niezwykle uparte „bydlę” nie spocznie, dopóki nie wyjaśni tajemnicy Sherman House, a nie jest to łatwe zadanie, pani dyrektor (zwana pieszczotliwie „jej sukowatością”) wyraźnie zakazała przyjacielskich wizyt w tymże parszywym miejscu pod groźbą zwolnienia. Ale co tam zakazy! Przecież prawda musi ujrzeć światło dzienne! Tylko, czy na pewno ujrzy? Jego najlepszy przyjaciel Brian Alexander to również niezłe ziółko. O ile Will ma sumienie i nie chce wydobywać informacji niezbędnych dla dobra śledztwa poprzez tortury to dla Briana nie stanowi to żadnego problemu. Wystarczy przytoczyć jeden z ciekawszych cytatów:
 
„ Pobudka, Kenny, pora na mały wpierdol! […] – To twój szczęśliwy dzień, Kenny: dwa manta w cenie…”
Kolejną bardzo ciekawą postacią jest sierżant Jo Cameron. Funkcjonariuszka policji, której marzeniem była praca w Organizacji, dlatego skorzystała ze sposobności współpracy dzięki przyjęciu posady łącznika. Jej osobowość, wypowiedzi, upór i sposób ubierania nadają jeszcze więcej pikanterii całej historii, choć wydawało się to niemożliwe. Rola „czarnego charaktera” bezkonkurencyjnie należy do Fiony Westfield, która już jako 18-latka odkryła swoją pasję – zadawanie cierpienia, okaleczanie i patroszenie ludzi. Osiągnęła w tym poziom „mistrz”. Żeby było jeszcze „zabawniej” to rozpoczęła program terapii psychologicznej dla morderców, sadystów, gwałcicieli i wszelakiej maści zwyrodnialców, aby… dalej kształtować ich psychikę na swoje podobieństwo. 
 
Styl 10/10
 
Autor opisuje całość wydarzeń z punktu widzenia zarówno Willa jak i Fiony. Zdarzają się również epizody, w których postrzegamy rzeczywistość z punktu widzenia wspomnianego wcześniej „Kenny’ego”. Z początku miałam problem z wpleceniem w całość jednego z początkowych rozdziałów, lecz w późniejszej części stało się to aż nazbyt jasne. Autor stosuje niezwykle barwne słownictwo i nie obawia się drastycznych scen – w końcu to kryminał. 
 
Ocena końcowa 9/10
 
„Ubezwłasnogłowionych” z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim fanom kryminału i thrillera, dla których sceny okaleczeń, zbrodni i intryg nie stanowią problemu. Wrażliwszym czytelnikom, którzy jednak chcieliby poznać tą wyjątkową historię odradzałabym jednak spożywanie posiłków bezpośrednio przed czytaniem. Muszę przyznać, że autor w sposób niezwykle przemyślany przygotował swoją historię i opisywał losy bohaterów. Nieco niepokojący jest jednak fakt opisu zbrodni- skąd autor miał takie pomysły?
Tak, czy inaczej nie pozostaje nic innego, jak czekać na kolejną część, bo na końcu książki jest nic innego jak „ciąg dalszy nastąpi”.
Premiera już 17 sierpnia!
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję grupie Helion S.A. oraz EditioBlack.
- Frey

statystyka