sobota, 20 maja 2017

“Nowicjuszka” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Nowicjuszka”
Autor: Trudi Canavan
Seria: Trylogia Czarnego Maga
Wydawnictwo: Galeria Książki
 
„Imardin to miasto ponurych intryg i niebezpiecznej polityki, gdzie władzę sprawują ci, którzy obdarzeni są magią. W ten ustalony porządek wkracza uboga dziewczyna o niezwykłym talencie magicznym. Odkąd wstępuje do Gildii Magów, jej życie zmienia się nieodwracalnie. Sonea spodziewała się wprawdzie, że nauka w Gildii Magów nie będzie łatwa, ale nie przewidziała tak dużej niechęci ze strony innych nowicjuszy. Jej szkolnymi kolegami są bowiem synowie i córki najpotężniejszych rodów w królestwie, którzy zrobią wszystko, żeby Sonea poniosła klęskę. Niemniej przyjęcie opieki Wielkiego Mistrza może dla niej oznaczać jeszcze marniejszy los, bo Akkarin skrywa sekret znacznie czarniejszy niż barwa jego szaty.”
 
Fabuła 10/10
 
Jeśli ktoś myślał, że życie Sonei zmieni się na dobre to mocno się przeliczył. Owszem, nie może narzekać na biedę, ale ciężko pracuje na to, aby nie być postrzeganą jako „dziewczyna ze slumsów”. Koledzy i koleżanki nieustannie rzucają jej kłody pod nogi, wyszydzają i znaleźli sobie w niej kozła ofiarnego. Rolę „czarnego charakteru” w miejsce mistrza Ferguna zajął bezczelny i podły kolega z roku – Regin z rodu Winar, domu Paren. Robi wszystko, aby uprzykrzyć jej życie. Doprowadza nawet do tego, że Sonea i jej opiekun, mistrz Rothen posądzeni są o romans. Kończy się to tak, że Sonea musi się przenieść do domu studentów, gdzie jej życie staje się dosłownie piekłem. Ale ona nadal się nie poddaje. Pikanterii całej historii dodaje fakt, że Rothen traci opiekę nad Soneą na rzecz Wielkiego Mistrza Akkarina. A dzieje się w niezwykłych okolicznościach i nie sprawia nikomu radości. Chodzi jedynie o to, aby mroczny sekret Akkarina nie ujrzał światła dziennego. Ale czy nie kryje się za tym coś więcej?
 
Bohaterowie 10/10
 
Autorka pokazuje nam niezwykły charakter Sonei – dziewczyna jest uparta i zdeterminowana, aby ukończyć naukę w gronie najlepszych studentów. Pomimo problemów cały czas poświęca na nadprogramową naukę, a każdą wolną chwilę spędza w bibliotece. Pomimo nieustannych bojowych ataków, ona jedynie się broni. Nikogo nie atakuje. Natomiast Regin jak to przystało na „klasowego samca alfa” wykorzystuje swoją pozycję w stadzie, żeby ją osłabić i upokorzyć. Doprowadza nawet do jej magicznego wyczerpania. Oczywiście nauczyciele o tym wiedzą. Ona jednak nie śmie nikogo oskarżać. Po prostu nie chce nikogo skrzywdzić. Nawet swojego oprawcy. Pojawia się nowa postać – syn Rothena – Dorrien. Młody mag wybrał specjalizację uzdrowicielską i wyjechał w góry, aby pomagać innym ludziom, czym zjednał sobie Soneę. To właśnie Dorrien staje się „światełkiem w tunelu” dla Sonei. Pomaga jej, wspiera, a nawet doradza jak może dyplomatycznie upokorzyć Dorriena. Żeby było jeszcze śmieszniej to Akkarin stara się nie okazywać żadnego zainteresowania swoją podopieczną, ale z jego polecenia Sonea pobiera dodatkowe lekcje z magii bojowej. Więc pytanie nasuwa się samo: czy, aby na pewno jest taki zły, na jakiego wygląda?
 
Styl 10/10
 
Nadal czyta się z niezwykłą przyjemnością. Opisy nie są męczące, a rozbudowane jedynie na tyle, aby czytelnik zrozumiał sytuację. Dialogi znakomicie komponują w jedną, zwięzłą całość. Po prostu nie można się od książki oderwać.
 
Ocena końcowa 10/10
 
„Nowicjuszka” to znakomita kontynuacja „Gildii Magów”. Poznajemy dalsze losy bohaterów, z którymi nie sposób nie zżyć się. Czytelnik dowiaduje się więcej o krainach sprzymierzonych, a autorka z każdym kolejnym zdaniem coraz bardziej zaskakuje. Stworzyła niezwykły świat, w którym można się zatracić. Jest w nim wszystko co lubię: przyjaźń, oddanie, a także zdrady, intrygi oraz magia. A zatem każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Zdecydowanie polecam na długie, zimowe wieczory, a także po to, aby odzyskać wiarę w ludzi.
 
- Frey

wtorek, 25 kwietnia 2017

“Harry Potter i Przeklęte Dziecko” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Harry Potter i Przeklęte Dziecko”
Seria: Harry Potter
Autorzy: J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Media Rodzina
 
“Ósma historia. Dziewiętnaście lat później…
Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej nie ma go teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym.
Podczas, gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, którego nigdy nie chciał przyjąć. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.”
 
Fabuła 9/10
 
Jak było do przewidzenia, autorka musiała się w końcu ugiąć pod presją fanów młodego czarodzieja i w końcu powstała nowa opowieść – 19 lat później. Nasi bohaterowie dorośli, założyli rodziny i podjęli pracę. Hermiona Granger – Weasley została Ministrem Magii, Harry Potter – szefem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, a Ron Weasley prowadzi sklep z magicznymi gadżetami. Mają dzieci, które chodzą razem do szkoły. Pech (lub szczęście) chce, że najlepszym przyjacielem Albusa Pottera zostaje nie kto inny jak Scorpius Malfoy. Chłopcy trafiają do Slytherinu… W tym czasie w Ministerstwie Magii zostaje skonfiskowany czarnomagiczny zmieniacz czasu, a dom Harry’ego i Ginny nawiedza Amos Diggory. Domaga się on, żeby Harry za pomocą owego zmieniacza przywrócił jego syna do życia, bo przecież za Wybrańca oddało życie wielu dobrych czarodziejów. Jak nietrudno się domyślić Harry odmawia, ale nie sprawa mu to radości. Świadkiem rozmowy jest Albus, który poznaje Delphi – kobietę, która podaje się za opiekunkę Amosa i twierdzi, że jest on jej stryjkiem. Tak, czy inaczej żądny przygód Albus namawia Scorpiusa do kradzieży zmieniacza czasu, żeby uratować Cedrika. Co się jednak za tym kryje – to już zupełnie inna historia, która mrozi krew w żyłach.
 
Bohaterowie 9/10
 
Dorośli Harry, Ron i Hermiona są drugoplanowymi bohaterami, a prym wiodą Albus i Scorpius. Młody Albus nie potrafi poradzić sobie z presją bycia synem Harry’ego Pottera, a sam Harry nie wie jak ma rozmawiać ze swoim dorastającym synem. Prowadzi to oczywiście do wielu zdań wypowiedzianych pod wpływem emocji, których obydwaj żałują. Moim zdaniem jednakże na szczególną uwagę zasługują dwie postaci: Draco i Scorpius Malfoy, którzy w przeciwieństwie do Potterów nie rozmawiają ze sobą, ani nie okazują uczuć. Jednakże Draco broni syna przed wszystkimi, a w konsekwencji dochodzi do znacznego ocieplenia stosunków między nim a Harrym. A sposób w jaki do tego doszło jest naprawdę ciekawy. Żeby rozbudzić Waszą ciekawość powiem tyle: tych dwoje dorosłych czarodziejów zdemolowało kuchnię jednego z nich w trakcie pojedynku.
 
Styl 8/10
 
Jak zapewne wszyscy wiedzą „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” to scenariusz sztuki wydany w formie książki. Nie można się tutaj spodziewać refleksji i przemyśleń bohaterów, gdyż takowe pojawiają się w ich własnych wypowiedziach. W dodatku w uboższej formie. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się z zapartym tchem, co jest dużym atutem.
 
Ocena końcowa 9/10
 
„Harry Potter i Przeklęte Dziecko” z czystym sumieniem polecam przede wszystkim fanom Harry’ego Pottera, którzy podobnie jak ja, byli ciekawi, co się z nim działo po 19 latach. Oczywistym jest fakt, że brakuje mi wielu szczegółów z życia jego i jego przyjaciół, niemniej jednak jestem zadowolona, choćby z takiej namiastki, jaką udało się otrzymać. Żeby jednak nie spoilerować tym, którzy jeszcze nie czytali tej pozycji, nie zdradzę, kto jest tytułowym przeklętym dzieckiem. Powiem tylko tyle: to nie Albus. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej to zachęcam do sięgnięcia po „Harry’ego Pottera i Przeklęte Dziecko”.
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.
 
- Frey

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

“Gildia Magów” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Gildia Magów”
Autor: Trudi Canavan
Seria: Trylogia Czarnego Maga
Wydawnictwo: Galeria Książki
 
„Co roku magowie z Imardinu gromadzą się, by oczyścić ulice z włóczęgów i żebraków. Mistrzowie magicznych dyscyplin są przekonani, że nikt nie zdoła się im przeciwstawić. Ich tarcza ochronna nie jest jednak tak nieprzenikniona, jak im się wydaje. Kiedy tłum bezdomnych opuszcza miasto, młoda dziewczyna, wściekła na okrutne traktowanie jej rodziny i przyjaciół ciska w tarczę kamieniem. Ku zaskoczeniu wszystkich kamień przenika przez barierę i dosięga jednego z magów. Oto spełnił się najgorszy sen Gildii: w Imardinie przebywa nieszkolona magiczka. Trzeba ją znaleźć, i to szybko, nim jej moc wyrwie się spod kontroli, niszcząc zarówno ją jak i miasto.”
 
Fabuła 10/10
 
Autorka stworzyła mocno rozbudowany świat, w którym jest magia, władza i potęga. Nadała swoim krainom niezwykłe nazwy takie jak Kyralia, Sachaka czy Elyne. Każda z nich jest inna od poprzedniej, ale tylko w Kyralii mogą się uczyć magowie. Żadna z innych krain nie ma Gildii, w której można się uczyć magii. Jeśli takowa miałaby powstać byłoby to niezgodne z prawem panującym w Krainach Sprzymierzonych. Jednakże nasza historia zaczyna się od Czystki, której zadaniem było oczyszczenie miasta z biedoty i młodej Sonei. To właśnie ta niepozorna dziewczyna rzucając kamień w tłum magów przełamuje ich tarczę ochronną, gdyż zupełnie nieświadomie „naładowała go” magią. Od tej chwili zaczyna się „polowanie” i dyskusje co należy zrobić z niewyszkolonym magiem. Po długich i burzliwych dyskusjach zapada jednak decyzja, żeby przyjąć ją na naukę do Gildii. A to dopiero początek kłopotów, które tylko się czają na młodziutką Soneę…
 
Bohaterowie 9/10
 
Mamy tutaj niesamowity przekrój przez różne typy osobowości, wieku i płci. Główna bohaterka – Sonea to młoda, inteligentna i niezwykle nieufna dziewczyna, jej najlepszy przyjaciel z młodości Ceryni to bardzo pomysłowy i nieugięty złodziej (ale złodziej w tym świecie znaczy zupełnie coś innego), czy też mistrz alchemii Rothen – dojrzały mężczyzna o gołębim sercu i niezwykłej empatii. Nie może oczywiście zabraknąć typowego „czarnego charakteru”, jakim jest w tym przypadku mistrz Fergun – przebiegły i podstępny manipulator. Zrobi dosłownie wszystko, aby tylko osiągnąć swój cel. Wisienką na torcie jest Wielki Mistrz Gildii Magów – Akkarin. Mag posiadający niezwykłą moc, którego wszyscy się boją – nawet jego najlepszy przyjaciel z czasów studiów, czyli dobrotliwy administrator Lorlen. Jak widać nie można liczyć na nudę.
 
Styl 9/10
 
Czyta się lekko i nie sposób oderwać się od książki. Opisy są rozbudowane na tyle, aby czytelnik mógł się poczuć tak, jakby sam znajdował się w tym magicznym świecie. Z początku akcja rozgrywa się powoli i czytelnik ma czas na poznanie zwyczajów panujących zarówno wśród ubogich jak i dobrze sytuowanych magów, co stanowi niewątpliwą zaletę książki.
 
Ocena końcowa 9/10
 
Książka zdecydowanie warta polecenia. Znajdzie fanów nie tylko wśród kobiet, ale również mężczyzn (została mi polecona właśnie przez dojrzałego mężczyznę, oczywiście fana fantastyki). Jedyny minus jak dla mnie to pierwsza część, w której Sonea zmuszona jest do nieustannej ucieczki przed Gildią (sądziła, że ci chcą ją skrzywdzić, a nie uczyć) co z początku jest nieco nużące, ale nie należy dać się zwieść tej początkowej „nudzie”. Później akcja nabiera takiego tempa, że nie sposób się oderwać od książki, a zakończenie jest takie, że czytelnik od razu szuka kolejnej części. Jak dla mnie rewelacja, którą mogę polecić z czystym sumieniem, nie tylko na długie, zimowe wieczory, ale również jako niesamowite studium ludzkich zachowań.
- Frey

niedziela, 16 kwietnia 2017

“Bramy Światłości” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Bramy Światłości. Tom 1”
Seria: Bramy Światłości
Autor: Maja Lidia Kossakowska

Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Fabryka Słów

„Pan odszedł i serce świata przestało bić. Królestwo, oparte na solidnej podstawie niebiańskiej hierarchii, musi trwać.
Daimon, jeszcze niedawno wyrzutek i szaleniec, pragnący zniszczyć świat, znów stał się szanowanym, choć niezbyt lubianym Świetlistym, Abbadonem, Niszczycielem, w służbie Królestwu. Odwieczna, ulubiona banda skrzydlatych drani, zabójców i intrygantów na nowo przygarnęła go do swoich wielkich, gorących serc. Alleluja!
Świetlista z dobrego rodu, imieniem Sereda – podróżnik, kartograf, odkrywca – która właśnie wróciła z kolejnej wyprawy, przyniosła Razjelowi, Panu Tajemnic, dobrą nowinę. Znane jest miejsce bytności Pana.
Królestwo organizuje ekspedycję badawczą w dzikie i nieznane Strefy Poza Czasem, by rzucić się w wir najbardziej szalonych niebezpieczeństw czyhających gdzieś na najparszywszym zadupiu wszechświata i odnaleźć emanację Światłości.
Dowódcą wyprawy zostaje Tańczący Na Zgliszczach ze śmiercionośną Gwiazdą Zagłady.”

Fabuła 10/10

Dzieje się dokładnie to, co zostało opisane na okładce książki. Świetlista Sereda w trakcie jednej ze swoich wypraw poczuła Światłość i szybciutko doniosła o tym Razjelowi, który niezmiernie się ucieszył z jej wizyty (jak mógłby się nie ucieszyć). Pan Tajemnic z kolei pospieszył do regenta Królestwa, czyli Gabriela. Dżibril nie był tym faktem zachwycony, jak łatwo się domyślić, no bo przecież jakim cudem Światłość mogła sobie wybrać tak parszywe miejsce na swoją kryjówkę, nie mówiąc już o tym, żeby się objawić jakiejś podróżniczce. Po prostu podłość! Dyplomatycznie jednak należało wysłać tam ekspedycję, żeby ta wieść nie rozeszła się po najbardziej plugawych zakątkach wszechświata. Kolejnym dyplomatycznym krokiem było uczynienie Daimona Freya dowódcą wyprawy, ku wielkiemu niezadowoleniu Seredy. Jakby tego było, mało Świetlista na każdym kroku torpedowała wszystkie pomysły Freya, no bo kto to słyszał, żeby na wyprawę w dzikie ostępy zabierać ze sobą konia! Jakby się zapomniało, że Piołun nie jest zwykłym koniem, ale parasim, Boską Bestią. Tak, czy inaczej dzieje się dużo, bardzo dużo i na nudę nie można narzekać.

Bohaterowie 10/10

Pierwsze skrzypce w „Bramach Światłości” grają niewątpliwie Frey, Sereda oraz… Lucyfer. Ten mały drań z piekła rodem, postanowił rzucić w diabły swoją dobrze płatną posadę Imperatora Głębi i rozmówić się w końcu z Panem! Egoista jeden. Swoim zachowaniem doprowadził do wielu awantur i uczynił z regenta Królestwa chodzącą bombę zegarową – nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie. Tak, czy inaczej nasi bohaterowie musieli się zmierzyć nie tylko z nową sytuacją, ale i własnymi charakterami i uczuciami, nad którymi nie potrafili panować. Jako przykład może tutaj posłużyć Matariśwan – przywódca Marutów, zapatrzony w Seredę niczym w obrazek. Ten drań nie potrafił sobie poradzić sam ze sobą i doprowadził do katastrofy (tak się przynajmniej wydaje, gdyż autorka niestety zakończyła tom 1 w kluczowym momencie). Podobnie zachowuje się dewa Bhairawa, który nie mogąc oprzeć się pokusie dołączenia do swojego haremu prawdziwej Skrzydlatej doprowadza do jej uwięzienia. A zatem należy liczyć się z pożądaniem, zazdrością i chęcią posiadania czegoś lub kogoś.

Styl 10/10

Autorka dołożyła wszelkich starań, aby jej kolejna książka powaliła czytelnika na kolana. Czyta się z zapartym tchem. Opisy są nieco dłuższe, ale jest to spowodowane tym, że chciała przybliżyć wierzenia indyjskie, których to nawiązań jest od groma. Pikanterii oczywiście dodają sarkastyczne, ironiczne i dosadne dialogi bohaterów. Osobiście zakochałam się w tekście: „Zaraza na twoją duszę”.

Ocena końcowa 10/10

Zdecydowanie polecam „Bramy Światłości” każdemu fanowi twórczości Kossakowskiej, szeroko pojętej fantastyki oraz wszystkim tym, którzy przy książce chcą się po prostu dobrze bawić. Jak dla mnie było to fantastycznie spędzone kilka godzin i człowiekowi żal było zakończyć tą przygodę. Nie mogę jedynie wybaczyć zakończenia w takim momencie… Autorka jak mniemam w ten sposób chciała rozbudzić zainteresowanie dalszymi losami Freya, Seredy, Lampki i innych, ale proszę uwierzcie mi: nie było to niezbędne, bo i tak nie można się doczekać kolejnej części. Jedyne co mi pozostaje to modlić się do wszystkich bóstw, aby tom 2 pojawił się jak najszybciej w sprzedaży.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.

środa, 12 kwietnia 2017

“Nieuniknione” - recenzja

Brak komentarzy:

Tytuł: „Nieuniknione”
Autor: Amy A. Bartol

Cykl: Przeczucia

Wydawnictwo: Akurat

Ilość stron: 480


„Nazywam się Evie Claremont, mam 17 lat i właśnie zaczęłam naukę w college’u. Do tej pory wydawało mi się, że jestem rozsądna i twardo stąpam po ziemi, ale teraz, kiedy poznałam Reeda Wellingtona, nie jestem już tego taka pewna. Na jego widok cały mój rozsądek diabli biorą, a ja czuję, jak coś ciągnie mnie ku niemu z przemożną siłą. Niestety, on traktuje mnie jak powietrze… Od początku wydawało mi się, że próbuje przede mną coś ukryć, a teraz wiem to już na pewno. Reed jest Aniołem Mocy, zesłanym na Ziemię, by walczyć z Upadłymi. Wygląda na to, że mam do odegrania rolę w tej walce, ale nic nie szkodzi. Ktoś, kto zakochał się w aniele, musi być przygotowany na ciekawe życie…”


Fabuła 10/10


Po euforii, którą wzbudzała miłość między wampirem, a kruchą nastolatką przyszedł czas na miłą odmianę. Mianowicie mamy tutaj do czynienia z miłością, która nie miała prawa się przydarzyć, bo anioły przecież się nie zakochują bo… nie mają duszy. Autorka pokusiła się moim zdaniem o fantastyczny zabieg, bo stworzyła magiczny świat pełen wszelakiego rodzaju aniołów, którym przypisała nadzwyczajne cechy w tym chroniczną zazdrość, niezwykłą siłę, brutalność i zaborczość. Oprócz dobrze znanych Serafinów, Cherubinów możemy spotkać Anioły Mocy (do których należy Reed), a także Kosiarzy. Każdy z aniołów ma oczywiście przydzielone przez Boga obowiązki. Ci, którzy ich nie wypełniają, stają się Upadłymi, które dążą do odkupienia. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy „pozyskają” ludzką duszę, bo tylko ta może zostać zbawiona. I tu właśnie pojawia się nasza bohaterka, która jest pół-aniołem z ludzką duszą. Jak to się stało? Przecież anioły nie mogą się rozmnażać… Jak nic jest tu widoczny boski plan. To za sprawą „siedzącego na górze” narodziło się uczucie między Reedem a Evie, które zostaje wystawione na ciężkie próby. Bo toczy się prawdziwa, krwawa wojna…


Bohaterowie 10/10


Główna bohaterka – Evie nie należy do gatunku bezbronnych istot, które za wszelką cenę trzeba chronić przed wszystkimi i wszystkim. Ma zadziorny charakter, własne zdanie, ognisty temperament i cięte riposty. Trafia jednak kosa na kamień w osobie Reeda, który przywykł do wydawania poleceń. Wziął sobie za punkt honoru, aby ją bronić przed wszystkimi właśnie przez jej kruchą, ludzką duszę. Nawet przed sobą samym. Niemniej jednak przegrywa tę walkę. Na drodze tej wyjątkowej dwójce staje jednak przeznaczenie w postaci bratniej duszy Evie. Tą duszą jest nasz kolejny bohater – Russell, który od wieków stanowi „drugą połówkę” naszej pół-anielicy. Okazuje się, że Bóg ma przygotowany plan dla każdego. Pytanie tylko co dalej z niedźwiedziem o gołębim sercu skoro zostaje odrzucony przez Evie? Autorka jednak przygotowała pułapkę na czytelników, gdyż tytułowy „czarny charakter” bardzo długo się nie ujawnia. A jest nim bardzo mroczna postać. Bohater, którego nie można było podejrzewać. Wisienką na torcie jest kolejny anioł o imieniu Zefir, którego wypowiedzi po prostu zwalają z nóg. Jeśli doliczyć do tego szczerość do bólu, naturalny urok osobisty i charakter drapieżnika to jest to mieszanka wybuchowa.


Styl 10/10


Wszystko jest tak dopracowane i dokładnie przemyślane, że czytanie sprawia ogromną przyjemność. Jest idealna równowaga między opisami, dialogami i przemyśleniami głównej bohaterki. Autorka w znakomity sposób przedstawiła rozterki młodej dziewczyny i jej ewolucję w dorosłą i odpowiedzialną kobietę. Na szczególną uwagę, moim skromnym zdaniem, zasługują sarkastyczne i ironiczne wypowiedzi bohaterów, które dodają pikanterii całej historii.


Ocena końcowa 10/10


Zdecydowane polecam „Nieuniknione” jako magiczną książkę, przy której nie czuje się upływającego czasu. Wydaje mi się jednakże, że przez wątek miłosny bardziej przypadnie do gustu żeńskiej części, ale jestem przekonana, że i pierwiastek męski znajdzie w niej coś ciekawego. Oprócz niecodziennej historii miłosnej, mamy tutaj do czynienia ze światem aniołów, demonów i Upadłych. Jestem przekonana, że autorka nie powiedziała „ostatniego słowa”, ponieważ kończąc tom pierwszy pozostawiła wiele niedopowiedzeń i otwartych wątków, które aż się proszą o rozwinięcie i wypełnienie luk. Sama z niecierpliwością oczekuję kolejnego tomu przygód Evie, Reeda, Russella i Zefira, dzięki którym przeżyłam wspaniałe chwile. Dajcie się porwać tej historii i wkroczcie do świata walecznych aniołów.


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Businness and Culture oraz wydawnictwu Akurat.


http://www.empik.com/przeczucia-tom-1-nieuniknione-bartol-amy-b,p1128149381,ksiazka-p


- Frey

wtorek, 14 marca 2017

Yokai 18

Brak komentarzy:

Tsurube otoshi

Wygląda jak wielka ludzka głowa bez ciała. Czasami jest przedstawiany jako kula ognia z ludzkimi rysami. Tsurube otoshi osiąga średnicę do dwóch metrów. Żyje w lasach (preferują wysokie drzewa), niedaleko ścieżek lub na obrzeżach miast, tam gdzie jest szansa, że będzie przechodził jakiś przechodzień lub zwierze. Czai się w koronach drzew i czeka na jakieś żywe stworzenie. Gdy coś lub ktoś przechodzi pod nim, a on jest akurat głodny wtedy spada na swoją ofiarę zgniata ją i zjada. Odpowiednio duże yokai tego rodzaju potrafią zaatakować człowieka. Tsurube otoshi lubi to co robi, bo podczas konsumpcji wydaje szaleńczy śmiech. Nawet gdy nie jest głodny lubi dla przyjemności spaść na swoją ofiarę i ją zabić bez konsumpcji. Więc podczas przechodzenia pod jakimś wysokim drzewem wypadałoby trzymać głowę wysoko aby zdążyć odskoczyć jakby co.



Gyokuto

Według Japończyków plamy na księżycu wyglądają jak królik. Królik ten trzyma młotek używany przy robieniu mocci lub w budowlance. Legenda mówiąca o tym, że na księżycu żyją króliki jest bardzo stara. W Chinach pierwsze wzmianki pojawiły się w IV wieku, a w Japonii w VII wieku. Japońska wersja mitu pochodzi z Konjaku monogatari (Opowieści o rzeczach dawnych, zbiór opowiadań realistycznych 
i fantastycznych).

A oto treść tej legendy. Lis, małpa i królik podróżowali wspólnie. Pewnego razu zobaczyli żebraka, który leżał przy drodze wycieńczony przeprawą przez góry. Zwierzęta ulitowały się nad nim i chciały mu pomóc. Małpa i lis zebrali coś do jedzenia, jednak królik nie mógł nic znaleźć i zaczął lamentować, że jest bezużyteczny. Poprosił lisa 
i małpę o pomoc przy rozpalaniu ogniska. Gdy ogień był już rozpalony, królik wskoczył do ognia aby starzec mógł zjeść jego mięso. W tym momencie starzec objawił swoją prawdziwą naturę. Okazało się, że jest to Taishakuten, jeden z władców nieba. Wziął on królika i umieścił go na księżycu, aby inni brali przykład z jego ofiarności.



Nurikabe

Nikt nie wie jak ten yokai wygląda naprawdę, bo przeważnie jest niewidzialny. W epoce Edo na ilustracjach przedstawiano go jako groteskową bestię wyglądającą jak ściana. Można na niego się natknąć w ciasnych uliczkach i ciemnych alejkach. Nurikabe pojawia się późno w nocy. Materializuje się jako ściana tuż przed oczami przechodnia 
i blokuje mu drogę. Nie ma szans aby taka przeszkodę obejść z żadnej strony i trzeba zmienić trasę. Choć może pomóc postukanie kijem 
w podstawę takiej ściany, wtedy ona znika i droga jest wolna.



Teke teke

Występuje w licznych legendach miejskich. Jest to kobieta która zginęła potrącona przez metro. Nie ma dolnej części ciała, porusza się za pomocą swoich rąk, wydając przy tym odgłos od którego wzięła się jej nazwa. Ten dźwięk wydaje jej kręgosłup, który szoruje o nawierz-
chnię. Teke teke poluje na swoje ofiary niedaleko stacji metra. Choć nie ma nóg potrafi poruszać się z zawrotną prędkością i z łatwością może dogonić ofiarę. Gdy złapie ofiarę to przecina ją za pomocą sierpa lub wielkiego noża w pół i zabiera nogi. Inna wersja mówi, że może pojawić się w łazienkach i wtedy się pyta o to gdzie są jej nogi. Odpowiedź na to pytanie to stacja Meishin. Wtedy zadaje drugie pytanie, od kogo wiemy? Właściwą odpowiedzią jest to, że słyszało się to od Reiko Kashima, bo podobno tak się nazywała za życia. Gdy nie odpowie się na któreś z pytań wtedy kończy się w ten sam sposób jak poprzednio czyli zostaje się przepołowionym.



Osakabe hime

Jest związana ze zamkiem Himeji. Jest to kobieta ubrana w dwunasto-warstwowe kimono. Osakabe hime jest potężnym yokai, które potrafi manipulować ludźmi jak jej się podoba, ma wielką wiedzę oraz posiada na swoich usługach mnóstwo kenzokushin. Kenzokushin są to duch podobne do zwierząt, które robią za posłańców. Potrafi odgadnąć prawdziwe pragnienia ludzi. Chodzą pogłoski, że kto zobaczy jej twarz z miejsca umiera. Nie lubi spotkań z ludźmi i unika ich jak może, przebywając w tajnych komnatach na zamku. Jednak raz w roku spotyka się z właścicielem zamku aby przepowiedzieć jego los na następny rok. Dlaczego jednak Oskakabe hime pojawia się na zamku Himeji? Nikt tego nie wie. Jest kilka teorii. Jedna mówi, że to potężne dziewięcioogoniaste kitsune, albo jedna z Famoryt cesarza Fushimi.



Tamamo no Mae
Jest jedną z najpopularniejszych kistsune. Jej postać występuje często w literaturze oraz dziełach teatru japońskiego. Wzmianki o tej lisicy pojawiają się również przy wielu wydarzeniach z historii Japonii. Swoją wielką moc wykorzystywała głównie w celu zdobycia władzy. Na przykład w epoce Heian (794-1185) próbowała zabić cesarza. Co prawda nie udało się jej to. Jednak i tak doprowadziła do jednej 
z największych wojen w historii Japonii czyli wojny domowej w latach 1180-1185. Z tego powodu jest uznawana za jednego z Nihon San Dai Aku Yokai (Trójca przerażających yokai). Dwa pozostałe to Sutoku Tenno czyli cesarz Sutoku i Shuten dōji jeden z Oni. Według jednej 
z wersji legendy, Tamamo no Mae urodziła się 3500 lat temu na terenie Chin. O jej ludzkim życiu wiemy niewiele, jedynie to, że była potężnym czarodziejem. Z tego powodu po upływie ponad 100 lat przemieniła się w dziewięcioogoniastego lisa (były to yokai 
o największej mocy magicznej). Dodatkowym jej atutem było to, że potrafiła manipulować ludźmi. Używała do tego swojego powabu 
i poczucia humoru. W ten sposób zdobywała wpływy i władzę.



Gaki 
Są to dusze osób udręczonych, którzy przeżywają wieczne katusze. Wyglądają jak ludzie, ale mają pękate brzuchy i mało wydajne usta 
i gardło. Zamieszkują równoległy wymiar zwany Gakidō. Jest to nieprzyjemny pustynny teren. Źródłem ich cierpienia jest jedzenie 
i picie. Istnieje kilka rodzajów Gaki. Jedne gaki w ogóle nie mogą nic jeść, inne mogą pożywiać się tylko takimi rzeczy jak kał lub mocz, istnieją też takie, które i jedzą i piją co chcą, ale nie mogą zaspokoić ani głodu ani pragnienia.



Hitobashira
Hitobashira (dosłownie „ludzki filar”) nie jest to co prawda żaden yokai, ale jest to makabryczny proceder polegający na grzebaniu żywych ludzi pod fundamentami czy w murach ważnych budowli tj. mosty czy zamki. Ta praktyka była stosowana od starożytności do XVI wieku. Wierzono, że duch takiego człowieka przebłaga duchy przyrody. Wierzyli również, że taka ofiara ochroni budowlę przed różnego rodzaju klęskami takimi jak pożar, powódź.

~Dominik

Źródła obrazków:
yokai,com
pinterest.com

wikiwand.com
 

statystyka