wtorek, 14 marca 2017

Yokai 18

Brak komentarzy:

Tsurube otoshi

Wygląda jak wielka ludzka głowa bez ciała. Czasami jest przedstawiany jako kula ognia z ludzkimi rysami. Tsurube otoshi osiąga średnicę do dwóch metrów. Żyje w lasach (preferują wysokie drzewa), niedaleko ścieżek lub na obrzeżach miast, tam gdzie jest szansa, że będzie przechodził jakiś przechodzień lub zwierze. Czai się w koronach drzew i czeka na jakieś żywe stworzenie. Gdy coś lub ktoś przechodzi pod nim, a on jest akurat głodny wtedy spada na swoją ofiarę zgniata ją i zjada. Odpowiednio duże yokai tego rodzaju potrafią zaatakować człowieka. Tsurube otoshi lubi to co robi, bo podczas konsumpcji wydaje szaleńczy śmiech. Nawet gdy nie jest głodny lubi dla przyjemności spaść na swoją ofiarę i ją zabić bez konsumpcji. Więc podczas przechodzenia pod jakimś wysokim drzewem wypadałoby trzymać głowę wysoko aby zdążyć odskoczyć jakby co.



Gyokuto

Według Japończyków plamy na księżycu wyglądają jak królik. Królik ten trzyma młotek używany przy robieniu mocci lub w budowlance. Legenda mówiąca o tym, że na księżycu żyją króliki jest bardzo stara. W Chinach pierwsze wzmianki pojawiły się w IV wieku, a w Japonii w VII wieku. Japońska wersja mitu pochodzi z Konjaku monogatari (Opowieści o rzeczach dawnych, zbiór opowiadań realistycznych 
i fantastycznych).

A oto treść tej legendy. Lis, małpa i królik podróżowali wspólnie. Pewnego razu zobaczyli żebraka, który leżał przy drodze wycieńczony przeprawą przez góry. Zwierzęta ulitowały się nad nim i chciały mu pomóc. Małpa i lis zebrali coś do jedzenia, jednak królik nie mógł nic znaleźć i zaczął lamentować, że jest bezużyteczny. Poprosił lisa 
i małpę o pomoc przy rozpalaniu ogniska. Gdy ogień był już rozpalony, królik wskoczył do ognia aby starzec mógł zjeść jego mięso. W tym momencie starzec objawił swoją prawdziwą naturę. Okazało się, że jest to Taishakuten, jeden z władców nieba. Wziął on królika i umieścił go na księżycu, aby inni brali przykład z jego ofiarności.



Nurikabe

Nikt nie wie jak ten yokai wygląda naprawdę, bo przeważnie jest niewidzialny. W epoce Edo na ilustracjach przedstawiano go jako groteskową bestię wyglądającą jak ściana. Można na niego się natknąć w ciasnych uliczkach i ciemnych alejkach. Nurikabe pojawia się późno w nocy. Materializuje się jako ściana tuż przed oczami przechodnia 
i blokuje mu drogę. Nie ma szans aby taka przeszkodę obejść z żadnej strony i trzeba zmienić trasę. Choć może pomóc postukanie kijem 
w podstawę takiej ściany, wtedy ona znika i droga jest wolna.



Teke teke

Występuje w licznych legendach miejskich. Jest to kobieta która zginęła potrącona przez metro. Nie ma dolnej części ciała, porusza się za pomocą swoich rąk, wydając przy tym odgłos od którego wzięła się jej nazwa. Ten dźwięk wydaje jej kręgosłup, który szoruje o nawierz-
chnię. Teke teke poluje na swoje ofiary niedaleko stacji metra. Choć nie ma nóg potrafi poruszać się z zawrotną prędkością i z łatwością może dogonić ofiarę. Gdy złapie ofiarę to przecina ją za pomocą sierpa lub wielkiego noża w pół i zabiera nogi. Inna wersja mówi, że może pojawić się w łazienkach i wtedy się pyta o to gdzie są jej nogi. Odpowiedź na to pytanie to stacja Meishin. Wtedy zadaje drugie pytanie, od kogo wiemy? Właściwą odpowiedzią jest to, że słyszało się to od Reiko Kashima, bo podobno tak się nazywała za życia. Gdy nie odpowie się na któreś z pytań wtedy kończy się w ten sam sposób jak poprzednio czyli zostaje się przepołowionym.



Osakabe hime

Jest związana ze zamkiem Himeji. Jest to kobieta ubrana w dwunasto-warstwowe kimono. Osakabe hime jest potężnym yokai, które potrafi manipulować ludźmi jak jej się podoba, ma wielką wiedzę oraz posiada na swoich usługach mnóstwo kenzokushin. Kenzokushin są to duch podobne do zwierząt, które robią za posłańców. Potrafi odgadnąć prawdziwe pragnienia ludzi. Chodzą pogłoski, że kto zobaczy jej twarz z miejsca umiera. Nie lubi spotkań z ludźmi i unika ich jak może, przebywając w tajnych komnatach na zamku. Jednak raz w roku spotyka się z właścicielem zamku aby przepowiedzieć jego los na następny rok. Dlaczego jednak Oskakabe hime pojawia się na zamku Himeji? Nikt tego nie wie. Jest kilka teorii. Jedna mówi, że to potężne dziewięcioogoniaste kitsune, albo jedna z Famoryt cesarza Fushimi.



Tamamo no Mae
Jest jedną z najpopularniejszych kistsune. Jej postać występuje często w literaturze oraz dziełach teatru japońskiego. Wzmianki o tej lisicy pojawiają się również przy wielu wydarzeniach z historii Japonii. Swoją wielką moc wykorzystywała głównie w celu zdobycia władzy. Na przykład w epoce Heian (794-1185) próbowała zabić cesarza. Co prawda nie udało się jej to. Jednak i tak doprowadziła do jednej 
z największych wojen w historii Japonii czyli wojny domowej w latach 1180-1185. Z tego powodu jest uznawana za jednego z Nihon San Dai Aku Yokai (Trójca przerażających yokai). Dwa pozostałe to Sutoku Tenno czyli cesarz Sutoku i Shuten dōji jeden z Oni. Według jednej 
z wersji legendy, Tamamo no Mae urodziła się 3500 lat temu na terenie Chin. O jej ludzkim życiu wiemy niewiele, jedynie to, że była potężnym czarodziejem. Z tego powodu po upływie ponad 100 lat przemieniła się w dziewięcioogoniastego lisa (były to yokai 
o największej mocy magicznej). Dodatkowym jej atutem było to, że potrafiła manipulować ludźmi. Używała do tego swojego powabu 
i poczucia humoru. W ten sposób zdobywała wpływy i władzę.



Gaki 
Są to dusze osób udręczonych, którzy przeżywają wieczne katusze. Wyglądają jak ludzie, ale mają pękate brzuchy i mało wydajne usta 
i gardło. Zamieszkują równoległy wymiar zwany Gakidō. Jest to nieprzyjemny pustynny teren. Źródłem ich cierpienia jest jedzenie 
i picie. Istnieje kilka rodzajów Gaki. Jedne gaki w ogóle nie mogą nic jeść, inne mogą pożywiać się tylko takimi rzeczy jak kał lub mocz, istnieją też takie, które i jedzą i piją co chcą, ale nie mogą zaspokoić ani głodu ani pragnienia.



Hitobashira
Hitobashira (dosłownie „ludzki filar”) nie jest to co prawda żaden yokai, ale jest to makabryczny proceder polegający na grzebaniu żywych ludzi pod fundamentami czy w murach ważnych budowli tj. mosty czy zamki. Ta praktyka była stosowana od starożytności do XVI wieku. Wierzono, że duch takiego człowieka przebłaga duchy przyrody. Wierzyli również, że taka ofiara ochroni budowlę przed różnego rodzaju klęskami takimi jak pożar, powódź.

~Dominik

Źródła obrazków:
yokai,com
pinterest.com

wikiwand.com
 

środa, 1 marca 2017

Masoni

Brak komentarzy:
Masoneria, jaką znamy dziś, powstała 24 VI 1717 roku w tawernie Jabłonka (Apple tree). Wtedy to cztery brytyjskie loże masońskie założyły Wielką Lożę Brytyjską. Z Anglii idea dotarła do Francji, a następnie rozeszła się po całym kontynencie. Masoni swoje mityczne początki wywodzą od pierwszego człowieka czyli Adama, jego listek figowy miał symbolizować fartuch, a jego syn Kain miał być pierwszym wolnomularzem. Z ruchem masońskim miał być też powiązany Hiram czyli budowniczy Świątyni króla Salomona. Został on zamordowany, ponieważ nie chciał zdradzić swoich budowlanych sekretów. Masoni mieli mieć też powiązania z Templariuszami, do tej sprawy wrócimy trochę później

Zbudujemy nowy dom

Zostawmy jednak mityczne początki masonerii. Faktem jest, że współczesne loże masońskie wzięły swój początek od średniowiecznych cechów budowniczych. Wolnomularze (bo tak ich nazywano) byli najbardziej wpływową i cieszącą się największą swobodą grupą społeczną. Wszystko to przez posiadaną przez nich wiedzę o stawianiu monumentalnych budowli. Nie chcąc stracić swoich przywilejów strzegli zazdrośnie swojej wiedzy. Z tego powodu opracowali system tajnych znaków, który miał posłużyć do odróżnienia wtajemniczonych od profanów. A że znaczna część tych ludzi została przyuczona do zawodu przez mnichów (wtedy najbardziej wykształconą grupę społeczną), to wolnomularze cechowali się silnym kodeksem moralnym i potrzebą samodoskonalenia.

Cyrkiel i węgielnica- jeden z bardziej znanych symboli masońskich



Wraz z rozwojem nauki i technologii budowniczy powoli tracili na znaczeniu. Jednak ich tradycja została przejęta przez ludzi spoza fachu, oczywiście z pewnymi modyfikacjami. I tak loże wolnomularskie przestały zrzeszać tylko budowniczych, a nawet powoli zostawali wypychani przez osoby z zewnątrz. Do lóż zaczęto przyjmować osoby wybitne i wpływowe. Członków lóż zaczęły coraz bardziej zajmować sprawy światopoglądowe, moralne i filozoficzne. Ze starych czasów zostały symbole i stopnie wtajemniczenia czyli uczeń, czeladnik i mistrz (tak zwany ryt uniwersalny lub świętojański). W późniejszym czasie pojawiły się też inne ryty. I dochodzimy tu do roku 1717 roku. Rok ten jest uważany za początek lóż masońskich. Członkowie działali według zasad chrześcijańskich, jednocześnie , dzięki rozumowi, oczyszczając je z zagadek. Masoni Boga nazywali Wielkim Architektem.

niedziela, 26 lutego 2017

“Wikingowie. Najeźdźcy z Północy” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Wikingowie. Najeźdźcy z Północy”
Seria: Wikingowie
Autor: Radosław Lewandowski
Ilość stron: 415
Wydawnictwo: Akurat
 
„Trzymająca w napięciu historia samotnej wędrówki młodego wikinga Oddiego po iglastych lasach Labradoru (dzisiejsza Kanada). Pełna zaskakujących zwrotów akcji opowieść o jego spotkaniu z plemieniem Indian Beothuk oraz o konsekwencjach, jakie miało to wydarzenie. Oparta na udokumentowanych faktach historycznych, twórczo rozwinięta w stylu najlepszych powieści przygodowych saga o starciu dwóch cywilizacji, o wielkich namiętnościach i o niepohamowanej żądzy władzy.
Jeśli ktokolwiek zastanawiał się, dlaczego wikingowie zawładnęli zbiorową wyobraźnią i szturmem wdarli się do grona ikon popkultury, po lekturze tej książki przestanie się dziwić. Wartka akcja, pełnokrwiste postaci i fascynujące, doskonale zarysowane tło historyczne sprawiają, że „Najeźdźcy z Północy” nie tylko z nawiązką spełniają oczekiwania wszystkich, którym spodobała się pierwsza część cyklu Wikingowie, ale każą z jeszcze większym zainteresowaniem oczekiwać na trzeci tom tej niezwykłej sagi.”
 
Fabuła 10/10
 
„Wilcze dziedzictwo” zakończyło się w chwili, w której zdrajca Asgot z Czerwoną Tarczą umknął przed pogonią ze strony Eryka Zwycięskiego. Sielanka nie trwała długo, gdyż wojowie konunga znaleźli ich i „wyrżnęli w pień”. Tak by się mogło wydawać… „Najeźdźcy z Północy” zaczynają w chwili, w której młody Oddi Asgotsson dopuszcza się haniebnego czynu, a mianowicie nie rusza na pomoc swoim rodakom, a opuszcza ich i wędruje, gdzie go nogi poniosą. W trakcie swojej samotnej wędrówki w poszukiwaniu własnego miejsca trafia na miejsce walki między dwoma plemionami Indian: Beothuków oraz Mikmaków. Walka oczywiście była bardzo wyrównana: 5 mężnych Mikmaków na 2 Beothuków (w tym jedna kobieta). Finał jest oczywiście taki, że ginie przybrany syn wodza Beothuków - Kamiennego Ostrza, Samotny Jeleń, a jedyna córka tegoż wodza zostaje brutalnie zgwałcona i omal nie umiera. Dlaczego omal? Ano właśnie dlatego, że na miejscu zbrodni pojawia się młody Oddi, który ratuje Shaa-naan-dithit przed niechybną śmiercią. Prawdziwa przygoda zaczyna się w chwili, w której młody Oddi ratując niewiastę trafia do jej wioski mocno poraniony, pod czujne oko tamtejszego szamana – Czerwonego Kamienia. Na nieszczęście młoda Shaa-naan chcąc uratować swojego wybawiciela wiąże swój żywot z młodym Askomanem za pośrednictwem bogini Inyan. I tak oto Beothukowie, którzy nie słynęli ze swej gościnności wobec „bladych twarzy” stali się drugą rodziną młodego Oddiego, ale zanim do tego doszło, to młody Asgotsson musiał się nie lada napracować… A jak? To już przeczytajcie sami, bo naprawdę warto.
 
Bohaterowie 10/10
 
Oddi nie stracił nic ze swojej „magii”. Młody wiking podjął bardzo trudną decyzję – opuszczając rodaków prawdopodobnie zostanie potępiony po śmierci i nie trafi do Walhalii. A zatem pokazuje nam, że podejmowanie trudnych decyzji leży w jego naturze, bo trafiając w sam środek walk pomiędzy plemionami Indian czeka go nie lada wyzwanie. Oczywiście wpływ na te decyzje ma również młoda i ponętna niewiasta jaką jest Shaa-naan-dithit, wspomniana wcześniej córka wodza Beothuków. To dziewczę jest niezwykle uparte, ale i wierne swoim przekonaniom. Zapewne dlatego tak bardzo ją polubiłam. Wspominając bohaterów nie można zapomnieć o przebiegłym i podłym szamanie, czyli Czerwonym Kamieniu, który pragnąc osiągnąć swój cel, czyli posiąść Shaa-naan, będzie próbował zabić Oddiego. A zatem można go bez obaw uznać, za czarny charakter. Wisienką na torcie jest Snae-Kol, który z pochodzenia jest wikingiem, ale stał się prawdziwym Długim Człowiekiem (tak nazywano Beothuków) i został bratem krwi Kamiennego Ostrza, a jednocześnie wodzem wodzów. Tak naprawdę każdy z bohaterów zapada w pamięć i o każdym należałoby choćby wspomnieć, bo każdy z nich z nich jest wyjątkowy, ale przy krótkiej recenzji nie jest to możliwe.
 
Styl 10/10
 
Jak zwykle autor po mistrzowsku połączył dialogi z opisami oraz przemyśleniami bohaterów. Nie jest to łatwa sztuka, zwłaszcza, przy tak szczegółowych opisach batalistycznych. Jeśli doliczyć do tego fakt, że książkę czyta się z zapartym tchem to znaczy, że jest to literacka perełka.
 
Ocena końcowa 10/10
 
„Wikingowie. Najeźdźcy z Północy” to znakomita kontynuacja „Wikingów. Wilcze dziedzictwo”. Zdecydowanie polecam każdemu miłośnikowi mitologii skandynawskiej, a także indiańskiej. Gwarantuję, że nie będziecie się nudzić. Ponadto muszę oddać wielki pokłon i szacunek autorowi, za to ile czasu, pracy i wysiłku kosztowało go przybliżenie czytelnikowi wierzeń indiańskich, bo sama z przykrością stwierdzam, że o się o niej zapomniało. A jest niezwykle ciekawa i pouczająca. Bo drodzy czytelnicy, pamiętajmy, że „Indianie wierzyli, że ludzie są opiekunami Ziemi, że muszą zostawić ją nienaruszoną dla przyszłych pokoleń, że my należymy do Ziemi, a nie Ziemia do człowieka” (Posłowie). Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała jeszcze jednej indiańskiej mądrości: „W każdym z nas walczą dwa wilki. Jeden jest zły, to gniew, zazdrość, chciwość, pretensja, kłamstwo, pogarda i ego Drugi jest dobry, to radość, pokój, miłość, nadzieja, pokora, uprzejmość, empatia i prawda. Który wilk wygra? Ten, którego karmisz.” Tym oto akcentem pragnę zachęcić do przeczytania tej wyjątkowej trylogii. Sama nie mogę się doczekać trzeciej części.
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business & Culture.
 
- Frey

piątek, 17 lutego 2017

Iluminaci

Brak komentarzy:
Dziś porozmawiamy o Iluminatach. Przedstawię w tym blogu jedynie fakty, choć gdzieniegdzie pojawią się teorie spiskowe, bo jednak bez nich trudno mówić o Iluminatach. Stowarzyszenie zostało założone w 1 V 1776 roku przez bawarskiego jezuitę Adama Weishaupta. Choć podobno prawdziwym inicjatorem był Dom Rotschildów. Byli oni jednymi z najbardziej wpływowych rodzin w Europie. Mayer Amschel Rotschild, założyciel rodu, był doradcą heskiego księcia Wilhelma IX. Rotschildowie w XIX wieku mieli mieć pod swoją kontrolą większość rynku finansowego w Anglii.
Wracając jednak do Iluminatów, swoją nazwę wzięli od łacińskiego 'iluminati' czyli 'oświecenie'. Struktura stowarzyszenia była podobna do organizacji Loży Masońskiej. Jako, że Weishaupt był jezuitą, to motto Iluminatów było takie samo jak hasło tego zakonu: „Rozum ponad namiętność” Ich celem było zastąpienie wiarę w Boga wiarą w Rozum. Miało to spowodować kres wszelkich wojen i sporów. Ludzie mieli stać się bardziej moralni i potrafić stanąć ponad podziałami religijnymi i politycznymi
 
Członkowie stowarzyszenia mieli wywodzić się z wysokich sfer społecznych, mieli to być ludzie wpływowi, wizjonerzy, uczeni, liberałowie. Każdy z członków dostawał klasyczne imię takie jak Caro, Spartacus czy Lucian. Członkowie dopiero gdy przeszli inicjację dowiadywali się, że są trybikami w maszynie teozoficzno-politycznej. W ciągu czterech lat Iluminaci mieli 60 insynuatorów czyli członków, którzy byli odpowiedzialni za werbowanie nowych ludzi, jednocześnie nie wyjawiając im prawdziwych celów stowarzyszenia. W roku 1786 Iluminaci mieli swoje loże w Europie, Afryce i Ameryce Północnej.
Aby udało się osiągnąć Utopię, o której marzyli Iluminaci nie wystarczą tylko odpowiednie środki finansowe. Potrzebne są też środki nacisku. Otóż każdy z członków Iluminatów miał za zadanie szpiegować i szpiegować ludzi, z którymi się spotykają i składać raport swoim zwierzchnikom. A że członkami stowarzyszenia byli ludzie z wyższych społecznych to i osoby, z którymi się spotykali pochodzili z tych stref. Ten aparat wywiadowczy miał być narzędziem do kontroli opinii społecznej oraz pomóc podporządkować sobie władców i polityków. Bo każdy wie, że dobry szantaż jest bardzo pomocny w tych rzeczach.
 
W roku 1777 Iluminaci nawiązali współpracę z bawarską Lożą Masońską. Jednak według teorii spiskowej Iluminaci przejęli władze nad tą lożą. Po paru latach tej współpracy oświeceni masoni byli obecni w kilku europejskich krajach. Współpraca między tymi dwoma stowarzyszeniami układała się dobrze do roku 1787. Wtedy to wypłynęły prawdziwe cele Iluminatów, a Masoni zerwali z nimi współpracę. Opinia publiczna nastawiła się przeciwko Iluminatom. Również w tym roku w Bawarii władze ustanowiły karę śmierci za bycie w tym stowarzyszeniu. Te zdarzenia zmusiły członków do zwiększonej konspiracji. Niedługo po tych wydarzeniach Weishaupt wrócił do Jezuitów i nawet napisał kilka tekstów przepraszających i potępiających jego dzieło.
 
Nie wiemy kiedy dokładnie rozpadło Stowarzyszenie Iluminatów. A może faktycznie nadal istnieją? Na zakończenie wyjaśnijmy sobie jeszcze kwestię Oka Opatrzności, które jest uznawane za najpopularniejszy symbol Iluminatów. Muszę was zmartwić, ponieważ ten symbol nie należy do Iluminatów. Jest on wykorzystywany przez Masonów. Choć może mieć tu na znaczeniu właśnie fakt, że Iluminaci i Masoni współpracowali (może nawet Ci pierwsi przejęli kontrolę nad tymi drugimi) ze sobą i często są utożsamiani przez to. I na tym ten blog się kończy.
~Dominik

Krampus i spółka

Brak komentarzy:
Niedługo przyjdzie do was Pan w czerwonym kubraku, zwany Mikołajem aby przynieść wam prezent, Jeśli byliście grzeczni to możecie spać spokojni, ale jeśli coś przeskrobaliście to możecie liczyć tylko na rózgę. Myślicie, że macie przerąbane? Nic bardziej mylnego inni mają gorzej. Przedstawiam wam Krampusa i Pachołka Ruprechta.
.
Co prawda kiedyś św. Mikołaj roznosił prezenty 6 grudnia ( w Niemczech, Austrii i kilku innych krajach 6 XII prezenty dostawali chłopcy, a 13 XII św. Łucja przynosiła prezenty dziewczęta). Mikołaj zajmował się grzecznymi dziećmi, a niegrzecznymi albo Krampus lub Knecht Ruprecht.
 
Postać Krampusa występuje w przekazach takich krajów jak Niemcy, Austria, północne Włochy, Słowenii i Chorwacji. Ten pan posiadał rogi i był odziany w owcze lub kozie skóry. Podobno jedną nogę miał normalną, a natomiast zamiast drugiej ma kopyto. Porywał niegrzeczne dzieci i wynosił je we wielkim koszu. Podobno czasami nawet je zjadał, ale najczęściej kończy się chłostą.
Tradycja przebierania się za Krampusa nadal jest żywa w Niemczech. Młodzi chłopcy przebierają się za niego 5 grudnia. Latają po mieście i za pomocą brzęczeniem łańcuchów i dzwonkami straszą dzieci i młode kobiety. Na terenach wiejskich chłopcy nie omieszkają wychłostać za pomocą rózg dziewczyn.
Pachołek Ruprecht (po niemiecku Knecht Rupert) nie towarzyszy Mikołajowi tylko jest towarzyszem Dzieciątka Jezus. 6 grudnia w protestantyzmie to właśnie Dzieciątko roznosi prezenty. A karę wymierza właśnie Ruprecht. Tą karą jest dostanie rózgą po rzyci. Nawet jest taki utwór Theodora Stormsa
 
„-Czy masz przy sobie także rózgę?- pyta dzieciątko
-Tak, rózga tu jest, ale tylko dla niegrzecznych dzieci, które dostaną nią we właściwe miejsce-odpowiada pachołek”. Knecht Ruprecht ma odpowiedniki w różnych krajach. W Niemczech to oczywiście Knecht Ruprecht, w Holandii Zwarte Piet (Czarny Piotruś), a we Francji to Père Fouettard (Chłoszczący Ojciec).
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia redakcja życzy żeby ani Kampus ani Knecht Ruprecht was nie odwiedził. Wesołych Świąt
 
 
~Dominik

poniedziałek, 13 lutego 2017

“Skaza” - recenzja

Brak komentarzy:
Tytuł: „Skaza”
Autor: Cecelia Ahern
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Akurat 
 
„Ukarana przez bezduszny Trybunał, 17-letnia Celestine, zostaje ikoną rewolucji zmierzającej do obalenia rządów ludzi, którym się wydaje, że mają prawo narzucać społeczeństwu swoje moralne i obyczajowe dogmaty. Choć napiętnowana Skazą, podejmuje walkę o powrót jej świata do normalności.” 
 
Fabuła 10/10 
 
Autorka w tej książce wprowadza nas w alternatywny świat. Świat, w którym każe się również za charakter. Karą za złe decyzje jest wypalanie tzw. skazy na jednym z pięciu miejsc na ciele. Dosłowne wypalanie jak to dawniej miało miejsce w przypadku bydła. Na pierwszy ogień poszły osoby, które dzierżyły władzę i podjęły złe decyzje doprowadzając do upadku kraju. Takie osoby nazywane są Naznaczonymi i stanowią niemalże brakujące ogniwo w teorii Darwina. Takie osobniki nie mają prawa ukrywać Skaz na ciele, mają obowiązek nosić czerwoną opaskę na ramieniu, nie mogą zajmować wysokich stanowisk, mają wyznaczone miejsca w komunikacji miejskiej, kolejki do kasy, dietę, a nawet godzinę policyjną. Nie mówiąc już o tym, że tylko dwie osoby Naznaczone mogą przebywać obok siebie. W innym wypadku łamią prawo. Każda Naznaczona osoba ma przydzielonego demaskatora przez Trybunał, który stoi na straży przestrzegania tego prawa. W takim właśnie świecie wychowała się tytułowa Celestine. Młoda dziewczyna, która przez wszystkich uważana jest za ideał – obowiązkowa córka, wzorowa uczennica, oddana dziewczyna. Cała historia zaczyna się w chwili, w której Celestine staje się świadkiem zabrania przez demaskatorów swojej sąsiadki – nauczycielki gry na fortepianie. 
 
Bohaterowie 10/10
Mamy tutaj cały przekrój charakterów: Celestine – młoda, odważna, logicznie myśląca młoda kobieta, jej chłopak Art – syn głównego sędziego Trybunału, który jest oddany swojej dziewczynie, ale w kryzysowej sytuacji nie podejmuje właściwej decyzji. Następnie Juniper, siostra Celestine, nieustannie wyrażająca swoje zdanie, niekoniecznie dobrze postrzegane w tym świecie, poprzez Summer – matkę trójki wyjątkowych dzieci – co ciekawe, wziętej modelki, która uważa, że „jak cię widzą, tak cię piszą”, czyli wszystko ma być idealnie. Nie mogło oczywiście zabraknąć głównego „czarnego charakteru”. W jego rolę wcielił się ojciec Arta – Bosco Crevan. Człowiek, który nigdy nie powinien osiągnąć takiego stanowiska. Zepsuty do szpiku kości, obawiający się jedynie utraty stanowiska, wpływów, a śmie oceniać innych. To właśnie za jego sprawą i tego, że sam łamie zasady Trybunału, na którego czele sam stoi, daje się porwać nienawiści i wypala szósty znak na ciele Celestine. Nie mówiąc już o tajemniczym Carricku, o którym nie wiadomo co myśleć… 
 
Styl 10/10
Czyta się z zapartym tchem. Dialogi i opisy są bardzo dobrze wyważone i dzięki temu czytelnik czuje się tak, jakby sam żył w takim świecie. Jakby sam cierpiał męki naznaczenia. Dzięki głębokim przemyśleniom Celestine otwierają się oczy na znacznie więcej. Tak przynajmniej było w moim przypadku. 
 
Ocena końcowa 10/10
Książka zdecydowanie warta polecenia każdemu, kto chce spojrzeć na świat z szerszej perspektywy. Myślę, że znajdzie ona swoich fanów nie tylko w żeńskiej części społeczności czytelniczej. Co prawda barwne opisy autorki (zwłaszcza sceny naznaczeń) mogą nie nadawać się dla czytelników o słabszych nerwach, ale był to niezbędny zabieg, aby wczuć się i zrozumieć fabułę oraz głębsze przesłanie tejże książki. 
 
Bardzo dziękuję Business & Culture oraz wydawnictwu Akurat za możliwość przeczytania tej wyjątkowej książki.
 
- Frey

statystyka